To nie zdrada. To coś prawdziwego, czego z tobą nigdy nie miałem
– To nie zdrada. To coś prawdziwego, czego z tobą nigdy nie miałem – powiedział, stojąc między zlewem a lodówką, jakby mówił o pogodzie. Stałam z kubkiem w ręku, jeszcze ciepłym, i przez chwilę naprawdę nie rozumiałam sensu tych słów. Jakby mówił w obcym języku. Dopiero po sekundzie dotarło do mnie, że właśnie wyciął z naszego życia coś, co budowaliśmy przez piętnaście lat.
– Co ty mówisz, Michał? – zapytałam, czując, jak kawa rozlewa się po mojej dłoni, ale nie czułam bólu. Tylko pustkę.
– Wiesz, że od dawna nie jest dobrze. Próbowałem, naprawdę próbowałem, ale… – urwał, patrząc gdzieś za moje ramię, jakby tam, za oknem, była odpowiedź na wszystkie nasze problemy. – Z nią czuję się… żywy. Z tobą jestem tylko… – zawahał się, szukając słowa, które nie zrani mnie jeszcze bardziej, ale już było za późno.
Przez chwilę miałam ochotę rzucić tym kubkiem o ścianę, zrobić coś dramatycznego, jak w filmach. Ale tylko postawiłam go na blacie i oparłam się o szafkę.
– Z nią? – powtórzyłam głucho. – Z kim?
– Z Martą. Z pracy. To nie jest romans, to nie jest… – zaczął się tłumaczyć, ale przerwałam mu śmiechem, który zabrzmiał jak szloch.
– Nie romans? Michał, śpisz z nią?
Zamilkł. To wystarczyło.
W głowie zaczęły mi się przewijać obrazy: nasze wspólne wakacje nad morzem, kiedy dzieci były jeszcze małe; wieczory przed telewizorem, kiedy zasypialiśmy na kanapie; kłótnie o rachunki, o to, kto wyniesie śmieci, o to, że znowu zapomniał kupić mleka. Wszystko to nagle wydało mi się takie odległe, jakby dotyczyło kogoś innego.
– Dlaczego? – zapytałam cicho. – Dlaczego ona, a nie ja?
– Nie wiem. Po prostu… z nią mogę być sobą. Nie muszę udawać. Ty zawsze czegoś ode mnie oczekujesz, zawsze jesteś niezadowolona. Z nią jest łatwiej.
Poczułam, jak coś we mnie pęka. Przez lata starałam się być dobrą żoną, matką, partnerką. Gotowałam, sprzątałam, pracowałam na dwa etaty, żebyśmy mogli spłacić kredyt. Odkładałam swoje marzenia na później, bo dzieci, bo dom, bo Michał. A teraz on mówi mi, że z inną kobietą czuje się prawdziwy.
– A dzieci? – zapytałam, próbując złapać oddech. – Pomyślałeś o nich?
– Kocham je. Ale nie mogę żyć w kłamstwie.
Wyszedł z kuchni, zostawiając mnie samą z tymi słowami. Słyszałam, jak zamyka się w łazience. Usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać. Nie wiem, ile czasu minęło. W końcu usłyszałam cichy głos naszej córki, Zosi:
– Mamo, czemu płaczesz?
Szybko otarłam łzy i przytuliłam ją mocno. Miała tylko osiem lat, była taka mała i bezbronna. Nie mogłam jej powiedzieć prawdy. Jeszcze nie teraz.
Przez kolejne dni Michał spał na kanapie. Unikaliśmy się, rozmawialiśmy tylko o dzieciach, o zakupach, o szkole. Wieczorami słyszałam, jak pisze do kogoś wiadomości. Czułam się jak cień we własnym domu.
Moja mama zadzwoniła, jakby wyczuła, że coś jest nie tak.
– Wszystko w porządku, Aniu? – zapytała.
– Tak, mamo, po prostu jestem zmęczona – skłamałam.
Nie chciałam jej martwić. Ona zawsze powtarzała, że małżeństwo to ciężka praca, że trzeba wybaczać, walczyć, nie poddawać się. Ale czy warto walczyć, jeśli druga strona już dawno się poddała?
W pracy nie mogłam się skupić. Koleżanka z biura, Kasia, zauważyła, że coś jest nie tak.
– Anka, co się dzieje? Wyglądasz, jakbyś nie spała od tygodnia.
– Problemy w domu – wymamrotałam.
– Chcesz pogadać?
Pokręciłam głową. Bałam się, że jeśli zacznę mówić, rozpadnę się na kawałki.
Wieczorem Michał przyszedł do mnie do sypialni. Usiadł na brzegu łóżka, nie patrząc mi w oczy.
– Musimy porozmawiać – powiedział cicho. – Nie chcę cię ranić, Aniu. Ale nie mogę już tak żyć. Chcę odejść.
Patrzyłam na niego i nie poznawałam człowieka, z którym spędziłam połowę życia. Gdzie był ten Michał, który przynosił mi herbatę, kiedy byłam chora? Ten, który płakał, kiedy urodziła się Zosia? Czy to wszystko było kłamstwem?
– A ja? – zapytałam. – Co ze mną? Po prostu mnie zostawisz?
– Przepraszam. Nie umiem inaczej.
Wyszedł. Zostałam sama w ciemnym pokoju, słysząc tylko swój własny oddech.
Przez kolejne tygodnie żyłam jak w transie. Dzieci pytały, dlaczego tata nie śpi już z nami, dlaczego jest smutny. Wymyślałam wymówki, tłumaczyłam, że tata ma dużo pracy, że jest zmęczony. Ale one czuły, że coś jest nie tak.
Pewnego dnia spotkałam Martę na parkingu pod szkołą. Stała przy swoim samochodzie, rozmawiała przez telefon. Kiedy mnie zobaczyła, spuściła wzrok. Przez chwilę miałam ochotę podejść i nawrzeszczeć na nią, powiedzieć jej, jak bardzo mnie zraniła. Ale tylko przeszłam obok, udając, że jej nie widzę.
Wieczorem Michał spakował walizkę. Dzieci płakały, błagały, żeby został. Ja stałam w przedpokoju, patrząc, jak odchodzi.
– Przepraszam – powiedział na odchodne. – Może kiedyś mi wybaczysz.
Zamknęłam drzwi i osunęłam się na podłogę. Przez długi czas nie mogłam się podnieść.
Teraz, kiedy minęło już kilka miesięcy, próbuję poukładać swoje życie na nowo. Dzieci powoli przyzwyczajają się do nowej rzeczywistości. Ja też. Czasem budzę się w nocy i zastanawiam się, czy mogłam zrobić coś inaczej. Czy mogłam być lepszą żoną, bardziej wyrozumiałą, mniej wymagającą? A może to po prostu on nigdy mnie nie kochał tak naprawdę?
Czy można odbudować siebie po czymś takim? Czy warto jeszcze wierzyć w miłość, skoro wszystko może się rozpaść w jednej chwili, między zlewem a lodówką, jakby to była tylko rozmowa o pogodzie?