Kiedy mój pies wgryzł się w rękaw munduru ratownika, a na posadzce izby przyjęć pojawiła się krew, zrozumiałam, że przeszłość wróciła do szpitala św. Augustyna
Jestem Elżbieta i zaczynałam jako nowa pielęgniarka w starym szpitalu św. Augustyna, gdzie śmiech koleżanek bolał bardziej niż nocne dyżury. Mój pies nie był „miłym dodatkiem” do życia, tylko upartą odpowiedzialnością, która popchnęła mnie do decyzji, których nie dało się cofnąć. Wszystko pękło w jeden poranek, gdy wylądował helikopter LPR, a on, mokry od deszczu, pociągnął mnie w stronę tajemnicy, o której nikt nie miał prawa wiedzieć.