Kiedy chciałem ukarać żonę, straciłem wszystko – Historia Pawła o dumie, rodzinie i samotności

– Nie rozumiesz, Paweł! To dla mnie ogromna szansa! – głos Agnieszki drżał, ale w jej oczach widziałem determinację, jakiej nigdy wcześniej nie znałem.

Stałem w kuchni, trzymając kubek z zimną już kawą. Za oknem padał deszcz, a ja czułem, jakby cały świat walił mi się na głowę. Przez lata to ja byłem tym, który przynosił do domu najwięcej pieniędzy. To ja decydowałem o ważnych sprawach. Teraz wszystko miało się zmienić.

– A co z dziećmi? – zapytałem chłodno. – Kto będzie je odbierał z przedszkola? Kto zrobi zakupy? Ty? Bo chyba nie sądzisz, że ja rzucę pracę?

Agnieszka westchnęła ciężko. – Poradzimy sobie. Możemy się podzielić obowiązkami. Ja będę wracać później, ale ty możesz odbierać dzieci. Przecież twoja praca pozwala na elastyczność.

Zacisnąłem zęby. W głowie kłębiły mi się myśli: „To niesprawiedliwe. To ja powinienem być głową rodziny. To ja powinienem decydować.” Nie powiedziałem tego na głos, ale ona chyba to wyczuła.

Od tego dnia wszystko zaczęło się psuć. Zacząłem być opryskliwy, czepiałem się drobiazgów. Kiedy Agnieszka wracała późno, robiłem jej wyrzuty:

– Znowu cię nie było na kolacji! Dzieci pytały o ciebie cały wieczór.

Ona milczała albo odpowiadała zmęczonym głosem:

– Przepraszam, miałam ważne spotkanie.

Z czasem przestała się tłumaczyć. Zaczęła zamykać się w sobie. Ja za to coraz częściej wychodziłem z domu pod pretekstem spotkań ze znajomymi. W rzeczywistości siedziałem sam w samochodzie na parkingu pod supermarketem i patrzyłem w ciemność.

Dzieci wyczuwały napięcie. Szymon zaczął mieć problemy w szkole, a Zosia coraz częściej płakała bez powodu. Ale ja byłem zbyt zajęty własną dumą, żeby to zauważyć.

Pewnego wieczoru Agnieszka powiedziała cicho:

– Paweł, musimy porozmawiać.

Nie chciałem słuchać. – Znowu chcesz mi coś zarzucić? Może jeszcze powiesz, że wszystko to moja wina?

Spojrzała na mnie smutno. – Nie chodzi o winę. Chodzi o nas. O to, że już nie jesteśmy drużyną.

Wybuchłem:

– Bo ty wszystko zmieniłaś! To przez ciebie!

Widziałem łzy w jej oczach, ale nie zrobiło to na mnie wrażenia. Byłem przekonany, że mam rację.

Kilka tygodni później Agnieszka spakowała walizkę i wyprowadziła się do swojej matki razem z dziećmi. Zostawiła mi kartkę: „Nie chcę już walczyć. Potrzebujemy spokoju.”

Początkowo byłem wściekły. Jak mogła mi to zrobić? Przecież to ja byłem ofiarą! Ale potem przyszła pustka. Cisza w mieszkaniu była nie do zniesienia.

Próbowałem dzwonić do Szymona i Zosi, ale dzieci nie chciały ze mną rozmawiać. Agnieszka odbierała tylko wtedy, gdy chodziło o formalności.

Moi rodzice próbowali mnie pocieszać:

– Synu, może powinieneś przeprosić Agnieszkę? Może jeszcze da się to naprawić?

Ale ja nie potrafiłem przyznać się do błędu. Zamiast tego zacząłem pić coraz więcej piwa wieczorami i przesiadywać godzinami przed telewizorem.

W pracy też zaczęło mi się gorzej układać. Szef zwrócił mi uwagę na spadek wydajności:

– Paweł, co się z tobą dzieje? Zawsze byłeś solidny.

Wzruszyłem ramionami. – Problemy rodzinne.

W końcu zostałem sam ze swoim żalem i gniewem. Nikt nie chciał już słuchać moich pretensji. Nawet przyjaciele zaczęli się ode mnie odsuwać.

Któregoś dnia spotkałem Agnieszkę na ulicy. Wyglądała na spokojną, choć zmęczoną. Dzieci biegały wokół niej i śmiały się beztrosko.

– Cześć – powiedziałem niepewnie.

Spojrzała na mnie z dystansem.

– Cześć, Paweł.

Chciałem powiedzieć coś więcej, przeprosić, poprosić o drugą szansę, ale słowa ugrzęzły mi w gardle.

Teraz siedzę sam w pustym mieszkaniu i myślę o tym wszystkim, co straciłem przez własną dumę i upór. Czy naprawdę warto było walczyć o stare role? Czy nie lepiej było po prostu być razem i wspierać się nawzajem?

Może gdybym wtedy potrafił odpuścić i zaufać Agnieszce… Może dziś nie byłbym sam?

Czy naprawdę musimy wszystko stracić, żeby zrozumieć, co jest najważniejsze? Co wy byście zrobili na moim miejscu?