Teściowa przekracza granice: Czy dobroć zięcia ma swoje limity?
– Michał, możesz mi jeszcze raz naprawić ten kran? – głos teściowej rozbrzmiewał w mojej głowie jak dzwon, choć stała tuż za mną, w progu naszej kuchni. Była środa, godzina dwudziesta druga. Ledwo wróciłem z pracy, a ona już czekała z kolejną prośbą.
Zacisnąłem zęby. Przecież to już trzeci raz w tym tygodniu. W poniedziałek dźwigałem jej zakupy na czwarte piętro, we wtorek naprawiałem gniazdko, a dziś… znów ten kran. Magda spojrzała na mnie z wyrzutem, jakby oczekiwała, że bez słowa wstanę i pójdę pomóc jej mamie.
– Mamo, Michał jest zmęczony – powiedziała cicho, ale teściowa tylko machnęła ręką.
– On zawsze mi pomaga! – odpowiedziała z uśmiechem, który miał być wdzięczny, ale czułem w nim nutę oczekiwania. Jakby to była moja rola – być na każde jej skinienie.
Nie pamiętam, kiedy dokładnie zaczęło się to wszystko. Może wtedy, gdy Magda zaszła w ciążę i teściowa wprowadziła się do nas „na chwilę”, żeby pomóc przy dziecku. Ta „chwila” trwała już ponad siedem lat. Na początku byłem wdzięczny – rzeczywiście pomagała, gotowała obiady, czasem odebrała małego z przedszkola. Ale z czasem jej pomoc zamieniła się w kontrolę.
– Michał, nie zapomnij o moich lekach! – krzyczała przez drzwi łazienki, gdy tylko wracałem do domu.
– Michał, samochód mi nie odpala! – dzwoniła o szóstej rano w sobotę, kiedy marzyłem o jednym wolnym dniu.
Zawsze mówiłem sobie: „To tylko starsza kobieta, matka mojej żony. Pomagam rodzinie”. Ale im więcej dawałem, tym więcej oczekiwała. Zacząłem czuć się jak służący we własnym domu.
Pewnego wieczoru usiedliśmy z Magdą przy stole. Nasz syn już spał, a ja byłem na skraju wytrzymałości.
– Magda, musimy porozmawiać – zacząłem niepewnie.
– O czym? – spojrzała na mnie z troską.
– O twojej mamie. Ja… ja już nie daję rady. Ona traktuje mnie jak złotą rączkę na etacie. Nie mam chwili dla siebie, dla nas…
Magda spuściła wzrok.
– Wiem… Ale ona nie ma nikogo poza nami. Tata odszedł dawno temu, a brat mieszka za granicą…
– Ale to nie znaczy, że mamy być jej służącymi! – podniosłem głos bardziej niż chciałem. – Ja też mam swoje granice.
Wtedy usłyszeliśmy skrzypienie drzwi. Teściowa stała w progu i patrzyła na nas z wyrzutem.
– Przepraszam, że przeszkadzam – powiedziała lodowatym tonem. – Nie wiedziałam, że jestem takim ciężarem.
Zrobiło mi się głupio. Chciałem coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły mi w gardle.
Następnego dnia atmosfera była napięta. Teściowa milczała przez cały dzień, a Magda chodziła przygaszona. Syn patrzył na nas niepewnie, wyczuwając napięcie.
Wieczorem usiadłem na łóżku i schowałem twarz w dłoniach. Czy naprawdę bycie dobrym człowiekiem musi oznaczać rezygnację z siebie? Czy jestem egoistą, jeśli chcę mieć trochę spokoju?
Kolejne tygodnie były coraz trudniejsze. Teściowa zaczęła robić mi drobne uszczypliwości przy obiedzie:
– No tak, Michał jest zmęczony… Pewnie praca ważniejsza niż rodzina.
Albo:
– Kiedyś to mężczyźni byli bardziej zaradni…
Czułem się coraz gorzej. W pracy nie mogłem się skupić, w domu unikałem rozmów. Magda próbowała łagodzić sytuację, ale widziałem, że sama nie wie, co robić.
Pewnego dnia zadzwonił do mnie szef:
– Michał, wszystko w porządku? Ostatnio jesteś rozkojarzony…
Wtedy dotarło do mnie, że jeśli nic nie zmienię, stracę wszystko – pracę, rodzinę i samego siebie.
Postanowiłem działać. Wieczorem zaprosiłem Magdę na spacer.
– Kochanie – zacząłem spokojnie – musimy coś zmienić. Twoja mama musi znaleźć sobie jakieś zajęcie poza domem. Może klub seniora? Albo wolontariat?
Magda westchnęła ciężko.
– Spróbuję z nią porozmawiać… Ale ona się obrazi.
– Lepiej chwilowa obraza niż życie w ciągłym napięciu – powiedziałem stanowczo.
Następnego dnia Magda rozmawiała z mamą. Słyszałem podniesione głosy zza drzwi. Potem teściowa zamknęła się w swoim pokoju i nie wychodziła przez dwa dni.
W końcu wyszła do kuchni i spojrzała na mnie zimno:
– Skoro jestem tu taka niechciana, to się wyprowadzę.
Nie wiedziałem, co powiedzieć. Z jednej strony poczułem ulgę, z drugiej – żal i poczucie winy.
Magda płakała całą noc. Syn pytał: „Tato, dlaczego babcia jest smutna?”.
Po tygodniu teściowa wróciła do rozmów z nami. Zaczęła wychodzić do klubu seniora i powoli odzyskiwała humor. Ja też zacząłem oddychać pełną piersią.
Ale relacje już nigdy nie były takie same. Zawsze czułem dystans i cień żalu w jej spojrzeniu.
Czasem zastanawiam się: czy mogłem to rozegrać inaczej? Czy naprawdę trzeba poświęcać siebie dla innych bez końca? A może każdy ma prawo postawić granicę – nawet wobec rodziny?