Urodziny, które Wszystko Zmieniły: Cena Marzenia Matki

– Mamo, czy ty naprawdę zamierzasz wydać wszystkie oszczędności na tę imprezę? – głos Tomka drżał od złości i niedowierzania. Stał w progu kuchni, zaciśnięte pięści wbijał w blat stołu.

Zamknęłam oczy. W mojej głowie kłębiły się wspomnienia – zapach świeżo pieczonego chleba z dzieciństwa, śmiech mojej mamy podczas rodzinnych świąt, ciepło dłoni ojca na moim ramieniu. Przez całe życie marzyłam o jednym: by choć raz poczuć się naprawdę ważna, otoczona bliskimi, świętująca nie tylko czyjeś sukcesy, ale i własne istnienie.

– Tomku, to moje pieniądze. Chcę je wydać na coś, co sprawi mi radość. Czy to naprawdę tak wiele? – odpowiedziałam cicho, choć serce waliło mi jak młotem.

Ania, moja synowa, weszła do kuchni z kubkiem kawy. Jej spojrzenie było chłodne jak poranny mróz.

– Myśleliśmy, że pomożesz nam przy kredycie na mieszkanie. Wiesz, jak ciężko teraz młodym… – zaczęła, ale przerwałam jej gestem.

– Wiem, Aniu. Ale przez całe życie pomagałam wam jak mogłam. Teraz chcę zrobić coś dla siebie.

Zapanowała cisza. Słyszałam tylko tykanie zegara i własny oddech. Tomek odwrócił się gwałtownie i wyszedł z kuchni, trzaskając drzwiami. Ania spojrzała na mnie z wyrzutem.

– Nie rozumiem cię – rzuciła przez ramię i poszła za mężem.

Zostałam sama. Przez chwilę miałam ochotę odwołać wszystko – zadzwonić do restauracji, do orkiestry, do znajomych. Ale potem przypomniałam sobie te wszystkie lata wyrzeczeń: odkładanie każdej złotówki na czarną godzinę, rezygnację z nowych butów, by Tomek miał podręczniki do szkoły, nocne dyżury w szpitalu, byle tylko starczyło na wszystko.

Mój siedemdziesiąty urodzinowy wieczór miał być inny. Chciałam tańczyć do białego rana, śmiać się z przyjaciółmi, zobaczyć na twarzach wnuków szczery uśmiech. Chciałam poczuć się żywa.

Przygotowania ruszyły pełną parą. Zamówiłam salę w starej willi pod Warszawą – tej samej, gdzie kiedyś bawiłam się na weselu mojej siostry. Wybrałam menu: barszcz czerwony z uszkami, pieczona kaczka z jabłkami, sernik według przepisu babci. Zaprosiłam wszystkich: rodzinę, sąsiadów z bloku, koleżanki z chóru parafialnego.

Tomek i Ania nie odzywali się przez dwa tygodnie. Każdego dnia czekałam na telefon, SMS-a, cokolwiek. W końcu zadzwoniła moja wnuczka Zosia.

– Babciu… mama mówi, że nie pójdziemy na twoje urodziny. Tata jest bardzo zły – jej głosik był cichy i niepewny.

Poczułam ukłucie w sercu.

– Kochanie, bardzo bym chciała cię zobaczyć. Ale rozumiem… Przekaż rodzicom, że ich kocham.

Po rozmowie długo płakałam. Łzy kapały na stare zdjęcia rozłożone na stole: Tomek jako niemowlę w beciku, Ania w białej sukni ślubnej, Zosia i Staś na rowerkach pod blokiem. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć matkę?

Nadszedł dzień urodzin. Willa lśniła światłem lampionów, stoły uginały się od jedzenia. Goście składali życzenia, śpiewali „Sto lat”, tańczyli walca i poloneza. Ale wśród śmiechu i muzyki czułam pustkę – brakowało mi najbliższych.

Podszedł do mnie Janek – sąsiad z piętra niżej.

– Pani Heleno, piękna uroczystość! Ale widzę smutek w pani oczach…

Uśmiechnęłam się blado.

– Dziękuję, panie Janku. Czasem nawet największa radość nie zagłuszy tęsknoty za rodziną.

Wróciłam do pustego mieszkania nad ranem. Zdjęłam szpilki i usiadłam na kanapie. W ciszy słyszałam echo własnych kroków i śmiech wnuków sprzed lat.

Następnego dnia zadzwoniła siostra.

– Heleno, nie przejmuj się Tomkiem. Dzieci czasem zapominają, ile matka dla nich zrobiła. Musisz myśleć też o sobie!

Ale jak myśleć o sobie, gdy serce pęka z tęsknoty?

Przez kolejne tygodnie próbowałam naprawić relacje. Pisałam SMS-y do Tomka: „Tęsknię za tobą”, „Chciałabym cię zobaczyć”. Odpowiedzi nie było.

Pewnego dnia spotkałam Anię pod sklepem.

– Dzień dobry – powiedziałam niepewnie.

Spojrzała na mnie chłodno.

– Dzień dobry.

– Aniu… czy możemy porozmawiać?

Wzruszyła ramionami.

– O czym? O tym, że wydałaś nasze dziedzictwo na jedną noc zabawy?

Zabolało mnie to słowo – „dziedzictwo”. Czy moje życie sprowadzało się tylko do pieniędzy?

– To były moje oszczędności… Chciałam tylko raz poczuć się szczęśliwa.

Ania spojrzała na mnie z pogardą.

– Może kiedyś to zrozumiesz – rzuciła i odeszła.

Wieczorem długo patrzyłam w okno na rozświetlone miasto. Przypomniały mi się słowa mamy: „Rodzina to największy skarb, ale czasem trzeba zawalczyć o siebie”.

Minęły miesiące. Zosia zaczęła pisać do mnie potajemnie przez internet. Przesyłała zdjęcia rysunków i opowiadała o szkole.

– Babciu, tęsknię za tobą – napisała pewnego wieczoru.

Odpisałam: „Ja też za tobą tęsknię”.

Czas leczy rany powoli. Z Tomkiem rozmawiam rzadko – krótko i rzeczowo. Wiem jednak jedno: gdybym miała wybierać jeszcze raz… Czy postąpiłabym inaczej? Czy warto było poświęcić rodzinny spokój dla jednego marzenia?

A może czasem trzeba zawalczyć o siebie – nawet jeśli cena jest wysoka?