Kiedy Ola zdała maturę, uciekłam od męża – Wyznanie polskiej kobiety
– Mamo, czy na pewno chcesz to zrobić? – Ola ścisnęła moją dłoń tak mocno, że aż zabolało. Stałyśmy na peronie w Radomiu, a ja czułam, jak serce wali mi w piersi niczym młot. Wokół nas ludzie spieszyli się do swoich spraw, a ja miałam wrażenie, że cały świat zatrzymał się tylko dla nas. Jedna walizka, kilka zdjęć w kieszeni i ona – moja córka, która właśnie zdała maturę. To był dzień, w którym postanowiłam uciec od męża.
Przez lata żyłam jak cień. Marek był kiedyś innym człowiekiem – zakochałam się w nim na studiach w Lublinie. Był ambitny, miał plany, obiecywał mi niebo. Ale życie na wsi, brak pracy i codzienne rozczarowania sprawiły, że coraz częściej zaglądał do kieliszka. Początkowo to były tylko weekendy, potem już każdy wieczór. Z czasem przestałam liczyć butelki po piwie i wódce chowające się po kątach naszego domu.
Najgorsze były niedziele. Wtedy cała wieś wiedziała, co się dzieje u Kowalskich. Krzyki, trzaskanie drzwiami, płacz Oli zamkniętej w swoim pokoju. Sąsiadki patrzyły na mnie z litością, ale nikt nie zapytał, czy potrzebuję pomocy. W sklepie spożywczym pani Zosia szeptała coś do pani Haliny, kiedy tylko weszłam po chleb. Plotki rozchodziły się szybciej niż zapach świeżo upieczonego ciasta.
Próbowałam rozmawiać z Markiem. – Marek, proszę cię, pomyśl o Oli. Ona wszystko widzi – mówiłam cicho, żeby nie obudzić jego gniewu. On tylko machał ręką: – Przesadzasz, kobieto! Każdy czasem musi się napić! – a potem wychodził do garażu i znikał na kilka godzin.
Ola dorastała za szybko. Zamiast myśleć o pierwszych randkach czy wyjazdach z koleżankami, martwiła się o to, czy wrócę cała z pracy i czy tata znowu nie będzie krzyczał. Kiedyś usłyszałam, jak mówi przez telefon do przyjaciółki: – Chciałabym mieć normalny dom. Taki jak u ciebie.
Wiedziałam, że muszę coś zmienić. Ale bałam się. Bałam się samotności, opinii ludzi, tego, że nie dam sobie rady finansowo. Pracowałam jako sprzątaczka w szkole podstawowej – pensja ledwo starczała na rachunki i jedzenie. Marek coraz częściej znikał na całe noce, a kiedy wracał, był jeszcze bardziej agresywny.
Pewnego wieczoru Ola przyszła do mnie z łzami w oczach. – Mamo, ja już nie mogę tu mieszkać. Boję się taty. Boję się o ciebie. Proszę, zabierz mnie stąd.
To był moment przełomowy. Przez całą noc siedziałam przy oknie i patrzyłam na puste podwórko zalane światłem księżyca. Przypomniałam sobie własne dzieciństwo – ciepło domu rodziców w Puławach, zapach szarlotki i śmiech przy stole. Czy naprawdę tego chciałam dla swojej córki? Czy Ola miała dorastać w strachu?
Następnego dnia po maturze spakowałyśmy najpotrzebniejsze rzeczy do jednej walizki. Nie zabrałam nawet ślubnej sukni ani rodzinnych pamiątek – wszystko wydawało mi się ciężarem przeszłości. Napisałam Markowi krótką wiadomość: „Odchodzę. Nie szukaj nas.”
Na dworcu Ola trzymała mnie za rękę i patrzyła na mnie z nadzieją i lękiem jednocześnie. – Mamo… co teraz będzie?
– Teraz zaczynamy nowe życie – odpowiedziałam drżącym głosem.
Pojechałyśmy do Warszawy. Tam mieszkała moja kuzynka Ania – jedyna osoba z rodziny, która nie odwróciła się ode mnie po tym, jak wyszłam za Marka wbrew radom wszystkich. Przyjęła nas do swojego dwupokojowego mieszkania na Pradze. Spałyśmy razem na rozkładanej kanapie przez pierwsze tygodnie.
Nie było łatwo. Każdego dnia budziłam się z poczuciem winy i strachu: czy Marek nas znajdzie? Czy dam radę utrzymać siebie i Olę? Szukałam pracy wszędzie – sprzątałam klatki schodowe, myłam okna w biurowcach, pomagałam starszym sąsiadkom robić zakupy.
Ola zamknęła się w sobie. Przestała rozmawiać ze mną o swoich uczuciach. Czasem słyszałam jej cichy płacz w nocy. Bałam się, że ją straciłam – że przez moje decyzje odebrałam jej resztki dzieciństwa.
Pewnego dnia zadzwonił Marek. Długo patrzyłam na wyświetlacz telefonu zanim odebrałam.
– Wróćcie do domu! Co ty sobie myślisz?! Ola potrzebuje ojca! – krzyczał do słuchawki.
– Ola potrzebuje spokoju i bezpieczeństwa – odpowiedziałam spokojnie i rozłączyłam się.
Po tej rozmowie poczułam ulgę i strach jednocześnie. Wiedziałam już jednak, że nie mogę wrócić do tamtego życia.
Z czasem zaczęłyśmy z Olą odbudowywać nasze relacje. Chodziłyśmy razem na spacery po Saskiej Kępie, jadłyśmy lody nad Wisłą i rozmawiałyśmy o przyszłości. Ola dostała się na studia psychologiczne na UW – była dumna z siebie jak nigdy wcześniej.
Ja też powoli zaczynałam wierzyć w siebie. Znalazłam stałą pracę jako opiekunka osób starszych w domu pomocy społecznej. Poznałam tam ludzi z podobnymi historiami – kobiety po przejściach, które musiały zacząć wszystko od nowa.
Czasem wracam myślami do tamtego dnia na dworcu w Radomiu. Do tej jednej walizki i drżącej dłoni mojej córki.
Czy żałuję? Nie wiem… Może czasem tęsknię za tym, co było dobre przed laty. Ale wiem jedno: nie mogłam pozwolić, żeby Ola dorastała w strachu i upokorzeniu.
Czy można zacząć od nowa po czterdziestce? Czy ludzie naprawdę potrafią wybaczyć i zapomnieć? A może najważniejsze jest to, żeby wybaczyć samej sobie?