Nie uciekaj, Martyno: Moja ucieczka sprzed ołtarza i walka o własne życie

„Martyna, nie rób sceny, wszyscy patrzą!” – syknęła przez zaciśnięte zęby przyszła teściowa, pani Halina, poprawiając mi welon. Jej palce były zimne i sztywne jak stal. Stałam w bocznej zakrystii kościoła św. Wojciecha w moim rodzinnym Olsztynie, a przez uchylone drzwi widziałam tłum gości i mojego narzeczonego, Pawła, który nerwowo przestępował z nogi na nogę. Serce waliło mi jak oszalałe.

„Martyna, nie możesz się teraz wycofać. To byłby wstyd dla całej rodziny!” – dodała Halina, patrząc na mnie z wyższością. W jej oczach widziałam nie troskę, lecz groźbę. Przez ostatnie miesiące czułam się jak lalka w teatrze tej rodziny: wszystko musiało być po ich myśli – od wyboru sukni po menu na weselu. Nawet lista gości była ich decyzją. Moja mama próbowała protestować, ale Halina zawsze miała ostatnie słowo.

Pamiętam pierwszy raz, gdy Paweł przedstawił mnie swoim rodzicom. Byłam wtedy pełna nadziei – zakochana po uszy, gotowa na wspólne życie. Ale już wtedy pani Halina zaczęła mnie „kształtować”: „Martynko, powinnaś zapuścić włosy, Paweł lubi długie”, „Nie noś tej czerwonej szminki, to nie wypada”, „Może rzuciłabyś tę pracę w agencji reklamowej? Dzieci są ważniejsze”. Paweł milczał. Zawsze milczał.

Z czasem zaczęłam się dusić. Każda moja decyzja była podważana: „Po co ci te studia podyplomowe? Paweł zarabia wystarczająco”, „Nie powinnaś jeździć sama na rowerze po mieście, to niebezpieczne”, „Zostaw te swoje koleżanki, one cię tylko psują”. Czułam się coraz bardziej samotna. Nawet moja przyjaciółka Ola mówiła: „Martyna, co się z tobą dzieje? Gdzie jest ta dziewczyna, która zawsze miała własne zdanie?”

W noc przed ślubem nie mogłam spać. Siedziałam na parapecie w swoim pokoju i patrzyłam na światła miasta. Mama weszła cicho i usiadła obok mnie. „Córeczko, jeśli nie jesteś pewna… jeszcze możesz się wycofać” – powiedziała cicho. „Ale co ludzie powiedzą?” – wyszeptałam. Mama tylko przytuliła mnie mocno.

W dniu ślubu wszystko działo się jak we śnie. Makijażystka, fryzjerka, fotograf – wszyscy krzątali się wokół mnie jak wokół manekina. Gdy stanęłam w zakrystii i zobaczyłam Pawła przez uchylone drzwi, poczułam nagle ogromny smutek. Czy naprawdę chcę spędzić życie z kimś, kto nigdy nie stanie po mojej stronie?

Nagle usłyszałam głos Haliny: „Martyna, popraw się! Nie możesz płakać, makijaż ci spłynie!”

Coś we mnie pękło.

– Nie mogę – wyszeptałam.

– Co takiego? – Halina spojrzała na mnie jak na wariatkę.

– Nie mogę tego zrobić – powtórzyłam głośniej. – Przepraszam.

Wybiegłam z zakrystii, mijając zdumionego Pawła i osłupiałych gości. Słyszałam za sobą krzyki: „Martyna! Martyna!” Biegłam przez plac kościelny w białej sukni, czując na sobie spojrzenia ludzi. Wsiadłam do taksówki i kazałam się zawieźć do mieszkania Oli.

Ola otworzyła mi drzwi w szlafroku. „Boże, Martyna… co się stało?”

Zaczęłam płakać jak dziecko. Przez godzinę nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Ola tylko siedziała obok i trzymała mnie za rękę.

Przez kolejne dni telefon nie przestawał dzwonić. Paweł przyszedł raz pod drzwi Oli – stał tam długo, ale nie miał odwagi wejść. Halina wydzwaniała do mojej mamy z pretensjami: „Jak mogłyście nam to zrobić?!”

Wszyscy mówili o skandalu. Sąsiadki szeptały za moimi plecami na klatce schodowej. Ale ja pierwszy raz od miesięcy poczułam ulgę.

Zaczęłam powoli wracać do siebie. Znowu spotykałam się z przyjaciółkami, wróciłam do pracy i zapisałam się na wymarzone studia podyplomowe z psychologii społecznej. Mama była przy mnie każdego dnia.

Paweł napisał mi list: „Nie rozumiem cię, Martyna. Przecież wszystko mieliśmy zaplanowane”. Odpisałam mu tylko: „Może właśnie to był problem”.

Minął rok. Czasem jeszcze spotykam Halinę w sklepie – odwraca wzrok albo rzuca mi lodowate spojrzenie. Ale ja już się nie boję.

Często myślę o tym dniu w kościele i zastanawiam się: ile kobiet żyje nie swoim życiem tylko dlatego, że boją się rozczarować innych? Czy naprawdę warto poświęcać siebie dla cudzych oczekiwań?

A Ty? Czy kiedykolwiek musiałaś wybrać między sobą a tym, czego chcą od Ciebie inni?