Sekret w ramce – dramat rodzinny Sofii Nowak
– Pani Nowak, czy może mi pani wyjaśnić, dlaczego ten dokument zniknął z mojego biurka? – głos mecenasa Tomasza Zielińskiego był lodowaty, a spojrzenie przeszywające. Stałam przed nim z dłońmi zaciśniętymi na folderze, czując, jak pot spływa mi po plecach. To był mój pierwszy dzień w prestiżowej kancelarii w centrum Warszawy, a już czułam, że grunt usuwa mi się spod nóg.
– Przepraszam, panie mecenasie, nie wiem, jak to się stało. Przysięgam, zostawiłam wszystko w porządku – odpowiedziałam, starając się, by mój głos nie drżał. W głowie miałam tylko jedno: nie mogę stracić tej pracy. Mama jest chora, a ja nie mam innego wyjścia.
Tomasz Zieliński patrzył na mnie przez chwilę, jakby próbował przeniknąć moje myśli. – Proszę się lepiej pilnować, pani Nowak. W tej kancelarii nie ma miejsca na błędy. – Skinął głową, dając mi znak, że mogę wyjść. Wyszłam z gabinetu na miękkich nogach, a serce waliło mi jak młotem.
Przechodząc przez korytarz, minęłam sekretariat, gdzie siedziała pani Barbara – starsza sekretarka, która znała wszystkie sekrety tej firmy. – Głowa do góry, Sofio – szepnęła, widząc moją minę. – On taki jest, ale jak się sprawdzisz, doceni cię. – Uśmiechnęła się ciepło, a ja poczułam, że choć trochę odzyskuję równowagę.
Po pracy wróciłam do naszego małego mieszkania na Pradze. Mama, jak zwykle, czekała na mnie z herbatą. – Jak było, córeczko? – zapytała, patrząc na mnie z troską. – Dobrze, mamo, tylko… – zawahałam się. – Tylko co? – Mama odłożyła filiżankę i spojrzała na mnie uważnie. – W gabinecie mecenasa… widziałam zdjęcie. Moje zdjęcie z dzieciństwa. To, na którym mam białą sukienkę i trzymam słonecznik. – Mama zbladła. Filiżanka wypadła jej z rąk i rozbiła się na podłodze.
– Skąd on ma to zdjęcie? – wyszeptała, a jej głos zadrżał. – Nie wiem, mamo. To dokładnie ta sama fotografia, którą trzymasz w swojej szkatułce. – Mama usiadła ciężko na krześle, a łzy napłynęły jej do oczu. – Muszę ci coś powiedzieć, Sofio. Coś, czego nigdy nie miałaś usłyszeć…
Usiadłam naprzeciwko niej, czując, jak świat wokół mnie zwalnia. – Twój ojciec… – zaczęła mama, a jej głos był cichy i łamliwy. – Twój ojciec to Tomasz Zieliński. – Przez chwilę nie mogłam oddychać. – Mój szef? – wyszeptałam. – Tak. Pracowałam u niego jako pomoc domowa, zanim się urodziłaś. Byliśmy… blisko. Ale on był już wtedy żonaty. Jego żona, Elżbieta, dowiedziała się o wszystkim. Zagroziła mi, że jeśli nie zniknę, zniszczy mnie i ciebie. Tomasz wybrał karierę i rodzinę. Dał mi pieniądze, kazał odejść. – Mama zaczęła płakać, a ja czułam, jak narasta we mnie gniew i żal.
– Dlaczego mi nie powiedziałaś? – spytałam, czując, jak łzy cisną mi się do oczu. – Bałam się, że go znienawidzisz. Bałam się, że cię stracę. – Mama ukryła twarz w dłoniach. – Przepraszam, Sofio. – Przez długi czas siedziałyśmy w milczeniu. W mojej głowie kłębiły się pytania: Czy Tomasz Zieliński wiedział o mnie? Czy naprawdę mnie porzucił?
