Pod krakowskim niebem: uciekłam po jednym wyznaniu, a pies zatrzymał mnie przy życiu
Piszę to, bo do dziś czuję w palcach szorstką sierść i wilgoć krwi na dłoni. Po rozwodzie byłam jak puste mieszkanie w bloku: niby stoję, a w środku echo. I dopiero obcy pies, którego wzięłam „na chwilę”, zmusił mnie do decyzji, których nie da się cofnąć.