Wepchnęłam psa do mieszkania, gdy na klatce pachniało mokrym betonem i krwią, a za drzwiami już dudniła policja
Wciągnęłam do mieszkania obcego psa z rozciętą łapą, kiedy na klatce schodowej ktoś krzyczał, że zaraz przyjedzie policja. Jeszcze tego samego dnia zrozumiałam, że to nie ja go uratowałam — to on popchnął mnie do decyzji, których nie da się cofnąć. Opowiadam, jak w środku wypalenia zawodowego i wstydu o własną słabość jeden kundel rozbił mój stary porządek i złożył mnie na nowo.