Moja córka już nie jest tą samą osobą: dzień, w którym nie przyszła na urodziny ojca

– Nie wierzę, że to zrobiłaś! – krzyknęłam, choć w moim głosie było więcej rozpaczy niż złości. Stałam w kuchni, ściskając telefon tak mocno, że aż zbielały mi knykcie. Po drugiej stronie słuchawki była moja córka, Zuzanna. Moja Zuza, która kiedyś przybiegała do mnie z każdym problemem, a teraz… teraz była kimś obcym.

– Mamo, już rozmawiałyśmy o tym. Nie mogłam przyjechać – powiedziała chłodno. Jej głos był odległy, jakby mówiła do mnie zza szyby.

– To były sześćdziesiąte urodziny twojego ojca! – łamał mi się głos. – On czekał na ciebie cały dzień. Nawet nie zadzwoniłaś.

Po drugiej stronie zapadła cisza. Słyszałam tylko jej oddech. W końcu powiedziała: – Mamo, mam swoje życie. Nie wszystko kręci się wokół was.

Zamknęłam oczy i poczułam łzy spływające po policzkach. Kiedy to się stało? Kiedy moja córka przestała być moją przyjaciółką?

Mój mąż, Andrzej, wszedł do kuchni i spojrzał na mnie pytająco. W jego oczach widziałam smutek i zmęczenie. Ostatnio często tak wyglądał. Odkąd Zuzanna wyszła za mąż za Pawła, wszystko się zmieniło. Paweł był miły, uprzejmy, ale zawsze czułam, że coś przed nami ukrywa. Może to tylko moja wyobraźnia? Może to ja nie potrafię pogodzić się z tym, że moja córka dorosła?

– I co powiedziała? – zapytał Andrzej cicho.

– To samo co zawsze. Że ma swoje życie – odpowiedziałam, ocierając łzy.

Andrzej westchnął i usiadł naprzeciwko mnie. – Może powinniśmy dać jej trochę przestrzeni? Może wróci do nas, kiedy będzie gotowa.

Ale ja nie chciałam czekać. Każdy dzień bez niej był jak rana, która nie chce się zagoić. Przypominałam sobie czasy, kiedy Zuzanna była małą dziewczynką. Jak razem piekłyśmy ciasta na święta, jak tuliła się do mnie po koszmarach sennych. Teraz miała własny dom, własne życie i… własne tajemnice.

Kilka dni po urodzinach Andrzeja zadzwoniła do mnie moja siostra, Marta.

– Co się dzieje z Zuzą? – zapytała bez ogródek. – Słyszałam od sąsiadki, że nawet na urodzinach ojca jej nie było.

Poczułam wstyd i złość jednocześnie. – Nie wiem, Marto. Próbuję z nią rozmawiać, ale ona… ona jest inna.

– Może Paweł ją od nas odciąga? – zasugerowała Marta.

Ta myśl nie dawała mi spokoju przez kolejne dni. Czy to możliwe? Czy mój zięć naprawdę miał taki wpływ na moją córkę? Próbowałam sobie przypomnieć wszystkie nasze rozmowy przy rodzinnych obiadach. Paweł zawsze był uprzejmy, ale nigdy nie angażował się w rozmowy o rodzinie. Zuzanna też była wtedy jakaś spięta.

Wieczorami leżałam w łóżku i analizowałam każde słowo, każdy gest mojej córki z ostatnich miesięcy. Czy coś przeoczyłam? Czy mogłam zrobić coś inaczej?

Pewnego dnia postanowiłam pojechać do Zuzanny bez zapowiedzi. Andrzej nie był zachwycony tym pomysłem.

– Daj jej spokój – powiedział zmęczonym głosem. – To nic nie da.

Ale ja musiałam spróbować. Spakowałam ciasto drożdżowe – jej ulubione – i pojechałam do niej tramwajem przez pół miasta. Kiedy stanęłam pod jej drzwiami, serce waliło mi jak młotem.

Otworzył Paweł. Był zaskoczony moją wizytą.

– Dzień dobry, pani Krystyno… Zuza jest w pracy.

– Mogę poczekać? – zapytałam niepewnie.

Wpuścił mnie do środka. Mieszkanie było schludne, ale chłodne w odbiorze. Brakowało tu ciepła domu rodzinnego. Usiadłam na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać o niczym – o pogodzie, o pracy Pawła.

W końcu zebrałam się na odwagę:

– Paweł… czy coś się dzieje między tobą a Zuzą? Ostatnio jest bardzo zamknięta w sobie.

Spojrzał na mnie uważnie i przez chwilę milczał.

– Zuza dużo pracuje… Jest zmęczona… Ale wszystko jest w porządku – odpowiedział wymijająco.

Nie uwierzyłam mu. W jego oczach zobaczyłam cień niepokoju.

Po godzinie wróciła Zuzanna. Była zaskoczona moją obecnością i wyraźnie spięta.

– Mamo, mogłaś zadzwonić… – powiedziała chłodno.

– Chciałam cię zobaczyć – odpowiedziałam cicho. – Martwię się o ciebie.

Zuzanna westchnęła i usiadła naprzeciwko mnie.

– Mamo… ja naprawdę mam dużo na głowie. Praca mnie wykańcza. Paweł też jest zestresowany… Nie chcę was martwić.

– Ale dlaczego nie przyszłaś na urodziny taty? On bardzo na ciebie czekał…

Zuzanna spuściła wzrok.

– Bałam się… Bałam się waszej reakcji. Bałam się pytań o dzieci, o pracę… Wszystko naraz mnie przytłacza.

Poczułam ukłucie żalu i winy jednocześnie.

– Zuza… my tylko chcemy wiedzieć, że jesteś szczęśliwa…

W jej oczach pojawiły się łzy.

– Nie wiem, czy jestem szczęśliwa – wyszeptała.

Objęłam ją mocno i poczułam, jak drży w moich ramionach. Przez chwilę siedziałyśmy tak w milczeniu.

Kiedy wracałam do domu tego wieczoru, czułam się lżejsza i cięższa zarazem. Zrozumiałam, że czasem nasze dzieci oddalają się od nas nie dlatego, że przestają kochać, ale dlatego, że same nie wiedzą, jak sobie poradzić ze światem dorosłych.

Od tamtej pory staram się być dla Zuzanny bardziej wsparciem niż sędzią. Ale czasem nocą pytam siebie: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy matka może naprawdę zrozumieć dorosłą córkę?

Może każda rodzina musi przejść przez swoje milczenia i nieporozumienia? A może wystarczy tylko jedno szczere objęcie, by odnaleźć zagubioną miłość?