Sekret pieczonego szczupaka: jak jedna kolacja rozbiła mój świat
Wszystko zaczęło się od zapachu pieczonego szczupaka, który rozszedł się po naszym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie. Stałam przy kuchence, mieszając sos koperkowy, gdy nagle usłyszałam trzask drzwi wejściowych. — Znowu ona — pomyślałam, czując jak żołądek ściska mi się z nerwów. Moja teściowa, Barbara, wpadła bez zapowiedzi, z siatką pełną zakupów i miną, która nie wróżyła niczego dobrego.
— Dzień dobry, Aniu. Widzę, że znowu gotujesz rybę. Mam nadzieję, że tym razem nie przesolisz — rzuciła z przekąsem, stawiając siatki na stole.
— Dzień dobry, mamo — odpowiedziałam chłodno. — Wszystko pod kontrolą.
Wiedziałam, że ten wieczór będzie trudny. Mój mąż, Tomek, miał wrócić późno z pracy. Nasza córka Zosia siedziała w swoim pokoju i udawała, że się uczy, choć pewnie znów pisała z koleżankami na Messengerze. Ja natomiast czułam się jak aktorka w kiepskim serialu — każda moja decyzja była oceniana przez Barbarę.
— Tomek jeszcze nie wrócił? — zapytała teściowa, rozglądając się po mieszkaniu jak inspektor sanepidu.
— Ma zebranie w pracy. Powinien być za godzinę.
Barbara westchnęła teatralnie i zaczęła rozpakowywać zakupy. — Kupiłam ci prawdziwy chrzan. Ten twój ze słoika to sama chemia. I śmietanę z targu, nie tę z marketu. Może wreszcie nauczysz się gotować jak trzeba.
Zacisnęłam zęby i wróciłam do kuchni. W głowie kłębiły mi się myśli: ile jeszcze wytrzymam tę kontrolę? Czy Tomek kiedykolwiek stanie po mojej stronie?
W końcu zadzwonił domofon. Tomek wszedł do mieszkania zmęczony, ale uśmiechnięty. — Cześć wszystkim! Ale pachnie! — rzucił wesoło.
— Cześć tato! — Zosia wybiegła z pokoju i rzuciła mu się na szyję.
Barbara spojrzała na niego z wyrzutem: — Tomek, czy ty wiesz, że twoja żona znowu kupiła rybę w markecie? Ja już nie wiem, jak ona chce was wykarmić.
Tomek spojrzał na mnie pytająco. — Aniu, przecież mówiłaś, że kupiłaś na bazarze?
Poczułam ukłucie w sercu. — Kupiłam na bazarze, mamo. Możesz sprawdzić paragon.
Barbara przewróciła oczami i usiadła przy stole. — Dobrze, dobrze. Zobaczymy po smaku.
Kolacja miała być spokojna. Usiadłam naprzeciwko Tomka, Zosia po mojej lewej stronie, Barbara po prawej. Na stole pachniał szczupak z koperkiem i cytryną, ziemniaki z masłem i surówka z kiszonej kapusty.
— Smacznego — powiedziałam cicho.
Przez chwilę jedliśmy w milczeniu. Nagle Barbara odłożyła widelec i spojrzała na Tomka:
— Synku, musimy poważnie porozmawiać o waszej przyszłości. Ania chyba nie radzi sobie z domem. Zosia jest zaniedbana, ty ciągle w pracy… A ja nie mogę patrzeć, jak wszystko się sypie.
Zamarłam. Zosia spuściła głowę.
— Mamo, przesadzasz — powiedział Tomek spokojnie.
— Nie przesadzam! — Barbara podniosła głos. — Dzisiaj spotkałam sąsiadkę z góry. Mówiła, że Zosia coraz częściej wraca sama ze szkoły i siedzi godzinami przed komputerem! A ty? Ty nawet nie zauważasz, że twoja żona jest wiecznie zmęczona i rozkojarzona!
Poczułam łzy pod powiekami. Chciałam coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły mi w gardle.
— Mamo… — zaczął Tomek.
— Nie przerywaj mi! — Barbara była już rozkręcona. — Ja wiem swoje! Ania nie nadaje się na żonę dla ciebie! Ty potrzebujesz kogoś silniejszego! Kogoś… jak Marta!
Zamarłam drugi raz tego wieczoru. Marta — była dziewczyna Tomka. Ta sama Marta, która kilka miesięcy temu pojawiła się na naszym osiedlu i zaczęła „przypadkiem” wpadać na Tomka w sklepie czy na przystanku.
— Mamo! — Tomek podniósł głos pierwszy raz od lat. — Przestań! To jest moja rodzina!
Barbara spojrzała na niego z pogardą: — Twoja rodzina? To ja cię wychowałam! To ja ci dałam wszystko! A ty pozwalasz tej… tej kobiecie rządzić twoim życiem?
Zosia zaczęła płakać cicho pod stołem.
Wstałam od stołu i wybiegłam do łazienki. Zamknęłam drzwi i osunęłam się na podłogę. Słyszałam przez drzwi podniesione głosy:
— Mamo, wyjdź stąd natychmiast! — krzyczał Tomek.
— Nie będziesz mi rozkazywał!
— To jest mój dom!
Po kilku minutach usłyszałam trzask drzwi wejściowych. Wyszłam powoli z łazienki. Tomek siedział przy stole z głową w dłoniach. Zosia tuliła się do niego.
— Przepraszam cię… — wyszeptał Tomek bezsilnie.
Usiadłam obok niego i objęłam go ramieniem.
— To nie twoja wina… Ale musimy coś zmienić. Ja tak dłużej nie dam rady.
Tomek spojrzał mi w oczy pierwszy raz od dawna naprawdę uważnie.
— Masz rację. Jutro porozmawiam z mamą. Albo ona przestanie się wtrącać… albo… — zawiesił głos.
Zosia spojrzała na nas przestraszona:
— Mamo… Tato… Wy się rozwiedziecie?
Poczułam ból serca tak silny, że aż zabrakło mi tchu.
— Nie kochanie… Nie pozwolimy na to nikomu… Nawet babci.
Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Siedziałam przy oknie i patrzyłam na światła miasta. W głowie dudniły mi słowa Barbary: „Ania nie nadaje się na żonę dla ciebie”.
Następnego dnia Tomek wrócił wcześniej niż zwykle. Był blady i spięty.
— Byłem u mamy — powiedział cicho. — Powiedziałem jej wszystko. Że jeśli jeszcze raz spróbuje nas rozbić… zerwę kontakt.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem:
— I co odpowiedziała?
— Że jestem niewdzięczny… Że ją zdradziłem… Że Marta by mnie nigdy tak nie potraktowała…
Usiadłam ciężko na krześle.
— Tomek… A gdybyś miał wybierać?
Spojrzał mi prosto w oczy:
— Wybieram ciebie i Zosię. Nawet jeśli mama już nigdy do nas nie przyjdzie.
Objął mnie mocno i pierwszy raz od miesięcy poczułam się bezpieczna.
Ale czy naprawdę można odciąć się od własnej matki? Czy rodzina to tylko więzy krwi? Czy może to my sami decydujemy, kto jest naszą rodziną?
Czasem myślę: ile jeszcze takich kolacji przede mną? I czy kiedyś będziemy mogli usiąść razem przy stole bez lęku i łez?