Mój mąż postawił mi ultimatum: Pomogę twojej siostrze tylko, jeśli się zgodzisz. Czy rodzina powinna mieć granice?
— Nie możesz być poważny, Michał — powiedziałam, czując jak drżą mi ręce. Stałam w kuchni, oparta o blat, a on patrzył na mnie z tą swoją chłodną determinacją, której tak bardzo się bałam. — To moja siostra. Zawsze jej pomagałam.
Michał wzruszył ramionami i odłożył filiżankę na stół. — Pomogę jej, ale tylko jeśli zgodzisz się na to, o co cię prosiłem od miesięcy. Albo ona, albo ja. Wybieraj.
Wtedy poczułam, jakby ktoś rozciął mnie na pół. W głowie miałam szum, a serce waliło jak oszalałe. Przez okno widziałam szare niebo nad Warszawą i ludzi spieszących do pracy. Dla nich to był zwykły dzień. Dla mnie — koniec świata.
Moja siostra, Anka, była zawsze tą silniejszą. To ona broniła mnie przed chłopakami na podwórku, to ona nauczyła mnie jeździć na rowerze i podsuwała mi książki pod kołdrę, kiedy mama zabraniała czytać po nocach. Ale życie jej nie oszczędziło. Po rozwodzie została sama z dwójką dzieci i kredytem na mieszkanie w Pruszkowie. Kiedy zadzwoniła do mnie tydzień temu, płakała tak bardzo, że ledwo ją rozumiałam.
— Magda… ja już nie daję rady. Straciłam pracę. Nie mam za co zapłacić za przedszkole dla Julki…
Nie musiała kończyć. Wiedziałam, że nie poprosiła mnie o pomoc bez powodu. Zawsze była dumna i samodzielna.
Ale Michał miał już dość pomagania „twojej rodzinie”, jak to określał. Przez ostatnie dwa lata pożyczyliśmy Ani pieniądze trzy razy. Raz na naprawę samochodu, raz na lekarza dla młodszego synka, raz na czynsz. Michał twierdził, że Anka nas wykorzystuje i że przez nią nie możemy pojechać na wakacje ani kupić nowej lodówki.
A teraz postawił mi warunek: pomoże Ani tylko wtedy, jeśli zgodzę się na jego propozycję — przeprowadzkę do jego rodziców na wieś pod Radomiem. On od dawna marzył o powrocie do rodzinnego domu i pracy w gospodarstwie ojca. Ja nie wyobrażałam sobie życia z teściową za ścianą i codziennych dojazdów do pracy przez pół województwa.
— To nie jest sprawiedliwe — wyszeptałam.
— Życie nie jest sprawiedliwe — odpowiedział Michał twardo. — Albo się zgadzasz i pomagamy twojej siostrze, albo nie.
Przez kolejne dni chodziłam jak cień. W pracy nie mogłam się skupić, w domu unikałam wzroku Michała. Anka dzwoniła codziennie, ale nie miałam odwagi odebrać. Co miałam jej powiedzieć? Że nie mogę jej pomóc, bo mój mąż postawił mi ultimatum?
W piątek wieczorem usiadłam z Michałem przy stole. Dzieci bawiły się w pokoju obok.
— Michał… — zaczęłam niepewnie. — Czy naprawdę musisz stawiać mnie przed takim wyborem? To moja siostra…
— A ja jestem twoim mężem! — przerwał mi ostro. — Ile razy mam ci powtarzać? Twoja rodzina zawsze jest ważniejsza ode mnie! Zawsze! A ja mam już tego dość!
Zacisnęłam pięści pod stołem.
— To nieprawda — powiedziałam cicho. — Ale ona naprawdę potrzebuje pomocy.
— A ja potrzebuję żony, która stoi po mojej stronie! — krzyknął.
Wtedy po raz pierwszy pomyślałam o rozwodzie. Przestraszyłam się tej myśli, ale była jak cień za plecami — nie mogłam jej już odgonić.
Następnego dnia pojechałam do Anki. Siedziała na kanapie w starym dresie, z podkrążonymi oczami i kubkiem zimnej kawy w ręku.
— Magda… — zaczęła, ale przerwałam jej.
— Anka, jest problem… Michał nie chce już pomagać. Chyba że zgodzę się na coś, czego nie chcę.
Opowiedziałam jej wszystko. Siedziałyśmy długo w milczeniu.
— Nie chcę być powodem twojego nieszczęścia — powiedziała w końcu Anka łamiącym się głosem. — Poradzę sobie jakoś…
— Ale ja nie chcę cię zostawić! — wybuchłam płaczem.
Wróciłam do domu późno w nocy. Michał czekał na mnie w salonie.
— I co postanowiłaś? — zapytał bez emocji.
Spojrzałam mu prosto w oczy.
— Pomogę Ani sama. Sprzedam biżuterię po babci i wezmę nadgodziny w pracy. Ale nie zgodzę się na przeprowadzkę do twoich rodziców tylko dlatego, że stawiasz mi ultimatum.
Michał milczał długo.
— Czyli wybierasz ją? — zapytał cicho.
— Wybieram siebie — odpowiedziałam drżącym głosem. — I swoje granice.
Przez kolejne tygodnie żyliśmy obok siebie jak współlokatorzy. Michał był zimny i zamknięty w sobie. Dzieci pytały, czemu tata nie chce ze mną jeść kolacji. Anka znalazła pracę jako kasjerka w markecie i powoli wychodziła na prostą, ale nasza relacja już nigdy nie była taka sama — czułam ciężar winy i żalu za każdym razem, gdy słyszałam jej głos przez telefon.
Któregoś wieczoru usiadłam sama przy oknie i patrzyłam na światła miasta. Zastanawiałam się: czy można być lojalnym wobec wszystkich naraz? Czy rodzina naprawdę powinna mieć granice? A może czasem trzeba wybrać siebie i pozwolić innym dorosnąć do własnych problemów?
Czy to ja jestem egoistką? Czy może to świat wymaga od kobiet zbyt wiele?