Kupiłam dom pod miastem, żeby wreszcie oddychać. Szybko zrozumiałam, że dla całej rodziny stał się darmowym pensjonatem, a ja jego zmęczoną obsługą
Stałam w kuchni z mokrymi od zmywania rękami, kiedy teściowa bez pytania otworzyła lodówkę i zapytała, co będzie na obiad dla dziesięciu osób. Kiedy kupowaliśmy z mężem dom pod miastem, marzyłam o ciszy, ogrodzie i spokojnych weekendach, a dostałam niekończące się wizyty, bałagan i poczucie, że we własnym domu jestem służącą. W końcu powiedziałam „dość” i postawiłam granice, ale wtedy okazało się, jak bardzo rodzina nie znosi, kiedy kobieta przestaje wszystkim dogadzać.