„Kłamałam córce, że czekam tylko na nią i wnuczkę – zięcia nie mogę znieść. Czy jestem złą matką?”
— Mamo, proszę, otwórz drzwi! — usłyszałam przez domofon łamiący się głos Darii. Była druga w nocy. Wstałam z łóżka, serce waliło mi jak młot. W głowie miałam tylko jedno: coś się stało. Zbiegłam po schodach, otworzyłam drzwi wejściowe i zobaczyłam moją córkę z rozmazanym makijażem, trzymającą na rękach śpiącą Zosię. Za nią stał on — mój zięć, Paweł, z miną niewiniątka.
— Wejdźcie — powiedziałam chłodno, patrząc tylko na Darię i wnuczkę. Paweł przeszedł obok mnie bez słowa. W środku czułam, jak narasta we mnie gniew.
Kiedy Daria położyła Zosię do łóżeczka w moim dawnym pokoju, usiadła obok mnie w kuchni. — Mamo, nie wiem już, co robić — szepnęła, a łzy popłynęły jej po policzkach. — Pokłóciliśmy się znowu. Paweł… on… — urwała i spojrzała na mnie błagalnie.
Wiedziałam, co chce powiedzieć. Od miesięcy widziałam, jak Daria gaśnie. Jej śmiech był coraz rzadszy, a oczy coraz smutniejsze. Paweł zawsze miał trudny charakter — wiecznie niezadowolony, krytyczny, potrafił zranić słowem jak nikt inny. Ale Daria go kochała. Przynajmniej tak mi mówiła.
— Daria, nie musisz się tłumaczyć — powiedziałam cicho. — Jesteś u siebie. Ty i Zosia.
Nie dodałam: „Paweł nie”. Ale ona to wyczuła.
Następnego ranka Paweł siedział przy stole i przeglądał telefon. Nawet nie spojrzał na mnie ani na Darię. W końcu wstał i powiedział: — Muszę wracać do pracy. Zosia zostaje tu?
— Tak — odpowiedziała Daria bez wahania.
Po jego wyjściu poczułam ulgę. Ale zaraz potem przyszło poczucie winy. Przecież to ojciec mojego wnuczka. Czy mam prawo go odrzucać?
Przez kolejne dni Daria coraz bardziej się otwierała. Opowiadała o kłótniach, o tym, jak Paweł ją krytykuje przy każdej okazji: „Źle gotujesz”, „Nie umiesz wychowywać dziecka”, „Wyglądasz okropnie”. Słuchałam tego z narastającą złością.
— Mamo, ja już nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak — szepnęła któregoś wieczoru.
— Nie pozwól mu siebie niszczyć — odpowiedziałam stanowczo.
Ale w środku czułam strach. Bałam się, że jeśli powiem za dużo, Daria wróci do niego i zamknie się przede mną na zawsze.
Kilka dni później Paweł zadzwonił do drzwi. Otworzyłam mu z niechęcią.
— Przyszedłem po Darię i Zosię — oznajmił bez emocji.
— Daria sama zdecyduje — odparłam chłodno.
W kuchni rozegrała się scena, której nigdy nie zapomnę.
— Wracamy do domu — powiedział Paweł stanowczo.
— Nie chcę wracać — odpowiedziała cicho Daria.
— Co ty wygadujesz? Przez twoją matkę wszystko się psuje! — krzyknął Paweł.
Wtedy nie wytrzymałam.
— To nie ja cię tu sprowadziłam! To ty sprawiasz, że moja córka płacze każdej nocy! — wybuchłam.
Zosia obudziła się i zaczęła płakać. Daria wzięła ją na ręce i spojrzała na mnie z rozpaczą w oczach.
Paweł wyszedł trzaskając drzwiami.
Przez kolejne dni żyliśmy w zawieszeniu. Daria była rozdarta między lojalnością wobec męża a potrzebą bezpieczeństwa dla siebie i córki. Ja zaś czułam się winna — bo przecież skłamałam jej przez telefon: „Czekam tylko na ciebie i Zosię”. Nie chciałam Pawła w moim domu. Nie chciałam jego krzyków, jego pogardy, jego zimna.
Ale czy miałam prawo decydować za Darię?
Pewnego wieczoru usiadłyśmy razem przy stole. Daria patrzyła w okno.
— Mamo… Czy ja jestem złą żoną? Może powinnam wrócić?
Złapałam ją za rękę.
— Jesteś dobrą matką i cudowną córką. Ale nikt nie ma prawa cię ranić. Nawet jeśli to twój mąż.
Daria rozpłakała się na dobre. Przytuliłam ją mocno.
Minęły tygodnie. Paweł dzwonił coraz rzadziej. W końcu przestał się odzywać zupełnie. Daria zaczęła powoli odzyskiwać siebie — uśmiechać się do Zosi, żartować ze mną przy kawie. Ale ja wciąż czułam ciężar tego kłamstwa: że nie chcę jej męża pod moim dachem.
Czasem patrzę na wnuczkę i zastanawiam się: czy dobrze zrobiłam? Czy chronię rodzinę, czy tylko uciekam przed własnym strachem? Czy jestem złą matką, jeśli nie potrafię zaakceptować wyborów mojej córki?
A może każda matka musi czasem skłamać, żeby uratować to, co najważniejsze?
Czy wy też kiedyś musieliście wybierać między lojalnością wobec dziecka a własnym sumieniem? Co byście zrobili na moim miejscu?