Pokłóciłam się z teściową – czy warto walczyć o rodzinę, która mnie rani?
– Naprawdę uważasz, że jestem złą matką? – mój głos drżał, choć starałam się brzmieć pewnie. Stałam w kuchni mojej teściowej, a zapach rosołu unosił się w powietrzu, jakby próbował przykryć napięcie, które narastało od miesięcy.
Teściowa spojrzała na mnie z góry, jak zawsze. – Nie powiedziałam tego wprost, Aniu. Ale dzieci potrzebują dyscypliny. Ty im na wszystko pozwalasz. Nic dziwnego, że Michał jest taki rozpuszczony.
Zacisnęłam pięści. Michał miał dopiero pięć lat i był moim oczkiem w głowie. Może czasem pozwalałam mu na za dużo, ale czy to powód, by podważać moje kompetencje jako matki? – Proszę cię, Haniu, nie mów tak przy dzieciach – wyszeptałam, czując jak łzy napływają mi do oczu.
– A co mam mówić? – podniosła głos. – Ty nie słuchasz żadnych rad! Wszystko wiesz najlepiej! Nawet mój syn już nie ma nic do powiedzenia w tym domu!
Wtedy wszedł Tomek, mój mąż. Spojrzał na nas obie i od razu wyczuł atmosferę. – Co się dzieje?
– Nic – odpowiedziałam szybko, ale Hania już zaczęła swoją litanię: – Twoja żona znowu uważa, że wszystko robi najlepiej. A dzieci…
Nie wytrzymałam. – Dość! – krzyknęłam. – Mam dość tego oceniania! To moje dzieci i moja rodzina!
Wybiegłam z kuchni, zostawiając za sobą ciszę gęstą jak śmietana do zupy. W łazience pozwoliłam sobie na łzy. Czułam się upokorzona, osamotniona i… winna. Czy naprawdę jestem złą matką? Czy powinnam słuchać Hani? A może po prostu bronić swojego sposobu na życie?
To nie była pierwsza taka sytuacja. Odkąd urodził się Michał, Hania coraz częściej wtrącała się w nasze życie. Najpierw delikatnie: „Może lepiej nie noś go tyle na rękach”. Potem coraz ostrzej: „Dziecko powinno spać samo”, „Nie karm go już piersią, to niezdrowe”. Tomek zawsze starał się być mediatorem, ale najczęściej po prostu milczał.
Po tej kłótni wróciliśmy do domu szybciej niż planowaliśmy. Michał był cichy, a ja czułam się jak przegrana. Przez kolejne dni unikałam rozmów z Tomkiem o jego mamie. On też nie zaczynał tematu. W końcu nie wytrzymałam:
– Tomek, musimy porozmawiać.
Westchnął ciężko. – Wiem. Ale co mam zrobić? To moja mama.
– A ja jestem twoją żoną! – wybuchłam. – Nie mogę ciągle być tą złą! Ona mnie nie szanuje!
Tomek spuścił wzrok. – Może powinnaś jej odpuścić? Ona już taka jest.
Te słowa bolały bardziej niż wszystko inne. Czy naprawdę mam się zgodzić na to, by ktoś mnie ranił tylko dlatego, że „już taki jest”? Przez kolejne dni czułam się coraz gorzej. Przestałam odbierać telefony od Hani, unikałam rodzinnych spotkań.
W pracy też nie było łatwo. Koleżanki zauważyły, że jestem rozkojarzona.
– Coś się stało? – zapytała Kasia przy kawie.
Opowiedziałam jej wszystko. Kasia pokiwała głową ze zrozumieniem.
– Moja teściowa też taka była. W końcu postawiłam granice. Nie było łatwo, ale przynajmniej odzyskałam spokój.
Wieczorem długo myślałam nad jej słowami. Czy ja też powinnam postawić granice? A jeśli Tomek mnie nie poprze? Co z Michałem? Czy powinnam go odcinać od babci?
Minęły dwa tygodnie ciszy. W końcu Hania zadzwoniła.
– Aniu… możemy porozmawiać?
Zgodziłam się spotkać w kawiarni. Siedziałyśmy naprzeciwko siebie, każda spięta i gotowa do obrony.
– Wiem, że cię zraniłam – zaczęła niespodziewanie Hania. – Ale ja tylko chcę dobrze dla Michała.
– Rozumiem to – odpowiedziałam cicho. – Ale musisz zrozumieć, że ja też chcę dobrze dla mojego syna. I potrzebuję wsparcia, nie krytyki.
Hania milczała długo. W końcu skinęła głową.
– Postaram się… Ale ty też czasem mnie wysłuchaj.
To nie było pojednanie rodem z filmów. Nie rzuciłyśmy się sobie w ramiona. Ale poczułam ulgę – pierwszy krok został zrobiony.
Dziś minęły trzy miesiące od tamtej rozmowy. Relacje są chłodne, ale poprawiły się na tyle, że mogę spokojnie oddychać. Tomek zaczął bardziej mnie wspierać, choć wiem, że dla niego to też trudne.
Często zastanawiam się: czy warto było walczyć o tę relację? Czy powinnam była postawić twardsze granice? A może lepiej byłoby po prostu odpuścić i żyć swoim życiem?
Czasem patrzę na Michała i myślę: ile jesteśmy w stanie poświęcić dla rodziny? Czy kompromis zawsze jest możliwy? Co wy byście zrobili na moim miejscu?