Wieczór, którego nie zapomnę: Gdy matka wybrała moją żonę zamiast mnie
— Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł? — zapytałem, patrząc na moją żonę, Magdę, która z uśmiechem rozlewała wino do kieliszków. W salonie panował gwar, moi przyjaciele śmiali się z żartów Tomka, a moja matka krzątała się przy stole, jakby chciała mieć wszystko pod kontrolą. To miał być zwykły piątkowy wieczór, spotkanie w gronie najbliższych, ale już czułem napięcie w powietrzu.
Magda spojrzała na mnie z lekkim politowaniem. — Przecież to tylko weekend w Zakopanem. Wszyscy chcą jechać. Nie rozumiem, dlaczego się tak upierasz.
Westchnąłem ciężko. — Bo nie mamy pieniędzy na takie wyjazdy. Ostatnio ledwo wiążemy koniec z końcem, a ty chcesz wydawać na hotel i restauracje.
W tym momencie moja matka podeszła bliżej. — Michał, nie przesadzaj. Magda ma rację, czasem trzeba się oderwać od codzienności. Praca nie ucieknie.
Poczułem, jak robi mi się gorąco. — Mamo, to nie jest twoja sprawa. To nasza decyzja.
Wszyscy ucichli. Nawet Tomek przestał żartować. Czułem na sobie spojrzenia przyjaciół i żony. Matka jednak nie zamierzała odpuścić.
— Michał, zawsze byłeś taki spięty. Może gdybyś czasem posłuchał Magdy, byłoby wam lepiej. Ona przynajmniej wie, jak zadbać o atmosferę w domu — powiedziała głośno, a jej głos odbił się echem od ścian.
Zrobiło mi się wstyd. Poczułem się jak dziecko, które ktoś właśnie skarcił przy całej klasie. Magda spuściła wzrok, ale widziałem cień satysfakcji na jej twarzy. Przyjaciele wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
— Mamo, możesz przestać? — wysyczałem przez zęby. — To nie twoja sprawa.
Ale ona tylko wzruszyła ramionami i zwróciła się do moich znajomych: — No powiedzcie sami, czy nie mam racji? Każdy potrzebuje czasem odpoczynku.
Tomek próbował załagodzić sytuację: — Jasne, pani Zofio, ale Michał pewnie martwi się o kasę. Wszyscy to znamy.
— Wszyscy? — Matka spojrzała na niego z wyższością. — Jakoś inni potrafią sobie radzić i nie robią z tego tragedii.
Czułem, jak narasta we mnie złość i bezradność. Chciałem zapaść się pod ziemię. To ja zaprosiłem wszystkich do siebie, a teraz stałem się pośmiewiskiem we własnym domu.
Magda milczała, ale jej oczy mówiły wszystko: „Nie przesadzaj”. Próbowałem złapać z nią kontakt wzrokowy, ale odwróciła głowę.
— Może po prostu nie chcę wydawać pieniędzy na coś, co nie jest nam potrzebne — powiedziałem cicho.
Matka prychnęła. — Zawsze szukasz wymówek. Magda ma rację, że czasem trzeba cię pchnąć do działania.
Wtedy nie wytrzymałem. — Może gdybyś kiedyś stanęła po mojej stronie, a nie zawsze po stronie innych… — urwałem, bo poczułem łzy w oczach.
Zapadła cisza. Nikt się nie odezwał przez dłuższą chwilę. W końcu Magda wyszła do kuchni pod pretekstem przyniesienia deseru. Przyjaciele zaczęli nerwowo rozmawiać o czymś innym. Matka patrzyła na mnie z mieszaniną rozczarowania i współczucia.
Po chwili podeszła do mnie i szepnęła: — Michał, nie rób sceny. Chcę tylko twojego dobra.
— Twojego dobra czy swojego spokoju? — odpowiedziałem równie cicho.
Nie odpowiedziała. Odeszła do kuchni za Magdą.
Zostałem sam wśród ludzi, którzy jeszcze przed chwilą byli moimi przyjaciółmi. Czułem się zdradzony przez najbliższych: przez matkę, która zawsze wiedziała lepiej; przez żonę, która nawet nie próbowała mnie wesprzeć; przez siebie samego, bo nie potrafiłem postawić granicy.
Po kolacji wszyscy szybko się rozeszli. Magda zamknęła się w sypialni bez słowa. Matka wyszła bez pożegnania.
Leżałem długo w ciemności i zastanawiałem się nad wszystkim od początku. Czy naprawdę jestem taki beznadziejny? Czy może to oni przekroczyli granicę? Przecież chciałem tylko zadbać o naszą przyszłość, o bezpieczeństwo finansowe… Dlaczego nikt tego nie rozumie?
Następnego dnia matka zadzwoniła rano.
— Michał, przepraszam za wczoraj. Może rzeczywiście powinnam była milczeć… Ale widzę, że Magda jest nieszczęśliwa. Ty też jesteś spięty cały czas. Może powinniście spróbować inaczej?
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Z jednej strony czułem ulgę, że przeprosiła; z drugiej — miałem wrażenie, że znów próbuje kierować moim życiem.
Magda przez kilka dni była chłodna i zamknięta w sobie. Unikaliśmy rozmów o tamtym wieczorze. W końcu zebrałem się na odwagę i zapytałem:
— Naprawdę chciałaś jechać do Zakopanego czy po prostu chciałaś mi coś udowodnić?
Spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem. — Chciałam poczuć się normalnie. Jak inni ludzie. Bez wiecznego liczenia każdej złotówki i strachu przed jutrem.
Zrozumiałem wtedy, że każdy z nas miał swoje racje i swoje lęki. Ale czy naprawdę musieliśmy ranić się nawzajem przy świadkach?
Od tamtej pory nasze relacje z matką są chłodniejsze. Z Magdą próbujemy rozmawiać więcej o naszych potrzebach i lękach, choć to trudne.
Czasem wracam myślami do tamtego wieczoru i pytam sam siebie: czy naprawdę zasłużyłem na taki wstyd? Czy można być dobrym synem i mężem jednocześnie? A może czasem trzeba wybrać jedną stronę – nawet jeśli oznacza to samotność?