Matka zażądała ode mnie 3500 zł dla wnuka. Wtedy pierwszy raz wybrałam własną córkę

— Trzy i pół tysiąca. Przelej najlepiej do piątku, bo Kuba może stracić miejsce — powiedziała mama, mieszając łyżeczką w herbacie, jakby prosiła mnie o kupienie chleba.

Patrzyłam na nią i nie mogłam uwierzyć. Trzy dni wcześniej powiedziałam jej, że Zosia potrzebuje korepetycji z matematyki. Bała się, że nie poradzi sobie na egzaminie. Wyliczyłyśmy, że do czerwca będzie to kosztować prawie dwa tysiące złotych.

— Nie mam takich pieniędzy — odpowiedziałam.

Mama zacisnęła usta.

— Masz oszczędności. Sama mówiłaś.

Miałam. Siedem tysięcy odłożone przez dwa lata. Na aparat ortodontyczny Zosi i awaryjny fundusz, gdyby zepsuła się pralka albo właściciel podniósł nam czynsz.

— To pieniądze dla Zosi.

— A Kuba to co, obcy? — rzuciła. — Piotrowi jest trudniej. Sam wychowuje dziecko.

To „Piotrowi jest trudniej” słyszałam od lat. Gdy stracił pracę w hurtowni, opłacałam mu rachunki. Kiedy kupił samochód, choć nie miał nawet na ubezpieczenie, pożyczyłam mu dwa tysiące. Nigdy ich nie oddał. Mamie co miesiąc przelewałam sześćset złotych, czasem więcej. Na leki, opał, naprawę pieca. Potem odkrywałam, że z tych pieniędzy kupowała Kubie telefon albo dawała Piotrowi na paliwo.

Ja chodziłam w zimowym płaszczu z pękniętą podszewką. Zosia przez dwa sezony nosiła te same buty, bo „jeszcze nie cisnęły”. Wmawiałam sobie, że rodzina musi sobie pomagać.

Tylko pomoc zawsze płynęła w jedną stronę.

Kuba dostał od mamy rower na komunię. Zosia — srebrny łańcuszek po prababci, który mama wyjęła z szuflady pół godziny przed uroczystością. Na urodziny wnuka piekła dwa ciasta i gotowała rosół. Do Zosi dzwoniła wieczorem, czasem dzień później.

Moja córka nigdy się nie skarżyła. I chyba właśnie to bolało najbardziej.

Tego dnia chodziło o zajęcia piłkarskie, nowy strój i markowe buty. Piotr uznał, że Kuba ma talent i „nie można mu podcinać skrzydeł”. Tyle że sam nie zamierzał zrezygnować z papierosów ani weekendowych wyjazdów ze znajomymi.

— Zosia też ma potrzeby — powiedziałam. — Zapłacę za jej korepetycje. Nie dam pieniędzy na buty Kuby.

Mama odsunęła kubek tak gwałtownie, że herbata wylała się na ceratę.

— Jesteś zazdrosna o dziecko!

Aż mnie zatkało.

— Nie. Jestem matką, która wreszcie przestała okradać własną córkę, żeby ratować dorosłego brata.

Wstałam i wyszłam. Na klatce schodowej trzęsły mi się ręce. Chciałam wrócić, przeprosić, zrobić przelew i odzyskać święty spokój. Przecież tak robiłam zawsze.

Wieczorem zadzwonił Piotr.

— Naprawdę odmówiłaś mamie? Co się z tobą dzieje?

— Nic. Po prostu koniec z przelewami.

— Łatwo ci mówić. Masz stałą pracę.

Pracowałam w księgowości, często po godzinach. On zmieniał zatrudnienie co kilka miesięcy, bo kierownik był głupi, godziny nie takie albo pensja za mała.

— Też możesz mieć stałą pracę.

— Czyli zostawiasz nas na lodzie? Własnego brata?

Rozłączyłam się, zanim znów zaczęłabym się tłumaczyć.

Przez następne dni mama wysyłała wiadomości. Pisała, że pieniądze mnie zmieniły, że ojciec przewracałby się w grobie. Ciotka Krystyna zadzwoniła z pytaniem, czy naprawdę żałuję dziecku szansy. Nikt nie zapytał o Zosię.

W piątek opłaciłam jej korepetycje. Gdy pokazałam potwierdzenie, rozpłakała się.

— Mamo, ale ja mogę uczyć się sama. Wujek pewnie będzie zły.

Wtedy zrozumiałam, ile widziała i jak długo próbowała zajmować jak najmniej miejsca, żeby nie sprawiać mi kłopotu.

— Nie obchodzi mnie, czy będzie zły — powiedziałam, przytulając ją. — Ty jesteś moim pierwszym obowiązkiem. Powinnam była wiedzieć to wcześniej.

Minęły cztery miesiące. Mama prawie się nie odzywa. Piotr znalazł dodatkową pracę przy rozwożeniu paczek, a Kuba nadal chodzi na treningi, tylko w tańszych butach. Czyli jednak można było.

Na koncie mam więcej niż kiedykolwiek, ale spokój nie przyszedł od razu. Czasem nadal czuję się jak wyrodna córka. Potem widzę Zosię pochyloną nad zeszytem i wiem, że pierwszy raz nie zawiodłam jako matka.

Czy postawienie granicy własnej rodzinie naprawdę jest egoizmem? A może egoizmem było oczekiwać, że moja córka zawsze będzie dostawała mniej?