„Nie jestem twoją matką!” – Historia kobiety, która musiała wybrać między własnym szczęściem a rodziną męża
– Znowu wróciłaś późno, Karolino – usłyszałam, zanim jeszcze zdążyłam zamknąć drzwi. Głos pani Haliny, mojej teściowej, przeszył ciszę mieszkania niczym ostrze. W korytarzu pachniało jej ulubioną zupą ogórkową, którą gotowała codziennie, jakby chciała udowodnić, że tylko ona potrafi zadbać o dom mojego męża.
Zrzuciłam buty i westchnęłam ciężko. – Praca się przeciągnęła – odpowiedziałam, próbując nie okazać złości. Ale w środku już wrzało. Od pięciu lat mieszkaliśmy z Michałem i jego matką w jej trzypokojowym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie. Miałam wtedy dwadzieścia siedem lat i marzyłam o własnym kącie, o śniadaniach jedzonych w piżamie bez świadków, o cichych wieczorach tylko we dwoje. Zamiast tego każdego dnia czułam się jak intruz.
Michał był moją pierwszą wielką miłością. Poznaliśmy się na studiach, zakochaliśmy się szybko i równie szybko zamieszkaliśmy razem – a raczej z jego matką. „To tylko na chwilę, Karolinko. Mama jest po operacji biodra, musimy jej pomóc” – przekonywał mnie wtedy Michał. Minęło pięć lat. Biodro się zagoiło, a ja coraz bardziej czułam, że tracę siebie.
– Michał, musimy porozmawiać – powiedziałam pewnego wieczoru, gdy siedzieliśmy w naszym pokoju. Za ścianą słychać było szuranie kapci teściowej.
– O czym? – zapytał bez entuzjazmu, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa.
– O nas. O tym, że nie mogę już tak żyć. Potrzebuję własnej przestrzeni. Chcę mieć dom tylko dla nas.
Michał westchnął ciężko. – Przecież mamy dom.
– To nie jest nasz dom! To mieszkanie twojej mamy! – głos mi się załamał. – Każdego dnia czuję się tu jak gość. Nawet nie mogę ugotować obiadu po swojemu, bo twoja mama zawsze wie lepiej.
– Karolina, przesadzasz…
– Nie przesadzam! – przerwałam mu. – Chcę mieć dzieci, Michał! Ale nie wyobrażam sobie wychowywać ich tutaj, pod okiem twojej mamy!
Zamilkł. Wiedziałam, że dotknęłam czułego punktu. Michał był jedynakiem. Jego ojciec zmarł, gdy miał dziesięć lat. Od tamtej pory matka była dla niego wszystkim.
– Nie mogę zostawić mamy samej – powiedział cicho.
– A mnie możesz zostawić samej? – zapytałam gorzko.
W tamtej chwili zrozumiałam, że jestem na drugim miejscu w jego życiu. Moje potrzeby zawsze będą mniej ważne niż potrzeby pani Haliny.
Zaczęłam coraz częściej wracać późno z pracy. Zostawałam na nadgodzinach, spotykałam się z koleżankami, byle tylko nie wracać do tego dusznego mieszkania. Czułam się winna – przecież pani Halina nie była złą kobietą. Była po prostu samotna i zaborcza. Ale ja nie chciałam być jej kolejnym dzieckiem.
Pewnego dnia wróciłam do domu i zobaczyłam panią Halinę płaczącą w kuchni.
– Co się stało? – zapytałam ostrożnie.
– Michał powiedział mi, że chcesz go ode mnie zabrać… – szlochała. – Zostanę sama jak pies!
Poczułam ukłucie żalu i gniewu jednocześnie. Czy naprawdę byłam taka okrutna?
Wieczorem usiedliśmy z Michałem przy stole.
– Karolina, mama jest już starsza… Nie ma nikogo poza nami…
– A ja? Ja też nie mam nikogo poza tobą! – krzyknęłam. – Czy naprawdę uważasz, że to normalne? Że dorosły mężczyzna mieszka z matką i żoną pod jednym dachem?
Michał spuścił wzrok.
Przez kolejne tygodnie atmosfera w domu była nie do zniesienia. Pani Halina chodziła obrażona, Michał zamykał się w sobie, a ja coraz częściej myślałam o wyprowadzce… sama.
W pracy zaczęłam zwierzać się koleżance, Magdzie.
– Karola, musisz postawić sprawę jasno – powiedziała pewnego dnia. – Albo on wybiera ciebie, albo mamusię.
Bałam się tego ultimatum. Ale wiedziałam, że dłużej tak nie wytrzymam.
W końcu zebrałam się na odwagę.
– Michał – zaczęłam drżącym głosem – jeśli nie zdecydujesz się na wspólne mieszkanie tylko dla nas, wyprowadzam się sama.
Patrzył na mnie długo w milczeniu.
– Nie mogę zostawić mamy…
Wyszłam z mieszkania z walizką i łzami w oczach. Pani Halina nawet nie wyszła z pokoju pożegnać się ze mną.
Przez pierwsze tygodnie czułam ulgę zmieszaną z żalem i poczuciem winy. Wynajęłam kawalerkę na Ochocie. Po raz pierwszy od lat mogłam jeść śniadanie w piżamie i słuchać ciszy.
Michał dzwonił kilka razy. Prosił o powrót. Obiecywał zmiany, ale zawsze kończyło się na tym samym: „Mama nie może zostać sama”.
Czasem zastanawiam się, czy powinnam była być bardziej cierpliwa. Może kiedyś pani Halina by odpuściła? Może Michał by dorósł?
Ale wiem jedno: nie jestem jego matką i nigdy nie będę. Chciałam być żoną, partnerką, a nie opiekunką dla dwóch dorosłych ludzi.
Czy naprawdę egoizm to chcieć własnego życia? Czy kobieta w Polsce zawsze musi być tą drugą po matce męża?