Wyprowadziłam się od męża i syna, bo nie umiałam już żyć z teściową. Dopiero wtedy usłyszeli, co mówiła mi przez lata
— Wyjdziesz teraz, to nie masz po co wracać — powiedziała teściowa, kiedy próbowałam dopiąć torbę.
Marek stał przy lodówce. Nasz piętnastoletni syn, Kuba, siedział z widelcem nad talerzem. Czekałam, aż mąż powie cokolwiek. Że przesadza. Że nie jestem tu gościem.
— Anka, nie rób scen przy dziecku — usłyszałam.
Wtedy puściłam zamek. Wcisnęłam wystający rękaw do środka, założyłam buty i wyszłam. Bez kurtki, chociaż był listopad.
Zaczęło się od kotletów. Wróciłam ze zmiany w drogerii, odgrzałam obiad, a pani Halina oznajmiła, że znowu podałam synowi podeszwę.
— Gdybyś mniej siedziała w telefonie, może umiałabyś zadbać o rodzinę.
W telefonie sprawdzałam grafik. Chciałam zamienić sobotę, żeby pójść na mecz Kuby.
— Mamo, daj jej zjeść — mruknął Marek.
— Ja tylko mówię. Ktoś musi, bo ty się własnej żony boisz.
Potem powiedziała Kubie, żeby uważał, jaką kobietę sobie kiedyś wybierze. Przy mnie. Jakbym była meblem, i to takim niepotrzebnym.
Mieszkaliśmy u niej jedenaście lat. Miało być na chwilę, dopóki nie odłożymy na wkład własny. Potem mąż stracił pracę, Kuba potrzebował aparatu, zdrożały mieszkania. Nasze oszczędności ciągle na coś szły.
Płaciliśmy czynsz, rachunki i większość zakupów. Mimo to słyszałam: „Pod moim dachem”. Gdy kupiłam inne zasłony. Gdy zamknęłam drzwi do sypialni. Gdy ośmieliłam się odpocząć w niedzielę.
Najgorsze nie były nawet jej uwagi. Najgorsze było wieczorne: „Wiesz, jaka ona jest”, wypowiadane przez Marka, kiedy leżeliśmy już po ciemku.
Wiedziałam. Tylko dlaczego to zawsze ja miałam wytrzymać?
Kawalerkę znalazłam dwa tygodnie wcześniej. Dwadzieścia trzy metry, rozkładana kanapa, lodówka bucząca całą noc. Po opłatach zostawało mi niewiele ponad tysiąc złotych. Kaucję zapłaciłam z pieniędzy odkładanych na naprawę zęba.
Nikomu nie powiedziałam. Bałam się, że znowu dam się przekonać.
Tamtego wieczoru zadzwoniłam do Kuby z przystanku.
— Nie wyprowadzam się od ciebie. Słyszysz? Jutro przyjdę pod szkołę.
Milczał tak długo, że sprawdziłam, czy nie zerwało połączenia.
— Ale mnie zostawiłaś.
Usiadłam na mokrej ławce. Nie miałam odpowiedzi, która by go nie zraniła.
Następnego dnia nie chciał ze mną rozmawiać. Wziął tylko torbę z drugim śniadaniem.
— Babcia mówi, że znalazłaś sobie kogoś.
Aż zabrakło mi powietrza.
Pokazałam mu zdjęcie kawalerki. Czajnik na podłodze, bo brakowało przedłużacza. Moje rzeczy w reklamówkach.
— Nie ma nikogo. Jestem sama i też się boję.
Spojrzał na mnie pierwszy raz od poprzedniego wieczoru.
Marek zadzwonił po trzech dniach. Zapytał, gdzie trzymam dokumenty ze szkoły i kiedy trzeba zapłacić za obiady. Potem dodał, że jego matka ma skoki ciśnienia przeze mnie.
— Umów ją do lekarza — powiedziałam. — Ja nie jestem lekarstwem.
Ręce mi drżały, kiedy się rozłączyłam.
Przez kolejne tygodnie odbierałam Kubę po treningach. Jedliśmy u mnie jajecznicę, odrabiał lekcje przy składanym stoliku. Na początku patrzył na zegarek. Później zostawiał bluzę na oparciu krzesła.
Pewnego czwartku zapytał, czy może zostać na noc.
— Babcia powiedziała, że zachowuję się jak ty. Bo nie chciałem dokładki.
Nie poczułam satysfakcji. Zrobiło mi się niedobrze, że dopiero teraz zaczął rozpoznawać te zdania.
Marek przyszedł w sobotę. Miał pod pachą poduszkę Kuby. Usiadł na brzegu kanapy i długo obracał obrączkę.
— Powiedziałem mamie, żeby nie mieszała go w nasze sprawy. Odpowiedziała, że nastawiasz mnie przeciwko niej.
— I co zrobiłeś?
— Wyszedłem z kuchni.
Pokiwałam głową. Znałam to wychodzenie. Tyle że wcześniej zostawiał w niej mnie.
Pierwszy raz nie zaczął jej tłumaczyć.
Nie wróciłam po tej rozmowie. Poszliśmy na konsultację małżeńską, potem na kolejną. Marek chciał ustalić zasady i zostać u matki. Ja już nie umiałam tam spokojnie zasnąć.
Dwa miesiące później wynajęliśmy dwa pokoje. Bez oszczędności, z używanym stołem i ratą za pralkę. Kuba sam wybrał zasłony do swojego pokoju.
Pani Halina odmówiła odwiedzin. Powiedziała, że rozbiłam rodzinę. Kiedy zadzwoniła z tym do Kuby, Marek wziął telefon.
— Możesz być na nas zła, mamo. Ale jego w to nie wciągaj. Jeśli zaczniesz obrażać Ankę, skończymy rozmowę.
Skończył ją minutę później.
Nadal chodzimy na konsultacje. Ja czasem reaguję złością na zwykłe pytanie, on czasem mówi, żebym odpuściła. Uczymy się zatrzymywać, zanim wrócimy do starego.
Najbardziej żałuję, że Kuba musiał zobaczyć mnie z torbą, żebyśmy zaczęli mówić prawdę.
Czy mogłam odejść inaczej? Pewnie tak. Tylko czy naprawdę powinnam była zostać?