Kiedy dziecko mówi, że już cię nie kocha: Historia matki z Krakowa

— Mamo, ja już cię nie kocham. Chcę mieszkać z tatą.

Te słowa rozdarły mnie na pół. Stałam w kuchni, trzymając w rękach kubek z herbatą, który nagle stał się cięższy niż kiedykolwiek. Kuba miał wtedy dziewięć lat. Jego duże, niebieskie oczy patrzyły na mnie z mieszaniną złości i żalu. W tle cicho grało radio, ale ja słyszałam tylko echo jego słów. Przez chwilę miałam wrażenie, że zaraz się przewrócę.

— Kuba, dlaczego tak mówisz? — zapytałam cicho, starając się nie rozpłakać.

— Bo u taty jest fajniej. On pozwala mi grać na komputerze ile chcę i nie krzyczy na mnie za bałagan. Ty tylko się denerwujesz i ciągle płaczesz — odpowiedział bez wahania.

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Ostatnie miesiące były dla nas obu trudne. Rozwód z Pawłem rozbił naszą rodzinę na kawałki. Przez lata myślałam, że dam radę wszystko posklejać, ale teraz widziałam, jak bardzo się myliłam.

Kuba był moim całym światem. Po rozwodzie zamieszkaliśmy w małym mieszkaniu na Ruczaju. Każdego ranka budziłam go do szkoły, robiłam mu kanapki z szynką i ogórkiem — jego ulubione. Wieczorami czytałam mu bajki, nawet kiedy mówił, że jest już za duży na takie rzeczy. Ale coraz częściej widziałam, jak zamyka się w sobie. Coraz częściej słyszałam od niego: „U taty jest lepiej”.

Paweł… Mój były mąż. Kiedyś wydawało mi się, że jesteśmy nierozłączni. Poznaliśmy się na studiach na AGH, zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia. Ale życie szybko zweryfikowało nasze marzenia. On coraz więcej pracował, ja coraz bardziej czułam się samotna. Kłóciliśmy się o wszystko: o pieniądze, o wychowanie Kuby, o to, kto ma wyrzucić śmieci. W końcu przestaliśmy ze sobą rozmawiać.

Rozwód był bolesny, ale myślałam, że dla Kuby będzie lepiej — bez ciągłych awantur. Sąd przyznał mi opiekę, Paweł miał prawo do widzeń co drugi weekend. Ale Kuba coraz częściej wracał od niego z błyszczącymi oczami i opowiadał o nowych grach komputerowych, wyjściach do kina i pizzy na śniadanie.

Zaczęłam czuć się jak ta zła matka — ta, która zabrania, wymaga i stawia granice. Paweł był tym fajnym rodzicem. Czułam narastającą frustrację i bezsilność.

Pewnego wieczoru podsłuchałam rozmowę Kuby przez telefon:

— Tato, a mogę u ciebie zostać na dłużej? U mamy jest nudno…

Serce mi pękło. Próbowałam z nim rozmawiać, tłumaczyć mu, że kocham go najbardziej na świecie i chcę dla niego jak najlepiej. Ale on był coraz bardziej zamknięty.

W pracy też nie było lepiej. Moja szefowa w banku zaczęła zwracać uwagę na moje spóźnienia i roztargnienie. Koleżanki pytały: „Co się dzieje?”. Nie miałam siły odpowiadać.

Któregoś dnia Paweł zadzwonił:

— Aniu, Kuba chce ze mną zamieszkać na stałe. Może powinniśmy to przemyśleć?

— Nie! — krzyknęłam przez łzy. — Nie zabierzesz mi syna!

— On jest nieszczęśliwy…

Rozłączyłam się bez słowa. Całą noc płakałam w poduszkę. Zastanawiałam się: gdzie popełniłam błąd? Czy byłam za surowa? Czy powinnam była pozwolić mu na więcej swobody?

Następnego dnia poszłam do psychologa dziecięcego. Opowiedziałam jej wszystko — o rozwodzie, o Pawle, o Kubie.

— Dzieci często wybierają tego rodzica, który daje im więcej luzu — powiedziała spokojnie pani Marta. — Ale to nie znaczy, że cię nie kocha. On po prostu szuka swojego miejsca w nowej rzeczywistości.

To mnie trochę uspokoiło, ale nie rozwiązało problemu.

Zaczęłam walczyć o Kubę inaczej. Zamiast kazać mu sprzątać pokój czy ograniczać komputer, zaczęłam z nim rozmawiać — naprawdę rozmawiać. Pytałam go o szkołę, o kolegów, o to, co czuje.

Pewnego wieczoru usiedliśmy razem na kanapie.

— Kuba… Wiem, że jest ci ciężko. Mi też jest ciężko. Ale bardzo cię kocham i chcę być przy tobie.

Spojrzał na mnie niepewnie.

— Mamo… Ja czasem się boję, że już nigdy nie będziemy razem jak dawniej.

Przytuliłam go mocno.

— Może nie będzie już tak samo jak kiedyś… Ale zawsze będziemy rodziną.

Nie wiem, co będzie dalej. Może Kuba naprawdę zdecyduje się zamieszkać z ojcem. Może kiedyś wróci do mnie z własnej woli. Na razie uczę się akceptować jego wybory i nie obwiniać siebie za wszystko.

Czasem patrzę w lustro i pytam samą siebie: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy matczyna miłość wystarczy, by naprawić pęknięte serce dziecka? A może czasem trzeba po prostu pozwolić mu odejść i wierzyć, że kiedyś wróci?