W noc, gdy rodziłam Zosię, a potem żegnałam Pawła, pies zmusił mnie, żebym nie zniknęła
Wszystko zaczęło się od psa, który w środku zimnej nocy wpadł na moje osiedle i wciągnął mnie w sytuację, gdzie krew i strach mieszały się z zapachem mokrego betonu.Nie chciałam już żyć po śmierci męża, ale ten kundel wymusił na mnie decyzje, których nie dało się cofnąć: przeprowadzkę, terapię i pojednanie z teściową.To historia o tym, jak w polskiej codzienności, między NFZ, blokowiskiem i rachunkami za weterynarza, pies stał się moją odpowiedzialnością i ostatnią liną ratunku.