O piątej rano mój pies szarpał koc, a pod drzwiami leżała krew — i wtedy zrozumiałam, że już nie chodzi tylko o Zuzę
O piątej rano mój pies obudził mnie, gdy pod drzwiami zobaczyłam krew i usłyszałam nerwowe kroki na klatce. W środku rodzinnej awantury o udawane ciążowe zwolnienia i mieszkanie musiałam nauczyć się stawiać granice, bo inaczej rozsypałabym się na dobre. Ten pies nie był tłem — to on popchnął mnie do decyzji, których nie dało się cofnąć.