Milioner, fortepian i tajemnica mojej przeszłości: Historia, która zmieniła wszystko
– Co ty wyprawiasz?! – głos pana Romana przeszył ciszę jak nóż. Zamarłam z rękami zawieszonymi nad klawiszami fortepianu. Przez chwilę miałam wrażenie, że czas się zatrzymał. W powietrzu unosił się zapach świeżo wypolerowanego drewna i coś jeszcze – napięcie, które mogłam niemal dotknąć.
– Przepraszam, panie Romanie… – wyszeptałam, czując jak policzki płoną mi ze wstydu. – Chciałam tylko…
– To nie jest miejsce na twoje popisy! – przerwał mi ostro. – Masz sprzątać, nie grać koncerty.
Opuściłam głowę. Fortepian w salonie willi na Saskiej Kępie był dla mnie czymś więcej niż meblem. Był wspomnieniem dzieciństwa, kiedy mama uczyła mnie grać w naszym małym mieszkaniu na Pradze. Teraz byłam tylko sprzątaczką – Zuzanna Majewska, trzydziestolatka z bagażem rozczarowań i niespełnionych marzeń.
Roman Wysocki był legendą warszawskiej finansjery. Zimny, nieprzystępny, zawsze w idealnie skrojonym garniturze. Wszyscy mówili o nim „Człowiek z lodu”. Pracowałam u niego od pół roku i przez ten czas nie zamieniliśmy więcej niż kilka zdań. Aż do dziś.
Zamknęłam za sobą drzwi salonu i uciekłam do kuchni. Ręce mi drżały, a w oczach stanęły łzy. „Po co ja w ogóle dotykałam tego fortepianu?” – wyrzucałam sobie w myślach. Ale muzyka była moją ucieczką od codzienności – od samotności, od wiecznych kłótni z ojcem, od poczucia przegranej.
Wieczorem zadzwoniła mama.
– Zuza, tata znowu pił. Wrócisz dziś na noc? Boję się go zostawić samego…
Westchnęłam ciężko.
– Mamo, mam jeszcze pracę. Postaram się być po dwudziestej drugiej.
– Dobrze, kochanie… Tylko nie zostawiaj mnie samej z nim.
Wiedziałam, że nie mogę liczyć na wsparcie rodziny. Ojciec od lat topił swoje żale w wódce, a mama była cieniem dawnej siebie. Ja byłam ich jedyną nadzieją – i największym rozczarowaniem.
Następnego dnia Roman czekał na mnie w salonie.
– Usiądź – powiedział beznamiętnie.
Usiadłam na brzegu fotela, ściskając dłonie tak mocno, że aż zbielały mi knykcie.
– Skąd umiesz tak grać? – zapytał nagle.
Zaskoczył mnie tym pytaniem. Spodziewałam się wyrzutów albo nawet zwolnienia.
– Mama była nauczycielką muzyki… Kiedyś chciałam zdawać do Akademii Muzycznej, ale… życie się potoczyło inaczej.
Roman milczał przez chwilę, patrząc gdzieś ponad moją głową.
– Moja żona grała na tym fortepianie – powiedział cicho. – Odkąd odeszła… nikt go nie dotykał.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. W jego oczach zobaczyłam cień bólu, którego nigdy wcześniej nie dostrzegłam.
– Chciałbym… żebyś zagrała coś dla mnie – powiedział nagle. – Teraz.
Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Usiadłam przy fortepianie i zagrałam walc Chopina – ten sam, którego uczyła mnie mama. Gdy skończyłam, Roman siedział nieruchomo z zamkniętymi oczami.
– Dziękuję – powiedział tylko i wyszedł z pokoju.
Od tego dnia coś się zmieniło. Roman zaczął częściej pojawiać się w salonie podczas mojej pracy. Czasem prosił mnie o krótkie utwory, czasem tylko słuchał w milczeniu. Zauważyłam też, że jest mniej oschły wobec personelu. Ludzie zaczęli plotkować – a to że mam romans z szefem, a to że jestem jego nieślubną córką…
Prawda była inna i dużo bardziej skomplikowana.
Pewnego wieczoru wróciłam do domu później niż zwykle. Ojciec czekał na mnie w kuchni z butelką wódki.
– Gdzie się szlajasz?! – wrzasnął. – Myślisz, że jak pracujesz u bogacza, to jesteś lepsza ode mnie?
– Tato, proszę cię…
– Zamknij się! Przez ciebie matka płacze po nocach!
Wybiegłam z domu trzaskając drzwiami. Po raz pierwszy poczułam prawdziwą złość na ojca – za to, że nigdy nie pozwolił mi być sobą.
Następnego dnia w pracy Roman poprosił mnie do gabinetu.
– Zuzanno… chciałbym ci coś zaproponować. Zbliża się rocznica śmierci mojej żony. Co roku organizuję mały koncert dla przyjaciół i rodziny. Chciałbym, żebyś ty zagrała.
Zaniemówiłam.
– Ja? Przecież ja… jestem tylko sprzątaczką!
Roman spojrzał na mnie uważnie.
– Jesteś kimś więcej niż myślisz.
Zgodziłam się po długim namyśle. Wiedziałam jednak, że jeśli ojciec się dowie…
W dniu koncertu przyszłam do willi wcześniej. Nogi miałam jak z waty. Goście zaczęli się schodzić – eleganckie kobiety w sukniach, mężczyźni w garniturach za kilka tysięcy złotych. Czułam się jak intruz.
Roman przedstawił mnie wszystkim jako „wyjątkowy talent”. Gdy usiadłam przy fortepianie, zobaczyłam w tłumie znajomą twarz – mojego ojca. Stał pod ścianą, pijany i roztrzęsiony.
Zagrałam najlepiej jak potrafiłam. Po ostatnim akordzie sala wybuchła oklaskami. Roman podszedł do mnie i uścisnął dłoń.
Ojciec podszedł do nas chwiejnym krokiem.
– To przez ciebie matka płacze! Sprzedajesz się bogaczom! – krzyczał na cały głos.
Goście patrzyli zszokowani. Roman stanął między nami.
– Proszę opuścić mój dom – powiedział spokojnie, ale stanowczo.
Ojciec wybiegł z willi rzucając przekleństwami.
Po koncercie Roman usiadł obok mnie na schodach prowadzących do ogrodu.
– Nie możesz wiecznie żyć cudzym życiem, Zuzanno – powiedział cicho. – Masz talent i powinnaś go rozwijać.
Poczułam łzy napływające do oczu.
– Ale co z rodziną? Co z mamą?
Roman spojrzał na mnie łagodnie.
– Czasem trzeba wybrać siebie.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. W głowie dudniły mi słowa Romana i krzyki ojca. Czy naprawdę mogę być kimś więcej niż tylko sprzątaczką? Czy mam prawo wybrać własną drogę?
Czasem zastanawiam się: ile odwagi potrzeba, by zacząć żyć naprawdę? Czy wybralibyście siebie kosztem rodziny?