Mój syn chce, żebym sprzątała jego dom… za pieniądze!

— Mamo, czy mogłabyś przyjść w sobotę i posprzątać u nas w domu? Oczywiście, zapłacimy ci za to — głos Daana, mojego jedynego syna, brzmiał w słuchawce zaskakująco oficjalnie. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Siedziałam przy kuchennym stole, ściskając kubek z herbatą tak mocno, że aż zabolały mnie palce.

Daan zawsze był moją dumą. Wychowywałam go sama po śmierci męża, robiłam wszystko, by miał lepsze życie niż ja. Kiedy poznał Sophie, cieszyłam się jego szczęściem. Sophie była miła, choć zawsze trzymała mnie na dystans. Ale nigdy nie sądziłam, że przyjdzie dzień, w którym mój własny syn potraktuje mnie jak obcą osobę. Jak sprzątaczkę.

— Daan… — zaczęłam niepewnie. — Chyba żartujesz?

— Nie, mamo. Sophie i ja mamy teraz tyle pracy… A ty zawsze tak dobrze sprzątasz. Chcemy ci zapłacić, żebyś nie czuła się wykorzystywana — odpowiedział spokojnie, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.

Poczułam, jak coś we mnie pęka. Przez całe życie sprzątałam dla niego bez słowa skargi. Zawsze dbałam o dom, o czystość, o ciepło rodzinnego ogniska. Teraz miałam robić to samo, ale za pieniądze? Jakby moja miłość i troska były usługą do wynajęcia.

— Daan, jestem twoją matką, nie sprzątaczką! — wybuchłam w końcu. — Czy naprawdę nie widzisz różnicy?

Po drugiej stronie zapadła cisza. Słyszałam tylko jego oddech i cichy szmer rozmowy w tle — pewnie Sophie podsłuchiwała.

— Mamo, nie chciałem cię urazić. Po prostu… Chcemy ci pomóc finansowo. Wiem, że emerytura jest niska… — zaczął tłumaczyć się nieporadnie.

— Nie potrzebuję twoich pieniędzy! Potrzebuję szacunku! — przerwałam mu drżącym głosem.

Rozłączyłam się. Przez kilka minut siedziałam nieruchomo, patrząc na swoje odbicie w oknie. Zobaczyłam zmęczoną kobietę z siwymi włosami i oczami pełnymi łez. Czy naprawdę tak bardzo się zmieniłam? Czy dla mojego syna jestem już tylko starą kobietą, której można zapłacić za posprzątanie?

Wieczorem zadzwoniła do mnie moja siostra, Halina. Zawsze była moją powierniczką.

— Co się stało? Słyszę po głosie, że coś cię gryzie — zapytała troskliwie.

Opowiedziałam jej wszystko. Halina westchnęła ciężko.

— Wiesz, czasy się zmieniają. Młodzi mają inne podejście do życia… Ale rozumiem cię. To boli — powiedziała cicho.

Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok, analizując każdy szczegół rozmowy z Daanem. Czy powinnam była zareagować inaczej? Może rzeczywiście chciał mi pomóc? Ale dlaczego musiał to zrobić w taki sposób?

Następnego dnia Sophie zadzwoniła do mnie sama.

— Pani Anno, wiem, że Daan mógł źle to ująć… Ale naprawdę potrzebujemy pomocy. Ja mam nadgodziny w pracy, Daan też jest zawalony obowiązkami… A pani zawsze tak pięknie dbała o porządek — jej głos był uprzejmy, ale chłodny.

— Sophie, czy wy naprawdę nie macie nikogo innego? — zapytałam z goryczą.

— Mamy, ale… Pani zna nasz dom najlepiej. I dzieci pani ufają — odpowiedziała szybko.

Zgodziłam się przyjść na jeden dzień. Chciałam zobaczyć ich na własne oczy i przekonać się, czy rzeczywiście są tak zapracowani czy po prostu wygodni.

W sobotę rano weszłam do ich mieszkania na Mokotowie. Wszędzie panował chaos: zabawki porozrzucane po podłodze, brudne naczynia w zlewie, sterty prania na kanapie. Dzieci biegały po salonie, a Sophie siedziała przy komputerze z kubkiem kawy.

— Dziękujemy, że przyszłaś — powiedziała bez uśmiechu.

Zaczęłam sprzątać w milczeniu. Każde podniesione ubranie było jak kolejny kamień na moim sercu. Czułam się upokorzona i niewidzialna. Daan wrócił dopiero po południu.

— Mamo… — podszedł do mnie niepewnie. — Naprawdę doceniam to, co robisz.

Spojrzałam mu prosto w oczy.

— Daan, kiedy byłeś mały i miałeś gorączkę, nie spałam całą noc przy twoim łóżku. Kiedy miałeś problemy w szkole, rozmawiałam z nauczycielami i pomagałam ci odrabiać lekcje. Nigdy nie oczekiwałam za to pieniędzy — powiedziałam cicho.

Daan spuścił wzrok.

— Wiem… Ale teraz jesteśmy dorośli. Chcemy być fair wobec ciebie — odpowiedział bez przekonania.

— Być fair to znaczy okazywać szacunek i wdzięczność, a nie traktować matkę jak pracownika — odparłam stanowczo.

Wyszłam stamtąd z ciężkim sercem i łzami w oczach. Przez kolejne dni Daan nie dzwonił. Czułam się rozdarta: z jednej strony chciałam mu pomóc, z drugiej – nie mogłam pogodzić się z tym upokorzeniem.

Halina próbowała mnie pocieszać:

— Może musisz im jasno powiedzieć, gdzie leży granica? Młodzi czasem tego nie rozumieją…

Ale jak wyznaczyć granicę między miłością a dumą? Czy matka ma prawo odmówić pomocy własnemu dziecku? Czy powinna godzić się na wszystko w imię rodziny?

Minęły dwa tygodnie zanim Daan przyszedł do mnie sam. Usiadł naprzeciwko mnie przy kuchennym stole – tym samym stole, przy którym kiedyś uczył się pisać pierwsze litery.

— Mamo… Przepraszam cię. Nie chciałem cię zranić — powiedział cicho.

Objęłam go i poczułam ulgę. Ale rana pozostała.

Czasem patrzę na swoje ręce – spracowane i pomarszczone – i zastanawiam się: gdzie kończy się matczyna miłość, a zaczyna godność? Czy można być jednocześnie kochaną i szanowaną matką? A może nasze dzieci nigdy nie zrozumieją tego bólu?