„Poprosiłam synową o pomoc przy obiedzie, ale została przy stole z moim synem” – Czy naprawdę tak trudno się porozumieć?

– Magda, mogłabyś mi pomóc z ziemniakami? – zapytałam, starając się, by mój głos zabrzmiał łagodnie, choć w środku już czułam narastającą irytację.

Siedziała przy stole obok mojego syna, śmiejąc się z czegoś, co właśnie powiedział. Jej długie włosy opadały na ramiona, a w oczach błyszczała radość. Mój syn, Tomek, patrzył na nią z takim uwielbieniem, jakiego nigdy nie widziałam w jego oczach, gdy patrzył na mnie. Poczułam ukłucie zazdrości i wstydu jednocześnie.

– Zaraz przyjdę, mamo – odpowiedziała bez pośpiechu, nawet nie podnosząc wzroku znad talerza.

Z kuchni słyszałam ich śmiechy. Ziemniaki kipiały, mięso zaczynało się przypalać. Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się do okna. Za szybą jezioro lśniło w popołudniowym słońcu, a ja czułam się jak ktoś zupełnie obcy we własnym domu.

Przez całe życie wierzyłam, że rodzina to najważniejsze. Odkąd Tomek się ożenił, starałam się być najlepszą teściową, jaką tylko potrafiłam. Nie chciałam powielać błędów mojej mamy, która zawsze narzekała na moją szwagierkę. Chciałam być inna – ciepła, wyrozumiała, otwarta. Ale im bardziej się starałam, tym bardziej czułam się odsuwana na bok.

W końcu nie wytrzymałam i weszłam do jadalni.

– Magda, naprawdę potrzebuję pomocy – powiedziałam już nieco ostrzej.

Zerknęła na mnie z lekkim zdziwieniem.

– Przepraszam, zamyśliłam się. Już idę – odpowiedziała i wstała od stołu.

Tomek spojrzał na mnie z lekkim wyrzutem.

– Mamo, przecież Magda odpoczywa. Może sama sobie poradzisz?

Zamarłam. „Może sama sobie poradzisz” – powtórzyło mi się w głowie jak echo. Przez tyle lat gotowałam dla niego obiady, prałam jego rzeczy, siedziałam przy nim nocami, gdy miał gorączkę. A teraz miałam sobie poradzić sama?

Magda weszła do kuchni i zaczęła obierać ziemniaki. Cisza między nami była gęsta jak śmietana.

– Wiesz… – zaczęłam niepewnie – kiedy ja byłam młoda, zawsze pomagałam mojej teściowej w kuchni. Tak po prostu było.

Uśmiechnęła się lekko, ale jej oczy pozostały chłodne.

– Czasy się zmieniły, pani Zosiu. Teraz staramy się spędzać czas razem przy stole, rozmawiać… Nie chcę urazić, ale dla mnie to ważniejsze niż siedzenie w kuchni.

Poczułam się staro i niepotrzebna. Czy naprawdę bycie razem przy stole jest ważniejsze niż wspólne gotowanie? Czy to ja jestem już reliktem przeszłości?

Obiad był udany – przynajmniej dla nich. Śmiali się, żartowali, wspominali wakacje nad morzem. Ja siedziałam na końcu stołu i czułam się przezroczysta. Nikt nie zauważył, że prawie nic nie jem.

Wieczorem wyszłam na pomost. Jezioro było spokojne, a słońce powoli chowało się za lasem. Usłyszałam kroki za sobą – to był Tomek.

– Mamo… wszystko w porządku? – zapytał cicho.

Chciałam powiedzieć mu wszystko: jak bardzo boli mnie to odsunięcie na bok, jak tęsknię za czasami, gdy był małym chłopcem i tylko ja byłam dla niego najważniejsza. Ale słowa ugrzęzły mi w gardle.

– Tak, wszystko dobrze – skłamałam.

Tomek objął mnie ramieniem.

– Magda cię lubi. Po prostu jest trochę inna niż ty. Daj jej czas.

Kiwnęłam głową i wróciłam do domu.

Następnego dnia rano usłyszałam rozmowę Magdy z Tomkiem w kuchni:

– Twoja mama chyba mnie nie lubi… – powiedziała cicho Magda.
– Nieprawda. Po prostu jest trochę samotna odkąd tata odszedł… Daj jej szansę.

Poczułam łzy pod powiekami. Czy naprawdę jestem już tylko samotną starszą kobietą? Czy nie zasługuję na odrobinę uwagi?

Po śniadaniu Magda podeszła do mnie z kubkiem kawy.

– Może pójdziemy razem na spacer? – zaproponowała nieśmiało.

Spojrzałam na nią zaskoczona. Może jednak jest nadzieja?

Szłyśmy brzegiem jeziora w milczeniu. W końcu Magda odezwała się pierwsza:

– Wiem, że trudno pani zaakceptować nowe zwyczaje… Ale ja naprawdę chcę być częścią tej rodziny.

Zatrzymałam się i spojrzałam jej w oczy.

– Ja też tego chcę… Tylko czasem czuję się niewidzialna.

Magda uśmiechnęła się smutno i ścisnęła moją dłoń.

Wieczorem długo rozmyślałam nad tym wszystkim. Może za bardzo trzymam się dawnych schematów? Może powinnam nauczyć się odpuszczać?

Patrząc na odbicie księżyca w jeziorze pomyślałam: Czy naprawdę tak trudno jest nam się porozumieć? Czy różnice pokoleń muszą nas dzielić – czy mogą nas czegoś nauczyć?