Następnego dnia w kancelarii nie mogłam skupić się na pracy. Każde spojrzenie mecenasa wydawało mi się bardziej przenikliwe. W południe do biura weszła Elżbieta Zielińska – wysoka, elegancka kobieta o zimnych oczach. – To pani jest tą nową sekretarką? – zapytała, mierząc mnie wzrokiem. – Tak, dzień dobry – odpowiedziałam, starając się nie okazać strachu. – Mam nadzieję, że wie pani, jak ważna jest dyskrecja w tej firmie – powiedziała, a jej głos był lodowaty. – Oczywiście – odparłam, choć czułam, że coś wisi w powietrzu.
Po południu, gdy wszyscy wychodzili już do domu, Tomasz Zieliński poprosił mnie do gabinetu. – Proszę usiąść, pani Nowak – powiedział, wskazując krzesło. – Chciałem pani podziękować za wczorajszą pracę. Wiem, że nie było łatwo. – Spojrzał na mnie uważnie. – Czy wszystko w porządku? – Tak, panie mecenasie – skłamałam. – Czy mogę zapytać o to zdjęcie na pańskim biurku? – Tomasz zamarł. – To… to zdjęcie mojej córki. – powiedział cicho. – Córki, której nigdy nie poznałem. – Spojrzał na mnie z bólem w oczach. – Jej matka odeszła, zanim zdążyłem się dowiedzieć, że jest w ciąży. Próbowałem ją odnaleźć, ale… – urwał, a jego głos się załamał.
– A gdyby się okazało, że ta córka jest bliżej, niż pan myśli? – zapytałam, czując, jak serce wali mi w piersi. Tomasz spojrzał na mnie z niedowierzaniem. – Co pani ma na myśli? – wyszeptał. – Moja mama to Anna Nowak. Pracowała u państwa Zielińskich 26 lat temu. – Tomasz pobladł. – To niemożliwe… – szepnął. – Ale… – Wyjął z szuflady drugie zdjęcie – to samo, które miałam w domu. – To ty… – powiedział, a jego głos zadrżał.
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, patrząc na siebie. – Dlaczego twoja mama mi nie powiedziała? – spytał w końcu. – Bała się. Twojej żony, twojej rodziny, tego, że ją zniszczycie. – Tomasz ukrył twarz w dłoniach. – Elżbieta… ona była zdolna do wszystkiego. – Po chwili podniósł głowę. – Musimy porozmawiać. Chcę poznać prawdę. Chcę cię poznać, Sofio.
W kolejnych dniach atmosfera w kancelarii była napięta. Elżbieta coraz częściej pojawiała się w biurze, rozmawiała z pracownikami, zadawała pytania o mnie. Widziałam, jak Tomasz patrzy na mnie z mieszaniną dumy i żalu. Pewnego dnia, gdy wracałam z przerwy, usłyszałam rozmowę Elżbiety z Barbarą:
– Ta dziewczyna nie jest tu przypadkiem. Sprawdź ją. Chcę wiedzieć wszystko o niej i jej matce. – Barbara spojrzała na mnie z niepokojem, gdy mnie zauważyła. – Pani Elżbieto, proszę… – zaczęła, ale Elżbieta przerwała jej gestem.
Wieczorem w domu opowiedziałam mamie o wszystkim. – Musisz być ostrożna, Sofio – powiedziała mama. – Elżbieta nie cofnie się przed niczym. – Ale ja nie chcę już żyć w kłamstwie, mamo. Chcę, żeby prawda wyszła na jaw. – Mama przytuliła mnie mocno. – Cokolwiek się stanie, jestem z tobą.
Kilka dni później Tomasz zaprosił mnie na rozmowę poza biurem. Spotkaliśmy się w małej kawiarni na Powiślu. – Chcę zrobić test DNA – powiedział wprost. – Muszę mieć pewność, choć serce już mi podpowiada, że jesteś moją córką. – Zgodziłam się bez wahania. Wyniki przyszły po tygodniu. 99,9% zgodności. Tomasz płakał, gdy zobaczył wynik. – Przepraszam, Sofio. Przepraszam za wszystko. – Przytulił mnie, a ja poczułam, że po raz pierwszy w życiu mam ojca.
