Między miłością a żalem: Jak walka o spadek po babci rozdarła moją rodzinę
– Zuzanna, nie przesadzaj. Przecież wiesz, że babcia chciała, żeby wszystko było sprawiedliwie – głos mojej mamy odbijał się echem od ścian jej mieszkania na warszawskim Mokotowie. Siedziałyśmy naprzeciwko siebie przy stole, na którym stały dwie filiżanki zimnej już herbaty. Moje dłonie drżały, a serce waliło jak oszalałe.
– Sprawiedliwie? – powtórzyłam, czując jak łzy napływają mi do oczu. – Gdzie byłaś przez ostatnie lata, kiedy babcia potrzebowała pomocy? Kiedy ja byłam sama z nią, kiedy chorowała, kiedy nie spałam po nocach, bo bałam się, że umrze? Wtedy nie miałaś czasu. Ale na sąd i podział mieszkania siły się znalazły.
Mama spojrzała na mnie chłodno. Zawsze była twarda, zamknięta w sobie. Odkąd pamiętam, jej kariera była ważniejsza niż rodzina. Pracowała w banku, wracała późno, a ja większość dzieciństwa spędziłam z babcią Heleną. To ona nauczyła mnie piec szarlotkę, to ona tuliła mnie po nocnych koszmarach i to ona płakała cicho w kuchni, gdy mama znów nie przyszła na moje przedstawienie w przedszkolu.
Kiedy babcia zachorowała na raka, miałam dwadzieścia siedem lat i właśnie zaczynałam pracę w szkole jako nauczycielka polskiego. Mama rzuciła tylko: „Nie mogę się tym zająć, mam ważny projekt”. Zostałam sama z opieką nad babcią. Przez dwa lata byłam jej pielęgniarką, kucharką i jedyną towarzyszką. Widziałam jej strach, słyszałam jej szeptane modlitwy i czułam jej dłoń ściskającą moją w nocy.
Po śmierci babci zostało mieszkanie na Ochocie – dwupokojowe, pełne wspomnień i zapachu starego drewna. Babcia zostawiła testament: „Dla mojej wnuczki Zuzanny, która była przy mnie do końca”. Myślałam naiwnie, że to zamknie sprawę. Ale mama przyszła z prawnikiem i chłodnym głosem powiedziała: „To niesprawiedliwe. Jako córka mam prawo do zachowku”.
Zaczęło się piekło. Sądowe pisma, przesłuchania, wyciąganie brudów z przeszłości. Mama twierdziła, że babcia była zmanipulowana, że ją od niej izolowałam. Ja płakałam po nocach i zastanawiałam się, czy naprawdę jestem tak złą córką i wnuczką, jak próbowała mi wmówić.
Mój chłopak Michał próbował mnie wspierać:
– Zuzka, nie możesz dać się złamać. To nie twoja wina.
Ale ja czułam się winna wszystkiemu – temu, że babcia umarła, że mama jest zimna jak lód i temu, że rodzina rozpadła się na kawałki.
W sądzie siedziałyśmy naprzeciwko siebie jak obce kobiety. Mama nie patrzyła mi w oczy. Jej adwokat zadawał mi pytania o opiekę nad babcią, o pieniądze z jej emerytury. Czułam się jak przestępca.
Po jednej z rozpraw podeszła do mnie ciotka Teresa – siostra mamy.
– Zuzia, nie przejmuj się nią. Ona zawsze była taka… zimna. Ale ty zrobiłaś wszystko dobrze.
Poczułam ulgę i wdzięczność za te słowa, ale jednocześnie żal – dlaczego nikt nie stanął po mojej stronie wcześniej?
W domu babci wszystko przypominało mi o niej: stare zdjęcia na komodzie, haftowane serwetki, zapach lawendy w szafie. Próbowałam tam wracać, ale za każdym razem czułam ciężar winy i smutku.
Pewnego wieczoru zadzwoniła mama.
– Zuzanna… Chciałabym porozmawiać.
W jej głosie słyszałam zmęczenie. Spotkałyśmy się w kawiarni przy Placu Zbawiciela. Była blada i wyglądała na starszą niż zwykle.
– Wiem, że cię skrzywdziłam – powiedziała cicho. – Ale ja… Ja też byłam sama przez całe życie. Moja matka zawsze miała czas dla ciebie, dla wszystkich innych… Dla mnie nigdy.
Patrzyłam na nią z niedowierzaniem.
– Mamo… Babcia cię kochała. Może nie umiała tego okazać tak jak chciałaś…
– Może – westchnęła mama. – Ale teraz już za późno.
Nie wiem, czy kiedykolwiek sobie wybaczymy. Sąd przyznał jej zachowek – musiałam sprzedać część mieszkania i oddać jej pieniądze. Straciłam nie tylko dom babci, ale też resztki wiary w rodzinę.
Czasem myślę o tym wszystkim nocami: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy gdybyśmy więcej ze sobą rozmawiały, byłoby inaczej? Czy rodzina naprawdę znaczy dziś cokolwiek? A może to tylko iluzja, którą sobie powtarzamy?
Może Wy mi powiecie: czy warto walczyć o prawdę i sprawiedliwość za wszelką cenę? Czy lepiej czasem odpuścić i pozwolić odejść temu, co boli najbardziej?