Zamknięte drzwi i mokry pysk: jak pies wyciągnął mnie spod wojskowego rygoru teściowej
W mieszkaniu teściowej żyłam jak na musztrze: minuta spóźnienia oznaczała głód, brak prysznica i upokorzenie. Pojawienie się psa, którego nikt nie chciał, zmusiło mnie do odpowiedzialności i do decyzji, których nie dało się cofnąć. Opowiadam, jak ten kundel przeorał moje relacje, moje zdrowie psychiczne i to, gdzie dziś naprawdę mieszkam.