Obcy w moim domu: Czy można być złym, broniąc własnego spokoju?

– Zuzka, otwórz, wiem, że jesteś w domu! – głos Michała dudnił przez drzwi, a ja stałam w kuchni, ściskając kubek z zimną już herbatą. Moje ręce drżały. Przez chwilę miałam ochotę udawać, że mnie nie ma, ale wiedziałam, że to nic nie da. On zawsze potrafił wejść do mojego życia bez zaproszenia.

Otworzyłam drzwi. Stał tam – mój młodszy brat, Michał. Znowu z podkrążonymi oczami, z plecakiem przewieszonym przez ramię i tym spojrzeniem, które kiedyś rozczulało mnie do łez. Teraz wywoływało tylko niepokój.

– Co się stało? – zapytałam chłodno.

– Znowu mnie wyrzucili. U Magdy nie mogę już spać. – Wzruszył ramionami, jakby to była drobnostka.

Wpuściłam go do środka. Przeszedł przez przedpokój jakby był u siebie. Rzucił plecak na podłogę i usiadł na kanapie. Przez chwilę patrzyłam na niego w milczeniu. Mój brat – kiedyś najlepszy przyjaciel, dziś obcy człowiek, którego nie poznaję.

Michał od lat miał problemy. Najpierw alkohol, potem hazard. Mama zawsze powtarzała: „To tylko faza, Zuzia, musisz mu pomóc”. Tata milczał, zamykał się w swoim świecie. A ja? Ja byłam tą silną, tą odpowiedzialną, tą, która zawsze ratowała wszystkich dookoła.

– Zostanę tylko na kilka dni – powiedział Michał, nie patrząc mi w oczy.

Wiedziałam, że to kłamstwo. Kilka dni zamieniało się w tygodnie, tygodnie w miesiące. Za każdym razem obiecywał poprawę. Za każdym razem kończyło się tak samo: kłótnie, krzyki, znikające pieniądze z portfela.

Tym razem postanowiłam być twarda.

– Michał, nie mogę już tak żyć – powiedziałam cicho. – Potrzebuję spokoju. Potrzebuję… siebie.

Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.

– Ty? Ty mnie wyrzucisz? Własnego brata?

Zacisnęłam pięści.

– Próbowałam ci pomóc tyle razy. Ile jeszcze mam poświęcać? Ile razy mam płakać po nocach przez twoje wybryki?

Michał wstał gwałtownie.

– Jesteś taka sama jak wszyscy! Myślałem, że chociaż ty mnie nie zostawisz!

Poczułam łzy napływające do oczu. Przypomniałam sobie wszystkie te noce, kiedy czekałam na niego do rana, kiedy odbierałam telefony ze szpitala albo od policji. Przypomniałam sobie rozmowy z mamą: „Zuzia, on cię potrzebuje”. Ale kto potrzebował mnie?

Michał chodził po pokoju jak zwierzę w klatce.

– Nie masz serca – rzucił przez zaciśnięte zęby.

Wtedy coś we mnie pękło.

– Może właśnie dlatego jeszcze żyję! Może gdybym miała więcej serca, już dawno bym się rozpadła!

Zapanowała cisza. Michał patrzył na mnie długo, jakby widział mnie pierwszy raz w życiu.

– To koniec? – zapytał cicho.

Skinęłam głową.

– Tak. To koniec.

Spakował się szybko. Nie spojrzał mi w oczy, wychodząc. Drzwi zamknęły się z trzaskiem. Usiadłam na podłodze i płakałam długo – z żalu, z ulgi i ze strachu przed tym, co będzie dalej.

Przez kolejne dni czułam się jak potwór. Mama dzwoniła codziennie:

– Zuzia, jak mogłaś? On nie ma nikogo oprócz ciebie!

Tata milczał jak zwykle. Znajomi pytali szeptem: „Co u Michała?”. W pracy nie mogłam się skupić. W nocy budziłam się zlana potem i słyszałam w głowie jego słowa: „Nie masz serca”.

Ale potem przyszła cisza. Po raz pierwszy od lat nikt nie trzaskał drzwiami w moim mieszkaniu. Nikt nie przeszukiwał szafek w poszukiwaniu pieniędzy. Nikt nie krzyczał na mnie przez telefon.

Zaczęłam oddychać pełną piersią. Zaczęłam czytać książki przed snem i pić herbatę do końca, póki była jeszcze ciepła. Zaczęłam spotykać się z przyjaciółmi bez strachu, że wrócę do kolejnej awantury.

Ale poczucie winy nie znikało. Każdego dnia zadawałam sobie pytanie: czy jestem złą siostrą? Czy można być dobrym człowiekiem i jednocześnie postawić granicę własnej rodzinie?

Pewnego wieczoru zadzwonił Michał. Odebrałam po kilku sygnałach.

– Cześć – powiedział cicho.

– Cześć…

– Chciałem tylko powiedzieć… przepraszam. I… dziękuję.

Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Siedziałam w ciszy z telefonem przy uchu i czułam łzy spływające po policzkach.

Może czasem trzeba być „złym”, żeby uratować siebie? Może czasem miłość do siebie jest ważniejsza niż oczekiwania innych? Czy wy też kiedyś musieliście postawić granicę komuś bliskiemu?