Otworzyłam szkatułkę mamy i dowiedziałam się, kim naprawdę jestem. Czy można wybaczyć rodzinne kłamstwa?
– Nie ruszaj tego, Marto! – głos mamy był ostry jak nóż, kiedy jako dziecko próbowałam zajrzeć do starej szkatułki na najwyższej półce kredensu. – To moje tajemnice. Kiedyś sama zrozumiesz.
Minęło dwadzieścia lat. Mama nie żyje od pół roku, a ja wciąż słyszę jej głos, kiedy przechodzę obok kredensu w jej mieszkaniu. Przez miesiące unikałam tego miejsca, jakby sama szkatułka miała moc przywoływania duchów. Ale dziś, w ten szary, listopadowy wieczór, coś we mnie pękło. Może to przez ciszę, która dzwoniła w uszach po wyjściu ostatnich gości z pogrzebu taty. Może przez samotność, która wypełniła całe mieszkanie.
Wspięłam się na stołek i sięgnęłam po szkatułkę. Była cięższa, niż zapamiętałam. Zamek zaskrzypiał, kiedy go otwierałam. W środku leżały listy, zdjęcia, kilka pożółkłych dokumentów i srebrny pierścionek z zielonym oczkiem. Przez chwilę tylko patrzyłam na to wszystko, jakby bała się dotknąć czegokolwiek, co należało do mamy.
Wyjęłam pierwszy list. Rozpoznałam pismo mamy – drobne, staranne litery. „Mojej ukochanej córce, jeśli kiedyś będziesz to czytać…” – zaczynał się list. Ręce zaczęły mi drżeć.
Droga Marto,
Nie wiem, czy kiedykolwiek będziesz gotowa poznać prawdę. Bałam się ci powiedzieć, bo nie chciałam cię skrzywdzić. Ale wiem, że nie można budować życia na kłamstwie…
Zamarłam. Przeczytałam list jeszcze raz, potem drugi i trzeci. Każdy kolejny odsłaniał kawałek układanki, której nie znałam. Okazało się, że nie jestem biologiczną córką mojej mamy. Zostałam adoptowana jako niemowlę. Mama i tata przez lata starali się o dziecko – bezskutecznie. Kiedy pojawiła się szansa adopcji, nie wahali się ani chwili.
Zaczęłam płakać. Nie wiedziałam, kim jestem. Wszystko, co wiedziałam o sobie, nagle przestało mieć sens.
Wśród dokumentów znalazłam akt urodzenia – moje nazwisko było inne. Było tam też nazwisko kobiety: Anna Nowak. Moja biologiczna matka? W kopercie był jeszcze jeden list – tym razem napisany innym charakterem pisma.
Droga Marto,
Nie wiem, czy kiedykolwiek mnie odnajdziesz. Oddałam cię z miłości i rozpaczy. Byłam wtedy sama, miałam 19 lat i nikt nie chciał mi pomóc…
Czytałam te słowa przez łzy. Próbowałam sobie wyobrazić tę dziewczynę – moją matkę – która musiała oddać swoje dziecko obcym ludziom.
Telefon zadzwonił nagle, wyrywając mnie z zamyślenia.
– Cześć, Marta – usłyszałam głos mojego brata Pawła.
– Paweł… – głos mi się załamał.
– Co się stało?
– Znalazłam coś… coś w szkatułce mamy.
Zapadła cisza.
– Wiedziałem, że kiedyś to znajdziesz – powiedział cicho Paweł.
– Ty wiedziałeś?
– Mama mi powiedziała kilka lat temu. Prosiła, żebym ci nie mówił.
Poczułam gniew.
– Dlaczego wszyscy mnie okłamywaliście?
– To nie tak… Mama bardzo cię kochała. Bała się, że cię straci.
Rozłączyłam się bez słowa.
Przez kolejne dni nie mogłam spać. W pracy byłam jak cień samej siebie. Wciąż wracały do mnie słowa z listów i rozmowa z Pawłem.
W końcu postanowiłam odnaleźć Annę Nowak. Znalazłam ją przez Facebooka – mieszkała w małym miasteczku pod Lublinem. Napisałam do niej wiadomość: „Jestem Marta… Twoja córka”.
Czekałam na odpowiedź trzy dni. Każda minuta była jak wieczność.
W końcu przyszła odpowiedź:
„Marto… Nie wierzę… Całe życie czekałam na ten dzień. Czy możemy się spotkać?”
Pojechałam do niej w sobotę rano. Całą drogę trzęsły mi się ręce. Anna otworzyła drzwi – była niska, miała ciemne włosy i oczy takie jak ja.
– Marta? – zapytała cicho.
Przytuliłyśmy się bez słowa. Płakałyśmy obie.
Rozmawiałyśmy godzinami. Anna opowiedziała mi o swoim życiu – o tym, jak została sama po śmierci rodziców, jak nikt nie chciał jej pomóc, jak musiała oddać mnie do adopcji.
– Myślałam o tobie każdego dnia – powiedziała przez łzy.
– Ja… nie wiem, co mam czuć – odpowiedziałam szczerze.
– Rozumiem cię – uśmiechnęła się smutno. – Ale chcę być częścią twojego życia, jeśli tylko pozwolisz.
Wróciłam do domu z głową pełną myśli. Paweł zadzwonił wieczorem.
– I co? Spotkałaś ją?
– Tak… Jest zupełnie inna niż mama. Ale czuję, że muszę ją poznać.
– Marta… Mama naprawdę cię kochała. Była twoją prawdziwą mamą.
– Wiem – odpowiedziałam cicho. – Ale teraz muszę znaleźć siebie na nowo.
Od tamtej pory minęło kilka miesięcy. Spotykam się z Anną regularnie. Powoli budujemy relację od nowa – choć czasem czuję się rozdarta między dwoma światami.
Często wracam myślami do mamy i jej szkatułki pełnej tajemnic. Czy powinnam była szukać prawdy? Czy lepiej byłoby żyć w nieświadomości?
Czasem patrzę w lustro i pytam samą siebie: kim jestem? Czy można wybaczyć rodzinne kłamstwa? A może każdy z nas ma prawo do własnych tajemnic?