„Sprzedaj swój dom, żebyśmy mogli kupić nowy” – czyli jak zięć próbował przejąć stery w moim życiu

— Mamo, Michał ma rację. Ten dom jest za duży dla ciebie. — Głos mojej córki, Magdy, drżał lekko, ale nie było w nim czułości. Siedzieliśmy przy kuchennym stole, przy którym przez trzydzieści lat rozwiązywałam z nią zadania z matematyki, leczyłam pierwsze złamane serca i świętowałam jej sukcesy. Teraz patrzyła na mnie jak na przeszkodę.

Michał siedział naprzeciwko mnie, z założonymi rękami i tym swoim chłodnym spojrzeniem. — Pani Anno, to nie ma sensu. Po co pani taki dom? My z Magdą moglibyśmy kupić coś nowego, większego. Dla wszystkich.

Poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg. Ten dom to nie tylko ściany i dach. To miejsce, gdzie zmarł mój mąż, gdzie Magda stawiała pierwsze kroki, gdzie płakałam po nocach ze strachu o przyszłość. — Michał, to jest mój dom — powiedziałam cicho.

— Ale przecież pani tu sama siedzi! — podniósł głos. — My też mamy swoje potrzeby. Chcemy mieć dzieci, a w bloku się nie da.

Magda spuściła wzrok. — Mamo…

Nie spałam tej nocy. Słyszałam w głowie słowa Michała: „Po co pani taki dom?” Przewracałam się z boku na bok, patrząc na sufit, który malowaliśmy z mężem tuż przed jego śmiercią. Czy naprawdę jestem egoistką? Czy powinnam oddać wszystko dla szczęścia córki?

Następnego dnia zadzwoniła do mnie moja siostra, Basia. — Anka, nie daj się. To twój dom! — krzyczała niemal przez telefon. — Oni chcą cię wyrzucić?

— Nie wyrzucić… Po prostu chcą go sprzedać i kupić coś nowego.

— A Michał coś dołoży? — zapytała z przekąsem.

I wtedy dotarło do mnie: Michał od początku nie traktował tego domu jak swojego. Nie dbał o ogród, nie naprawiał kranu w łazience, nie pytał nawet o rachunki. Zawsze powtarzał: „To nie moje.”

Kilka dni później Magda przyszła sama. Usiadła na kanapie i zaczęła płakać.

— Mamo, ja już nie wiem… Michał mówi, że jeśli nie sprzedamy domu, to on nie będzie się angażował. Że nie czuje się tu jak u siebie.

— A ty? — zapytałam cicho.

— Ja… Ja chcę mieć rodzinę. Chcę mieć dzieci. Ale nie chcę cię skrzywdzić.

Objęłam ją mocno. — Kochanie, to jest twój dom tak samo jak mój. Ale nie pozwolę nikomu zmusić mnie do decyzji pod presją.

Wieczorem Michał zadzwonił do mnie sam.

— Pani Anno, proszę zrozumieć. Ja tu nic nie robię, bo to nie jest moje miejsce. Gdybyśmy kupili coś razem, byłoby inaczej.

— Michał — przerwałam mu stanowczo — dom to nie tylko akt własności. To wspólna praca i troska. Ty nigdy nawet nie zapytałeś, czy trzeba coś zrobić.

— Bo to pani dom! — rzucił urażony.

— I tak zostanie — odpowiedziałam spokojnie.

Po tej rozmowie Magda coraz rzadziej przychodziła. Michał przestał się odzywać zupełnie. W święta siedziałam sama przy stole i patrzyłam na puste krzesła.

Pewnego dnia zobaczyłam Magdę pod blokiem. Była blada i zmęczona.

— Rozstałam się z Michałem — powiedziała bez emocji. — Powiedział, że jeśli nie sprzedamy domu, to on nie widzi sensu w naszym związku.

Przytuliłam ją mocno i poczułam ulgę pomieszaną z bólem. Czy naprawdę dom może być ważniejszy niż rodzina? Czy można budować szczęście na cudzym poświęceniu?

Dziś siedzę w moim ogrodzie i patrzę na kwitnące jabłonie. Wiem jedno: dom to coś więcej niż cztery ściany. To pamięć o tych, którzy byli przed nami i tych, którzy przyjdą po nas.

Czy miałam prawo postawić siebie na pierwszym miejscu? Czy egoizm matki może być czasem aktem odwagi? Co wy byście zrobili na moim miejscu?