Ale Elżbieta nie zamierzała się poddać. Rozpętała w kancelarii prawdziwą burzę. Rozpuściła plotki, że jestem oszustką, że przyszłam po pieniądze. Próbowała przekupić Barbarę, by znalazła na mnie „haki”. W końcu zwołała zebranie wszystkich wspólników. – Ta dziewczyna i jej matka próbują zniszczyć naszą rodzinę! – krzyczała. – Tomasz, jeśli jej nie wyrzucisz, odejdę i zabiorę ze sobą wszystkich twoich klientów!
Tomasz wstał i spojrzał jej prosto w oczy. – Przez 26 lat żyłem w kłamstwie. Straciłem córkę, bo bałem się ciebie i twojej rodziny. Ale już się nie boję. Sofio zostaje. Jest moją córką i będę ją wspierał. – Elżbieta wybiegła z sali, trzaskając drzwiami.
Po tym wydarzeniu kancelaria podzieliła się na dwa obozy. Jedni wspierali Tomasza, inni bali się wpływów Elżbiety. Ja starałam się po prostu dobrze pracować, nie wdawać się w konflikty. Ale plotki nie ustawały. Pewnego dnia ktoś podrzucił do mojego biurka kopertę z pogróżkami. – Wynoś się, póki możesz. – Przestraszyłam się, ale nie zamierzałam się poddać.
W tym czasie mama trafiła do szpitala – jej stan się pogorszył. Tomasz odwiedzał ją codziennie, przynosił kwiaty, rozmawiał z lekarzami. – Chcę ci pomóc, Anno – mówił cicho. – Pozwól mi to naprawić. – Mama długo się opierała, ale w końcu zgodziła się na leczenie w prywatnej klinice, które opłacił Tomasz.
W kancelarii sytuacja się zaostrzała. Elżbieta zaczęła grozić pozwami, szantażowała wspólników. W końcu Tomasz podjął decyzję: – Składam pozew o rozwód. Mam dość życia w kłamstwie i strachu. – Elżbieta wpadła w furię. – Zniszczę cię! – krzyczała. – Zniszczę was obie!
Wtedy wydarzyło się coś niespodziewanego. Barbara, która przez lata była lojalna wobec Elżbiety, przyszła do mnie z teczką dokumentów. – Sofio, musisz to zobaczyć. To dowody na to, że Elżbieta przez lata szantażowała twoją mamę, przechwytywała listy, groziła jej. – Przekazałam wszystko Tomaszowi. – To koniec – powiedział, patrząc na mnie z ulgą. – Teraz prawda wyjdzie na jaw.
Sprawa rozwodowa była głośna – media rozpisywały się o skandalu w jednej z największych kancelarii w Warszawie. Tomasz oficjalnie uznał mnie za córkę, przekazał mi część udziałów w firmie. Elżbieta została odsunięta od wszelkich spraw, a jej wpływy stopniowo malały.
Mama wracała do zdrowia, a ja po raz pierwszy poczułam, że mam rodzinę. Tomasz starał się nadrobić stracony czas – zabierał mnie na spacery, opowiadał o swoim życiu, pytał o moje marzenia. – Przepraszam, że nie było mnie, kiedy najbardziej mnie potrzebowałaś – mówił często. – Ale teraz chcę być przy tobie, jeśli mi pozwolisz.
W kancelarii powoli wracał spokój. Wspólnicy zaczęli doceniać moją pracę, a ja zyskałam szacunek dzięki determinacji i uczciwości. Z Barbarą zaprzyjaźniłyśmy się na dobre. – Jesteś silniejsza, niż myślisz, Sofio – mówiła. – I masz dobre serce. To najważniejsze.
Pewnego wieczoru, siedząc z mamą i Tomaszem przy kolacji, poczułam, że mimo wszystkich trudności, jestem szczęśliwa. – Myślisz, że można wybaczyć 26 lat nieobecności? – zapytałam cicho. – Czy rodzina to coś, co można zbudować od nowa, nawet jeśli wszystko zaczęło się od kłamstwa?
A wy? Czy potrafilibyście wybaczyć taką przeszłość? Czy rodzina to więzy krwi, czy coś, co budujemy każdego dnia od nowa?