Oddaliśmy teściowej całe oszczędności, żeby uratować jej mieszkanie. Potem zobaczyłam zdjęcia z hotelu za kilka tysięcy
— To jest twoja matka na tym zdjęciu? — zapytałam, podsuwając Pawłowi telefon pod samą twarz.
Na ekranie Teresa siedziała przy basenie w białym szlafroku, z kieliszkiem w dłoni. Podpis brzmiał: „Czasem trzeba zadbać o siebie”. Hotel w Kołobrzegu kosztował prawie tysiąc złotych za noc.
Paweł zbladł. Przez chwilę tylko patrzył, jakby liczył, że zdjęcie zniknie.
— Może ktoś ją zaprosił — powiedział w końcu.
Wtedy coś we mnie pękło.
Trzy miesiące wcześniej Teresa zadzwoniła do nas zapłakana. Twierdziła, że ma zaległości w czynszu, niespłacone pożyczki i pismo od komornika. Powtarzała, że zabiorą jej mieszkanie. Że wyląduje na ulicy. Że po śmierci ojca Pawła nie ma już nikogo.
Przyjechała wieczorem z reklamówką dokumentów. Trzęsły jej się ręce. Nie pozwoliła mi jednak dokładnie przejrzeć papierów.
— Wstyd mi, Martusiu — szepnęła. — Nie chcę, żebyś wiedziała, jak nisko upadłam.
Paweł objął ją i spojrzał na mnie ponad jej ramieniem. Wiedziałam, o co prosi, zanim otworzył usta.
Na koncie mieliśmy sześćdziesiąt osiem tysięcy złotych. Odkładaliśmy pięć lat. Ja brałam dodatkowe dyżury w aptece, Paweł pracował po godzinach przy remontach. Pieniądze miały być wkładem własnym na większe mieszkanie. Marzyliśmy też o dziecku, ale najpierw chcieliśmy wyjść z naszej ciasnej kawalerki.
Oddaliśmy jej wszystko.
Teresa płakała, całowała mnie po rękach i obiecywała, że będzie spłacać po pięćset złotych miesięcznie. Pierwszego przelewu nigdy nie zrobiła. Zamiast tego zaczęła unikać rozmów o pieniądzach.
Zdjęcie z hotelu było pierwszą rysą. Potem zauważyłam nową skórzaną torebkę. Powiedziała, że kupiła ją w lumpeksie, ale znalazłam ten model w internecie. Kosztował ponad dwa tysiące.
W końcu pojechałam do niej bez zapowiedzi. Na stole leżał katalog biura podróży i potwierdzenie wpłaty za wycieczkę na Teneryfę. Osiem tysięcy czterysta złotych.
— Za nasze pieniądze? — zapytałam.
Teresa zerwała kartkę ze stołu.
— Nie twoja sprawa.
— Oddaliśmy ci wszystko, bo mówiłaś, że stracisz mieszkanie!
— I miałam problemy. Ale człowiek też musi żyć. Po tym, co przeszłam, należał mi się odpoczynek.
Stałam w jej kuchni i czułam zapach smażonej cebuli, a jednocześnie robiło mi się niedobrze. Zażądałam dokumentów. Wtedy wyszło na jaw, że jej rzeczywiste zadłużenie wynosiło niecałe siedemnaście tysięcy. Nie sześćdziesiąt osiem.
Resztę wydała. Hotel, wycieczka, torebka, nowy telewizor, zabiegi kosmetyczne. Część pieniędzy pożyczyła swojej siostrze, oczywiście bez żadnej umowy.
Paweł przyjechał godzinę później. Liczyłam, że stanie obok mnie.
— Mamo, dlaczego kłamałaś? — zapytał cicho.
— Bo inaczej Marta nie pozwoliłaby ci mi pomóc.
Nie zaprzeczyła. Nawet nie przeprosiła.
W samochodzie powiedziałam Pawłowi, że nie chcę już z nią kontaktu i oczekuję tego samego od niego, przynajmniej dopóki nie zacznie oddawać pieniędzy.
— To nadal moja matka — odpowiedział.
— A ja jestem twoją żoną.
— Nie każ mi wybierać.
— Już wybrałeś. Tylko boisz się to powiedzieć.
Od tamtej rozmowy minęły dwa miesiące. Śpimy osobno. Ja na rozkładanej kanapie, on w sypialni. Rozmawiamy o rachunkach, zakupach i tym, kto wyniesie śmieci. O przyszłości prawie wcale.
Najgorsze odkryłam tydzień temu. Paweł nadal przelewa matce po trzysta złotych miesięcznie. Znalazłam potwierdzenia przypadkiem, gdy logował się do banku przy mnie.
— Ona nie ma za co wykupić leków — tłumaczył.
— A my mamy? Wiesz, ile kosztowała naprawa pralki? Wiesz, że znowu odłożyliśmy starania o dziecko?
Milczał i pocierał dłonią czoło. Potem powiedział, że nie umie zostawić matki samej, nawet jeśli zrobiła coś potwornego.
Rozumiem więź z rodzicem. Naprawdę próbuję. Ale za każdym razem, gdy Paweł jej pomaga, czuję, jakby potwierdzał, że jej kłamstwo nie miało większego znaczenia. Jakby moje dyżury, zmęczenie i nasze plany były mniej ważne niż jej kolejne łzy.
Nadal go kocham. To chyba boli najbardziej. Gdyby był obcym człowiekiem, spakowałabym walizkę bez wahania.
Czy można uratować małżeństwo, jeśli jedna osoba wciąż próbuje ratować kogoś, kto już raz zniszczył wasze zaufanie? I czy prosząc Pawła o wybór, naprawdę jestem tak samo okrutna jak jego matka?