Wróciłam ze szpitala z Antosiem i zastałam puste łóżeczko. Wtedy zrozumiałam, że mój mąż nie załatwił absolutnie nic

— Michał, gdzie jest materac do łóżeczka?

Stałam w progu małego pokoju z Antosiem przyciśniętym do piersi. Szwy po cesarskim cięciu paliły mnie przy każdym kroku, a torba ze szpitala ciążyła na ramieniu. Łóżeczko nadal leżało w kartonie. Na krześle piętrzyły się jego narzędzia, stare rachunki i reklamówka pełna kabli.

Michał zatrzymał się za mną.

— Nie zdążyłem. Przecież może spać w dostawce.

Odwróciłam się powoli. Dostawkę pożyczyła nam moja siostra, ale nie było do niej prześcieradła. W kuchni znalazłam dwie pieluchy, pół paczki płatków kosmetycznych i pustą butelkę płynu do prania. Nawet lodówka była prawie pusta. Ser żółty, musztarda i trzy puszki napoju energetycznego.

— Miałeś tydzień — powiedziałam. — Cały tydzień, kiedy ja leżałam w szpitalu.

— Pracowałem.

— A ja co robiłam? Odpoczywałam w uzdrowisku?

Antoś zaczął płakać. Ten cienki, urywany dźwięk przeszył mnie na wskroś. Usiadłam na podłodze, bo nagle zabrakło mi sił. Michał wyciągnął ręce po syna, ale odsunęłam się odruchowo.

Wtedy przypomniałam sobie o formalnościach.

— Zgłosiłeś urodzenie? Wybrałeś urząd? Co z numerem PESEL i ubezpieczeniem?

Milczał.

Już po jego twarzy wiedziałam.

— Nie zrobiłeś tego.

— Myślałem, że szpital wszystko wysyła.

— Kartę urodzenia, Michał. A my musimy zgłosić dziecko. Prosiłam cię też, żebyś zapytał w kadrach o dopisanie Antosia do ubezpieczenia.

— Przecież mamy czas! — podniósł głos. — Nie rób ze mnie jakiegoś potwora, bo nie kupiłem prześcieradła.

To zdanie zabolało bardziej, niż powinno. Nie chodziło o prześcieradło. Chodziło o nocne telefony ze szpitala, podczas których odpowiadał: „Spokojnie, wszystkim się zajmę”. Chodziło o moje przekonanie, że wrócę do domu i choć przez chwilę ktoś zaopiekuje się mną.

— Ja ledwo stoję — wyszeptałam. — Boję się zasnąć, bo sprawdzam, czy on oddycha. Nie wiem, czy dobrze go karmię. A ty zostawiłeś mi jeszcze urząd, zakupy, pranie i składanie mebli. Naprawdę nie widzisz, co zrobiłeś?

Michał zacisnął szczękę.

— Tobie zawsze wszystko robię źle.

Wyszedł, trzaskając drzwiami łazienki. Ja zostałam na podłodze z płaczącym dzieckiem i poczuciem, że nasze małżeństwo właśnie pękło w jakimś bardzo cichym miejscu.

Wieczorem zadzwoniłam do mamy. Chciała od razu przyjechać, ale odmówiłam. Wstydziłam się. Przed porodem opowiadałam wszystkim, że Michał będzie świetnym ojcem.

Następnego ranka obudził mnie szelest. Michał siedział przy stole z kartką. Miał zaczerwienione oczy.

— Spisałem wszystko — powiedział. — Urząd, ubezpieczenie, apteka, zakupy. Tylko… muszę ci coś powiedzieć.

Nie odpowiedziałam.

— Kiedy zabrali cię na cesarkę, byłem pewien, że was stracę. Potem wróciłem tutaj i miałem złożyć łóżeczko, ale patrzyłem na te śruby i… nie mogłem. Bałem się, że źle je skręcę. Że materac będzie nie taki. Że wezmę go na ręce i zrobię mu krzywdę.

— Więc nie zrobiłeś nic?

— Tak. Głupie, wiem. Udawałem przed tobą, że panuję nad sytuacją, bo nie chciałem wyjść na słabego. Im więcej odkładałem, tym bardziej bałem się zacząć.

Pierwszy raz zobaczyłam, że drżą mu dłonie. Nadal byłam wściekła. Jego strach nie sprawił przecież, że moje zmęczenie zniknęło. Ale przynajmniej przestałam widzieć w nim człowieka, któremu nie zależy.

Usiedliśmy nad kartką. Michał zgłosił narodziny przez internet, zadzwonił do kadr i pojechał po pieluchy, podkłady oraz jedzenie. Ja rozpisałam karmienia i pranie. Ustaliliśmy, że noc dzielimy na zmiany, a jeśli któreś z nas czegoś nie umie, mówi to wprost, zamiast znikać w telefonie albo trzaskać drzwiami.

Nie naprawiliśmy wszystkiego jedną rozmową. Kilka dni później znów się pokłóciliśmy, bo zasnął podczas swojej zmiany. Tym razem jednak przeprosił bez tłumaczenia. Potem wstał, przewinął Antosia i chodził z nim po kuchni do czwartej rano.

Patrzyłam na nich z korytarza i czułam jednocześnie ulgę, żal oraz ostrożną nadzieję. Bo czy lęk usprawiedliwia zostawienie najbliższej osoby samej? A może prawdziwe partnerstwo zaczyna się dopiero wtedy, gdy oboje przestajemy udawać, że ze wszystkim sobie radzimy?