Między dwoma światami: Moja walka z zasadami teściowej i milczeniem męża

— Znowu tu była — szepnęłam do siebie, patrząc na świeżo przestawione filiżanki w kredensie. Zapach jej perfum unosił się jeszcze w powietrzu, jakby chciała zaznaczyć swoją obecność nawet wtedy, gdy jej nie było. W kuchni panował porządek, ale nie mój porządek. Każda rzecz była na swoim miejscu — na miejscu wyznaczonym przez nią.

Michał wszedł do kuchni, przecierając oczy. — Coś się stało? — zapytał z udawaną troską, ale już wiedziałam, że nie chce słyszeć odpowiedzi.

— Twoja mama znowu tu była. Przestawiła wszystko. Zostawiła mi liścik na lodówce, żebym nie zapomniała podlewać jej kwiatów — powiedziałam, próbując ukryć drżenie głosu.

Michał westchnął ciężko. — Przecież ona chce dobrze. Pomaga nam.

— Pomaga? — powtórzyłam z goryczą. — Pomaga mi czuć się jak gość we własnym domu.

Nie odpowiedział. Wziął kubek i wyszedł do salonu, zostawiając mnie samą z narastającym poczuciem bezsilności.

To nie był pierwszy raz. Od kiedy zamieszkaliśmy w mieszkaniu po rodzicach Michała, jego mama miała do niego klucz. Na początku myślałam, że to wygodne — przecież czasem podrzucała nam obiad, czasem pomogła z praniem. Ale z czasem jej obecność stała się dusząca. Zmieniała ustawienie mebli, przeglądała nasze rzeczy, komentowała moje wybory: „Może lepiej byłoby kupić inny obrus?”, „Nie sądzisz, że dzieci powinny chodzić wcześniej spać?”

Najgorsze było to, że Michał zawsze stawał po jej stronie. — To tylko mama — powtarzał. — Nie przesadzaj.

Ale ja czułam się coraz bardziej niewidzialna. Każda moja próba rozmowy kończyła się kłótnią albo milczeniem. Czułam się jak intruz w życiu własnego męża.

Pewnego dnia, gdy wróciłam z pracy wcześniej niż zwykle, zastałam teściową w naszej sypialni. Stała przy szafie i układała moje ubrania.

— Dzień dobry, Aniu — powiedziała z uśmiechem. — Znalazłam kilka rzeczy do prania.

Zamarłam. — Proszę nie wchodzić do naszej sypialni bez pytania — wydusiłam z siebie.

Spojrzała na mnie zaskoczona. — Przecież tylko pomagam. Michał mówił, że masz dużo pracy.

— To mój dom — powiedziałam ciszej, ale stanowczo. — Chcę mieć trochę prywatności.

Wzruszyła ramionami i wyszła, zostawiając mnie z poczuciem winy i wstydu. Wieczorem Michał wrócił późno. Czekałam na niego w kuchni.

— Musimy porozmawiać — zaczęłam.

— O czym? — zapytał zmęczonym głosem.

— O twojej mamie. Nie chcę już, żeby miała klucz do naszego mieszkania. Chcę mieć dom tylko dla nas.

Michał spojrzał na mnie tak, jakby zobaczył mnie pierwszy raz w życiu. — Przesadzasz. Mama jest częścią rodziny.

— A ja? Czy ja też jestem częścią tej rodziny? Bo czuję się coraz bardziej obca.

Nie odpowiedział. Wyszedł do salonu i włączył telewizor.

Zaczęłam płakać. Po raz pierwszy od dawna pozwoliłam sobie na łzy. Czułam się samotna jak nigdy dotąd.

Następnego dnia zadzwoniła moja mama.

— Aniu, wszystko w porządku? Słyszę po głosie, że coś jest nie tak.

Chciałam powiedzieć jej wszystko, ale zabrakło mi słów. Bałam się przyznać do porażki. Bałam się, że usłyszę: „A nie mówiłam?”

W pracy byłam rozkojarzona. Koleżanka z biura, Kasia, zauważyła mój nastrój.

— Coś się dzieje? Wyglądasz na przygnębioną.

Opowiedziałam jej o teściowej i o tym, jak Michał mnie ignoruje.

— Musisz postawić granice — powiedziała stanowczo. — Inaczej nigdy się to nie skończy.

Wieczorem zebrałam się na odwagę i napisałam list do teściowej:

„Pani Mario,
Bardzo dziękuję za pomoc i troskę, ale proszę uszanować naszą prywatność. Chciałabym sama decydować o swoim domu i rodzinie.”

Nie miałam odwagi wręczyć go osobiście. Położyłam go na stole w kuchni i wyszłam na spacer.

Kiedy wróciłam, Michał czekał na mnie z listem w ręku.

— Co to ma być? — zapytał zimno.

— To prośba o szacunek dla naszej rodziny. Dla mnie.

— Przesadzasz. Mama jest dla mnie ważna. Jeśli ci to nie odpowiada…

Zamilkł. W jego oczach zobaczyłam coś nowego: strach albo gniew?

Przez kolejne dni panowała cisza. Teściowa przestała przychodzić bez zapowiedzi, ale atmosfera w domu była ciężka jak nigdy dotąd. Michał zamknął się w sobie. Ja czułam ulgę i jednocześnie pustkę.

Któregoś wieczoru usiadłam sama przy stole i spojrzałam na nasze zdjęcia ślubne. Zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd. Czy powinnam była być bardziej uległa? Czy może powinnam była walczyć o siebie wcześniej?

Minęły tygodnie. Michał coraz częściej wychodził z domu bez słowa. Ja nauczyłam się żyć sama ze sobą i swoimi myślami. Zaczęłam spotykać się z przyjaciółkami, wróciłam do dawnych pasji: malowania i biegania nad Wisłą.

Pewnego dnia Michał wrócił późno i usiadł naprzeciwko mnie przy stole.

— Może powinniśmy zrobić sobie przerwę — powiedział cicho.

Nie płakałam już. Byłam zmęczona walką o coś, co istniało tylko w mojej wyobraźni.

— Może masz rację — odpowiedziałam spokojnie.

Zostałam sama w mieszkaniu po jego rodzicach. Ale po raz pierwszy od dawna poczułam się wolna.

Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy warto było tyle znosić dla iluzji rodziny? Czy kobieta musi zawsze wybierać między sobą a bliskimi? Może czasem trzeba po prostu powiedzieć „dość” i zacząć żyć dla siebie?