Ojciec chce podzielić dom na pół z moim przyrodnim bratem, którego prawie nie znam. Co robić?
– Nie rozumiesz, tato! – mój głos odbił się echem od ścian kuchni, w której od dzieciństwa czułem się bezpiecznie. – Jak możesz oddać połowę domu komuś, kogo nawet nie znam?
Ojciec spojrzał na mnie ciężkim wzrokiem. W jego oczach widziałem zmęczenie, ale i coś jeszcze – może poczucie winy? – To twój brat, Piotrze. Ma takie samo prawo do tego domu jak ty.
Brat. Słowo, które zawsze kojarzyło mi się z kimś bliskim, z kimś, z kim dzieli się dzieciństwo, sekrety i kłótnie o pilota do telewizora. Tymczasem Bartek pojawił się w moim życiu tylko raz – na pogrzebie babci. Stał wtedy z boku, nieśmiały, jakby nie chciał nikomu przeszkadzać. Ojciec przedstawił go krótko: „To Bartek, twój brat”. Potem zniknął tak szybko, jak się pojawił.
Przez lata nie myślałem o nim prawie wcale. Nasza rodzina była mała: ja, mama i ojciec. Mama odeszła pięć lat temu po długiej chorobie. Zostałem tylko ja i ojciec – dwóch mężczyzn pod jednym dachem, którzy nauczyli się żyć ze sobą w ciszy i wzajemnym szacunku. Dom był naszym schronieniem, miejscem wspomnień i codziennych rytuałów.
A teraz miałem to wszystko dzielić z kimś obcym.
– Tato, przecież on tu nigdy nie mieszkał! Nawet nie wiem, czy wie, gdzie jest nasz dom! – próbowałem jeszcze raz przemówić mu do rozsądku.
Ojciec westchnął ciężko i usiadł naprzeciwko mnie. – Piotrze, wiem, że to dla ciebie trudne. Ale Bartek jest moim synem tak samo jak ty. Przez lata nie miałem odwagi być przy nim. Chcę to naprawić.
Poczułem, jak narasta we mnie gniew. Czy naprawdę muszę płacić za błędy ojca? Czy to sprawiedliwe?
Wieczorem długo nie mogłem zasnąć. Wpatrywałem się w sufit swojego pokoju i próbowałem sobie przypomnieć twarz Bartka. Był wysoki, chudy, miał ciemne włosy i nieśmiały uśmiech. Pamiętam, że wtedy na pogrzebie chciałem do niego podejść, ale zabrakło mi odwagi.
Następnego dnia postanowiłem porozmawiać z ciocią Anią, siostrą mamy. Zawsze była dla mnie wsparciem.
– Piotrek, wiem, że to trudne – powiedziała delikatnie. – Ale twój ojciec ma prawo do swoich decyzji. Może spróbuj poznać Bartka? Może nie jest taki zły?
– Ale dlaczego ja mam się starać? To on powinien się odezwać! – wybuchnąłem.
Ciocia uśmiechnęła się smutno. – Czasem trzeba zrobić pierwszy krok, nawet jeśli to niesprawiedliwe.
Przez kolejne dni chodziłem jak struty. Unikałem ojca, zamykałem się w swoim pokoju i rozmyślałem nad tym, co zrobić. W końcu zebrałem się na odwagę i napisałem do Bartka na Facebooku:
„Cześć, tu Piotr. Chciałbym pogadać.”
Odpisał po kilku godzinach: „Cześć. Też chciałem się odezwać, ale nie wiedziałem jak.”
Umówiliśmy się na spotkanie w kawiarni na rynku. Siedziałem przy stoliku i nerwowo obracałem filiżankę w dłoniach. Bartek przyszedł punktualnie. Był jeszcze wyższy niż zapamiętałem i wyglądał na jeszcze bardziej zagubionego niż ja.
– Cześć – powiedział cicho.
– Cześć – odpowiedziałem równie niepewnie.
Przez chwilę milczeliśmy.
– Słuchaj… Nie chcę ci nic zabierać – zaczął Bartek. – Wiem, że ten dom to dla ciebie wszystko. Ja nawet nie wiem, czy chcę tu mieszkać.
Spojrzałem na niego uważnie. W jego oczach zobaczyłem szczerość i strach.
– To dlaczego zgadzasz się na ten podział?
Bartek wzruszył ramionami. – Ojciec zadzwonił do mnie kilka tygodni temu. Powiedział, że chce mi coś zostawić po sobie. Nigdy wcześniej nie interesował się moim życiem… Myślałem, że może teraz chce to naprawić.
Zrobiło mi się go żal. Przez chwilę zobaczyłem w nim nie rywala, ale chłopaka tak samo zagubionego jak ja.
– A co na to twoja mama? – zapytałem.
Bartek spuścił wzrok. – Zmarła dwa lata temu. Zostałem sam.
Poczułem ukłucie w sercu. Przypomniałem sobie własny ból po śmierci mamy.
Rozmawialiśmy długo. Okazało się, że mamy podobne poczucie humoru i obaj lubimy stare polskie filmy. Bartek opowiedział mi o swoim życiu w Gdańsku, o studiach i pracy w księgarni.
Kiedy wróciłem do domu, ojciec czekał na mnie w kuchni.
– I jak? – zapytał ostrożnie.
Usiadłem naprzeciwko niego i przez chwilę milczałem.
– Bartek nie chce mi nic zabierać – powiedziałem w końcu. – Ale też potrzebuje rodziny.
Ojciec pokiwał głową ze łzami w oczach.
– Przepraszam cię za wszystko… Za to, że musisz przez to przechodzić.
Nie odpowiedziałem od razu. W głowie miałem mętlik uczuć: żal do ojca, współczucie dla Bartka i strach przed przyszłością.
Minęły tygodnie. Spotykaliśmy się z Bartkiem coraz częściej. Zaczęliśmy razem remontować starą szopę w ogrodzie – śmialiśmy się przy tym i kłóciliśmy o najdrobniejsze szczegóły. Ojciec patrzył na nas z ukrytej dumy.
W końcu usiedliśmy we trójkę przy stole i zaczęliśmy rozmawiać o przyszłości domu.
– Może spróbujemy być rodziną? – zaproponował Bartek nieśmiało.
Zgodziłem się powoli kiwając głową.
Dziś wiem jedno: dom to nie tylko mury i wspomnienia. To ludzie i relacje, które budujemy każdego dnia – nawet jeśli czasem trzeba zacząć od nowa.
Czy potrafilibyście wybaczyć ojcu takie decyzje? Czy warto walczyć o dom za wszelką cenę? A może ważniejsze jest to, by spróbować zbudować coś nowego razem?