Majka zawsze powtarzała: Życie z rodziną męża to nie bajka

– Majka, pamiętaj, życie z rodziną męża to nie bajka – powtarzała mi mama, kiedy pakowałam walizki do nowego domu. Wtedy tylko przewróciłam oczami. „Przesadza. Przecież Gabi jest cudowna, a Krzysiek kocha mnie nad życie” – myślałam. Dziś, stojąc w kuchni i patrząc na puste miejsce po teściowej Gabrieli, słyszę jej słowa głośniej niż kiedykolwiek.

Gabriela była dla mnie jak druga matka. To ona pierwsza przytuliła mnie, kiedy przyjechałam do ich domu po ślubie z Krzyśkiem. – Nie bój się, Majeczko. U nas znajdziesz dom – mówiła ciepło. I rzeczywiście, przez pierwsze lata czułam się tu bezpieczna. Teść, pan Władysław, był raczej milczący, ale uprzejmy. Szwagier Tomek – typowy kawaler po trzydziestce, wiecznie niezadowolony i zamknięty w swoim pokoju. Krzysiek… Krzysiek był moim światem.

Wszystko zmieniło się rok temu, kiedy Gabriela nagle zachorowała. Rak trzustki – diagnoza spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Przez kilka miesięcy żyliśmy w zawieszeniu. Ja opiekowałam się teściową, gotowałam jej ulubione zupy, masowałam obolałe nogi i słuchałam jej zwierzeń o dawnych czasach. Krzysiek coraz częściej wracał późno z pracy, tłumacząc się nadgodzinami. Tomek zamykał się jeszcze bardziej w sobie, a teść… teść pił coraz więcej.

Pamiętam ostatnią rozmowę z Gabrielą. – Majka, obiecaj mi jedno. Nie pozwól im cię złamać. Jesteś silniejsza niż myślisz – szepnęła mi do ucha tuż przed śmiercią. Obiecałam. Ale nie wiedziałam wtedy, jak trudne będzie dotrzymanie tej obietnicy.

Po pogrzebie dom opustoszał. Cisza była nie do zniesienia. Krzysiek zamknął się w sobie. Przestał ze mną rozmawiać, a kiedy próbowałam go przytulić, odsuwał się. – Daj mi spokój, Majka! – krzyczał pewnego wieczoru, kiedy zapytałam, czy wszystko w porządku.

Tomek zaczął być coraz bardziej opryskliwy. – Ty tu jesteś tylko gościem – rzucił mi któregoś dnia podczas śniadania. – Gdyby nie mama, już dawno by cię tu nie było.

Teść natomiast zaczął traktować mnie jak służącą. – Majka, kawa! Majka, obiad! Majka, pranie! – wykrzykiwał z fotela przed telewizorem. Czułam się jak niewidzialna.

Zaczęły się też drobne złośliwości. Ktoś podjadał moje jogurty z lodówki. Moje ubrania znikały z suszarki i pojawiały się brudne na podłodze w łazience. Kiedy zwróciłam uwagę Tomkowi, tylko wzruszył ramionami:
– Może sama je tam rzuciłaś?

Krzysiek nie reagował na moje skargi. – Przesadzasz – mówił bez emocji. – Tomek ma ciężko po śmierci mamy.

Czułam się coraz bardziej osaczona. Mama dzwoniła codziennie:
– Majka, wracaj do domu! Po co ci to wszystko? Masz gdzie mieszkać!
Ale ja uparcie trwałam przy Krzyśku. Wierzyłam, że jeszcze będzie dobrze.

Pewnego dnia wróciłam wcześniej z pracy i usłyszałam rozmowę Tomka z teściem:
– Ona tu rządzi jakby była panią domu! Mama by tego nie chciała.
– Trzeba ją postawić do pionu – odpowiedział Władysław.
Serce mi stanęło. Poczułam się jak intruz we własnym domu.

Wieczorem próbowałam porozmawiać z Krzyśkiem:
– Kochanie, ja już tak dłużej nie mogę… Czuję się tu obca.
– To wyjedź do swojej matki! – wybuchnął nagle. – Może tam będziesz szczęśliwsza!
Zaniemówiłam. Po raz pierwszy poczułam prawdziwy strach przed przyszłością.

Od tamtej pory wszystko było coraz gorzej. Tomek zaczął otwarcie mnie ignorować lub wyśmiewać moje gotowanie:
– Znowu ta twoja zupa? Mama robiła lepszą!
Teść przestał ze mną rozmawiać w ogóle.

W pracy też nie było lepiej. Szefowa zaczęła wymagać ode mnie coraz więcej, a koleżanki plotkowały za moimi plecami:
– Słyszałaś? Majka mieszka z całą rodziną męża! Ja bym nie wytrzymała…

Czułam się coraz bardziej samotna i zagubiona. Zaczęły się problemy ze snem, bóle głowy i ataki paniki.

W końcu mama przyjechała do mnie bez zapowiedzi:
– Pakuj się! Nie pozwolę ci dłużej tak żyć!
Ale ja nie chciałam odejść bez walki o swoje małżeństwo.

Postanowiłam porozmawiać z Krzyśkiem jeszcze raz:
– Albo coś zmienimy, albo odchodzę – powiedziałam stanowczo.
Spojrzał na mnie pustym wzrokiem:
– Nie wiem, czy jeszcze coś do ciebie czuję…
To był cios prosto w serce.

Przez kolejne tygodnie żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Tomek triumfował, a teść przestał nawet prosić o kawę – sam sobie robił wszystko albo chodził głodny.

Któregoś dnia wróciłam do domu i zobaczyłam swoje rzeczy spakowane pod drzwiami.
– To dla twojego dobra – powiedział Krzysiek bez emocji.
Nie płakałam już wtedy. Byłam pusta w środku.

Wróciłam do mamy na wieś. Przez pierwsze dni spałam po kilkanaście godzin dziennie. Mama tuliła mnie jak małą dziewczynkę:
– Mówiłam ci… Ale jesteś silna, Majeczko.

Dziś mija rok od śmierci Gabrieli i od mojego powrotu do domu rodzinnego. Często myślę o tym wszystkim: o straconych złudzeniach, o walce o miłość i o tym, jak łatwo można stać się obcym we własnym życiu.

Czy powinnam była posłuchać mamy? Czy warto było walczyć o coś, co już dawno przestało istnieć? Może czasem trzeba po prostu pozwolić sobie odejść… Co wy byście zrobili na moim miejscu?