Zaprosiłam syna z żoną na obiad – w trakcie deseru usłyszałam, że się rozwodzą. Teraz muszę wybrać stronę

— Mamo, musimy ci coś powiedzieć — głos Pawła drżał, choć starał się brzmieć spokojnie. Siedzieliśmy przy stole, a ja właśnie kroiłam sernik, który piekłam od rana. Magda patrzyła w okno, jej dłonie nerwowo bawiły się obrączką. Przez chwilę miałam nadzieję, że to będzie jakaś dobra nowina — może dziecko? Nowa praca? Ale czułam już od tygodni, że coś jest nie tak. Paweł był coraz bardziej zamknięty w sobie, Magda unikała rozmów, a ich wizyty stawały się coraz rzadsze.

— Rozwodzimy się — powiedziała Magda cicho, nie patrząc mi w oczy. W tej chwili czas się zatrzymał. Sernik zsunął mi się z łopatki na talerz z głuchym stukiem. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu. Przecież jeszcze niedawno świętowaliśmy ich rocznicę ślubu! Przecież byli taką zgodną parą…

— Jak to? — wydusiłam w końcu, próbując nie rozpłakać się przy nich. — Przecież… przecież wszystko było dobrze…

Paweł westchnął ciężko. — Mamo, nie było dobrze od dawna. Po prostu nie chcieliśmy cię martwić.

Magda w końcu spojrzała na mnie. Jej oczy były czerwone od płaczu. — Przepraszam, pani Zosiu. Naprawdę próbowałam…

W mojej głowie kłębiły się pytania: Kto zawinił? Czy mogłam coś zrobić? Czy to moja wina? Przypomniałam sobie wszystkie te wieczory, kiedy Paweł wracał późno z pracy i mówił, że jest zmęczony. Magda wtedy zamykała się w sypialni i pisała do mnie krótkie wiadomości: „Wszystko w porządku”. Kłamała? A może po prostu nie chciała mnie martwić?

— I co teraz? — zapytałam cicho, czując jak łzy napływają mi do oczu.

Paweł spojrzał na Magdę, a potem na mnie. — Chcieliśmy ci powiedzieć razem. Nie chcemy wojny. Ale…

Magda przerwała mu, ściskając dłonie na kolanach. — Paweł chce, żebym się wyprowadziła jeszcze w tym tygodniu.

— To nie tak… — Paweł zaczął się tłumaczyć, ale Magda już płakała.

— Nie mam dokąd pójść! Moja mama mieszka w Szczecinie, a ja mam tu pracę! — głos jej załamał się i nagle poczułam do niej ogromną litość.

— Możesz zostać u mnie… — wyrwało mi się zanim pomyślałam. Paweł spojrzał na mnie z niedowierzaniem.

— Mamo! To chyba nie jest najlepszy pomysł…

— A dlaczego nie? — odpowiedziałam ostrożnie, sama zaskoczona swoją reakcją. — Magda jest częścią naszej rodziny od pięciu lat!

— Już nie będzie — powiedział Paweł zimno.

W tej chwili poczułam się rozdarta na pół. Z jednej strony mój syn, moje dziecko, które kocham ponad wszystko. Z drugiej — dziewczyna, którą traktowałam jak córkę i która teraz była zupełnie sama w obcym mieście.

Przez kolejne minuty przy stole panowała cisza przerywana tylko szlochem Magdy i ciężkim oddechem Pawła. W końcu Magda wstała.

— Przepraszam… Muszę wyjść na chwilę.

Wyszła do ogrodu, zostawiając mnie samą z Pawłem.

— Mamo, proszę cię… Nie mieszaj się w to. To nasza sprawa.

— Ale jak mam nie mieszać się, skoro was oboje kocham? — zapytałam rozpaczliwie.

Paweł spuścił głowę. — Wiem… Ale musisz wybrać stronę.

Te słowa uderzyły mnie jak policzek. Wybrać stronę? Czy matka naprawdę może to zrobić?

Kiedy Magda wróciła, jej twarz była blada, ale spokojniejsza.

— Pani Zosiu… Ja naprawdę nie chcę robić problemów. Po prostu… nie mam nikogo tutaj.

Zawahałam się. Wiedziałam, że jeśli ją przyjmę pod swój dach, Paweł poczuje się zdradzony. Jeśli odmówię — zostawię ją samą w najtrudniejszym momencie życia.

Przez kolejne dni nie mogłam spać. W głowie miałam słowa Pawła: „Musisz wybrać stronę”. Próbowałam rozmawiać z synem, ale on zamknął się w sobie jeszcze bardziej. Magda napisała mi długiego maila z podziękowaniami za wszystko i przeprosinami za to, że zawiodła moje zaufanie.

W pracy byłam rozkojarzona, koleżanki pytały czy wszystko w porządku. Nie chciałam opowiadać szczegółów — kto by zrozumiał taki dylemat? Wszyscy mówili: „Syn to syn”, „Rodzina najważniejsza”, ale przecież Magda też była moją rodziną przez tyle lat!

W końcu zadzwoniła do mnie moja siostra Basia.

— Zosiu, musisz pomyśleć o sobie. Nie możesz brać całego świata na swoje barki!

Ale jak mam nie brać? Czy mogę patrzeć obojętnie na cierpienie drugiego człowieka?

W sobotę Magda przyszła po swoje rzeczy. Pomogłam jej spakować walizki, a kiedy wychodziła, przytuliłyśmy się mocno.

— Dziękuję za wszystko… — wyszeptała przez łzy.

Zostałam sama w pustym mieszkaniu. Paweł przyszedł dopiero wieczorem po swoje rzeczy z dzieciństwa. Był chłodny i zdystansowany.

— Mam nadzieję, że nie będziesz utrzymywać kontaktu z Magdą — powiedział bez ogródek.

Nie odpowiedziałam. Bo czy matka naprawdę może wybrać tylko jedno dziecko? Czy lojalność wobec syna oznacza odrzucenie kogoś, kogo traktowało się jak córkę?

Dziś siedzę przy tym samym stole i patrzę na pusty talerz po serniku. Zastanawiam się: czy można być dobrą matką i dobrym człowiekiem jednocześnie? Czy zawsze musimy wybierać stronę – nawet jeśli każda decyzja boli tak samo?