Odmówiłam przyjaciółce dachu nad głową i nagle wszyscy uznali, że nie mam serca
Stałam w kuchni z kubkiem zimnej herbaty, kiedy moja przyjaciółka z dzieciństwa oznajmiła mi przez telefon, że za kilka dni znowu wprowadzi się do mojego mieszkania — jakby to była oczywistość. Przez tygodnie znosiłam chaos, hałas i poczucie, że we własnym domu przestałam istnieć, ale kiedy w końcu powiedziałam „nie”, to nie ulga przyszła pierwsza, tylko wstyd i oskarżenia. Do dziś zadaję sobie pytanie, czy postawiłam granicę za późno, czy może po prostu pierwszy raz w życiu uratowałam samą siebie.