Niewidzialny potencjał: Droga matki do wsparcia syna

– Mamo, dlaczego liście są zielone? – zapytał Kuba, kiedy wróciliśmy z przedszkola. Byłam zmęczona po całym dniu projektowania ogrodów dla wymagających klientów, a w głowie miałam jeszcze niedokończony kosztorys. – Bo tak je stworzyła natura – odpowiedziałam automatycznie, nie patrząc mu w oczy. Kuba westchnął cicho i odszedł do swojego pokoju. W tamtej chwili nie zwróciłam na to uwagi, ale dziś wiem, że to był początek czegoś ważnego.

Mieszkamy w małym bloku na obrzeżach Poznania. Po rozwodzie z Pawłem zostałam sama z Kubą. Praca architekta krajobrazu to nie tylko pasja, ale i konieczność – rachunki same się nie opłacą. Każdy dzień wyglądał podobnie: szybkie śniadanie, przedszkole, praca, odbiór Kuby, obiad, bajka na dobranoc. Czułam się jak trybik w maszynie. Często łapałam się na tym, że odpowiadam Kubie półsłówkami. On pytał o wszystko: dlaczego pada deszcz, skąd się biorą chmury, jak rosną drzewa. Zamiast tłumaczyć, ucinałam rozmowę. Bałam się, że jeśli zatrzymam się choć na chwilę, wszystko się zawali.

Pewnego wieczoru zadzwoniła moja mama. – Aniu, Kuba jest coraz bardziej zamknięty w sobie. Może powinnaś z nim więcej rozmawiać? – usłyszałam w słuchawce. – Mamo, nie rozumiesz, ile mam na głowie! – wybuchłam. – Staram się jak mogę! – Ale czy naprawdę się starasz? – zapytała cicho. Rozłączyłam się zirytowana.

Kilka dni później odebrałam Kubę z przedszkola wcześniej niż zwykle. Był smutny i milczący. W drodze do domu zapytałam: – Co się stało? – Nic – odpowiedział krótko. W domu zauważyłam na jego rysunku wielkie czarne chmury i samotne drzewo bez liści. Zrobiło mi się zimno.

Wieczorem usiadłam przy jego łóżku. – Kuba, czy chcesz mi coś powiedzieć? – zapytałam łagodnie. Przez chwilę milczał, a potem wyszeptał: – Mamo, czemu nigdy nie masz czasu? Czemu nie chcesz ze mną rozmawiać? Zatkało mnie. Poczułam wstyd i żal do samej siebie.

Następnego dnia postanowiłam wziąć wolne. Zabrałam Kubę do parku botanicznego. Spacerowaliśmy między drzewami, a on zadawał pytania jedno po drugim: o korzenie, o ptaki, o kolory liści. Tym razem nie ucinałam rozmowy. Razem szukaliśmy odpowiedzi: dotykaliśmy kory drzew, oglądaliśmy pod lupą liście, słuchaliśmy śpiewu ptaków. Kuba był zachwycony.

– Mamo, a jak myślisz, czy ja też mógłbym kiedyś zaprojektować taki ogród? – zapytał nagle z błyskiem w oku.
– Oczywiście! Możesz być kim tylko zechcesz – odpowiedziałam szczerze po raz pierwszy od dawna.

Wróciliśmy do domu zmęczeni, ale szczęśliwi. Wieczorem Kuba narysował kolorowy ogród pełen kwiatów i drzew. Podszedł do mnie i powiedział: – To dla ciebie, mamo.

Od tego dnia postanowiłam zmienić swoje podejście. Zamiast dawać szybkie odpowiedzi, zaczęłam zadawać Kubie pytania: „A jak ty myślisz?”, „Co byś zrobił na moim miejscu?”. Zaczęliśmy wspólnie czytać książki o przyrodzie, robić eksperymenty na balkonie, sadzić rośliny w doniczkach.

Nie było łatwo pogodzić pracę z nowym stylem życia. Często musiałam pracować po nocach albo odmawiać dodatkowych zleceń. Moja mama pomagała nam coraz częściej. Paweł pojawiał się rzadko i raczej nie interesował się naszym życiem.

Pewnego dnia dostałam propozycję dużego projektu w Warszawie. To była szansa na awans i lepsze pieniądze, ale oznaczało to mniej czasu dla Kuby i przeprowadzkę. Przez kilka dni nie spałam po nocach. Rozmawiałam z Kubą szczerze o tej możliwości.

– Mamo, ja chcę być z tobą wszędzie – powiedział cicho.
– Ale czy nie będzie ci smutno zostawić kolegów i babcię?
– Najważniejsze, żebyśmy byli razem i żebyś miała czas dla mnie.

Odrzuciłam ofertę z Warszawy. Wybrałam naszą codzienność i powolne budowanie relacji z synem zamiast szybkiej kariery.

Dziś Kuba jest już w drugiej klasie podstawówki. Nadal jest ciekawy świata i coraz częściej sam szuka odpowiedzi na trudne pytania. Ja nauczyłam się słuchać i być obecna naprawdę – nie tylko ciałem, ale i sercem.

Czasem zastanawiam się: ile dzieci traci swój potencjał przez nasz pośpiech i brak uwagi? Czy naprawdę warto gonić za sukcesem kosztem tych najważniejszych chwil? Może czasem wystarczy po prostu być obok i pozwolić dziecku rozkwitnąć po swojemu…