Córka stanęła w moich drzwiach z dwojgiem dzieci i jedną torbą. W 28-metrowej kawalerce prawie straciłyśmy siebie
Opowiadam o dniu, w którym przyjęłam pod swój dach córkę porzuconą przez męża oraz dwoje wnuków. Przez kilka miesięcy walczyłam z brakiem miejsca, pieniędzy i własnym poczuciem winy, a codzienne napięcie niemal zniszczyło naszą więź. Dopiero wspólna walka o mieszkanie komunalne pozwoliła nam odzyskać niezależność i spokój.