Nie mogę mieć dzieci, bo mój ojciec uważa, że najpierw muszą dorosnąć moje siostrzeńcy – historia o rodzinnych zakazach i żalu
– Nie rozumiesz, Aniu? Najpierw muszą dorosnąć dzieci twojego brata. Nie chcę, żeby w rodzinie wszystko działo się naraz! – głos ojca odbijał się echem od ścian naszego starego mieszkania na Pradze. Stałam przy oknie, patrząc na szare podwórko, gdzie dzieciaki grały w piłkę, a ja czułam, jak coś we mnie pęka.
Miałam trzydzieści dwa lata i od zawsze byłam tą „rozsądną”, „pomocną”, „cichą” córką. Mój młodszy brat, Tomek, był oczkiem w głowie taty. Od kiedy pamiętam, wszystko kręciło się wokół niego: jego sukcesy w piłce nożnej, potem studia na Politechnice, ślub z Martą. Kiedy urodziły się ich bliźniaki – Michał i Kacper – ojciec oszalał z dumy. A ja? Ja byłam tą, która zawsze mogła poczekać.
– Tato, ale to moje życie – próbowałam jeszcze raz. – Chcę mieć dziecko. Z Piotrem planujemy…
– Piotr to dobry chłopak, ale nie czas na takie decyzje! – przerwał mi ostro. – Ty zawsze byłaś rozsądna. Nie rób tego rodzinie.
Rodzinie? Czyli komu? Tomkowi, który nawet nie zauważyłby, gdybym zniknęła z powierzchni ziemi? Mamie, która od lat chowa się za gazetą i udaje, że nie widzi konfliktów? Sobie?
Wyszłam z kuchni bez słowa. W łazience oparłam się o zimne kafelki i pozwoliłam łzom płynąć. Czułam się jak dziecko, które znowu dostało karę za cudze przewinienia. Przypomniałam sobie tamte święta sprzed lat, kiedy Tomek rozbił szybę w oknie sąsiadów. To ja dostałam szlaban na komputer, bo „jako starsza powinnam była go pilnować”.
Piotr czekał na mnie pod blokiem. W jego oczach widziałam troskę i bezradność.
– I co powiedział? – zapytał cicho.
– Że mam czekać. Bo najpierw muszą dorosnąć dzieci Tomka…
Piotr pokręcił głową z niedowierzaniem.
– Aniu, przecież to absurdalne. To twoje życie! Nie możesz pozwolić mu decydować.
Wiedziałam o tym. Ale wiedzieć a czuć to dwie różne rzeczy. W domu ojca byłam wciąż tą małą dziewczynką, która musi prosić o pozwolenie na wszystko.
Wieczorem zadzwoniła mama.
– Aniu, nie denerwuj się tatą. On po prostu chce dobrze…
– Dla kogo? – przerwałam jej. – Dla mnie czy dla Tomka?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Wiesz… On zawsze się o ciebie martwił. Ale Tomek… On miał trudniej w szkole, był bardziej wrażliwy…
Zacisnęłam zęby. Ile razy jeszcze usłyszę tę samą śpiewkę? Że brat miał trudniej, że trzeba mu pomagać? A ja? Czy ktoś kiedyś zapytał mnie, czego chcę?
W pracy byłam szanowaną nauczycielką matematyki w liceum. Uczniowie przychodzili do mnie po radę, koleżanki prosiły o pomoc przy projektach. Tam czułam się kimś ważnym. Ale wystarczyło przekroczyć próg rodzinnego domu i znów stawałam się niewidzialna.
Tydzień później Tomek zadzwonił sam.
– Słyszałem, że chcesz mieć dziecko – zaczął bez ogródek.
– Tak. Z Piotrem planujemy…
– Wiesz, tata trochę się martwi. Boi się, że jak wszyscy naraz będą mieli dzieci, to babcia nie da rady pomagać…
Zaśmiałam się gorzko.
– Babcia? Tomek, ona ma osiemdziesiąt lat! To nie jej obowiązek!
– No wiem… Ale wiesz jaki jest tata.
Tak, wiedziałam aż za dobrze.
Coraz częściej łapałam się na tym, że unikam rodzinnych spotkań. Na urodzinach Michała i Kacpra siedziałam w kącie i obserwowałam jak wszyscy zachwycają się bliźniakami. Ojciec co chwilę poklepywał Tomka po plecach i powtarzał: „To jest prawdziwy mężczyzna! Dba o rodzinę!”
A ja? Ja byłam tą „starą panną”, która nie potrafi się zdecydować na dziecko.
Któregoś wieczoru Piotr zaproponował:
– Może wyjedziemy na jakiś czas? Do Gdańska albo za granicę? Tam nikt nie będzie ci mówił, co masz robić.
Poczułam ulgę i strach jednocześnie. Czy naprawdę muszę uciekać z własnego miasta, żeby być szczęśliwa?
Zadzwoniłam do mamy jeszcze raz.
– Mamo… Czy ty naprawdę uważasz, że powinnam czekać?
Usłyszałam westchnienie.
– Aniu… Ja już nie mam siły walczyć z twoim ojcem. Zawsze był uparty. Ale jeśli czujesz, że to twoja chwila… Nie pozwól mu decydować za siebie.
Po tej rozmowie długo płakałam. Wiedziałam już, że nie dostanę wsparcia od rodziny. Musiałam podjąć decyzję sama.
Następnego dnia pojechałam do rodziców bez zapowiedzi. Ojciec siedział w fotelu i oglądał wiadomości.
– Tato – zaczęłam drżącym głosem – Chciałam ci powiedzieć, że nie zamierzam dłużej czekać. Chcę mieć dziecko i nic tego nie zmieni.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
– Myślałem, że jesteś rozsądniejsza…
– Może jestem bardziej rozsądna niż myślisz – odpowiedziałam cicho.
Wyszłam bez pożegnania. Po raz pierwszy poczułam się wolna.
Dziś jestem w piątym miesiącu ciąży. Ojciec nie odezwał się do mnie ani razu od tamtej rozmowy. Mama czasem dzwoni ukradkiem i pyta o zdrowie. Tomek przysłał SMS-a: „Gratulacje”.
Czasem zastanawiam się, czy kiedykolwiek będziemy jeszcze rodziną. Czy można wybaczyć lata niesprawiedliwości? Czy warto walczyć o siebie kosztem bliskich?
A może każdy z nas musi kiedyś wybrać własną drogę?