Moja mała Zosia w markowej sukience: Czy naprawdę jestem złą matką?
– Mamo, dlaczego pani Kowalska powiedziała, że wyglądam jak lalka? – zapytała Zosia, patrząc na mnie wielkimi oczami spod rzęs. Stałyśmy właśnie na środku rynku w naszej wsi, a ja czułam na sobie spojrzenia sąsiadek. Zosia miała na sobie nową sukienkę – tę, którą zamówiłam przez internet, markową, z metką, o jakiej sama mogłam tylko marzyć w dzieciństwie.
– Kochanie, bo jesteś piękna – odpowiedziałam, próbując się uśmiechnąć, choć w środku czułam narastający niepokój. Wiedziałam, że to nie był komplement. Wiedziałam też, że odkąd Zosia pojawiła się w tej sukience na szkolnej akademii, coś się zmieniło.
Wróciłyśmy do domu, a ja niemal od razu usłyszałam głos mojej mamy z kuchni:
– Po co jej taka droga kiecka? Przecież dzieci tu biegają w dresach i są szczęśliwe. Ty zawsze musisz być inna.
Zacisnęłam zęby. To nie pierwszy raz słyszałam podobne słowa. Odkąd wróciłam do rodzinnej wsi po rozwodzie z Marcinem i zamieszkałam z mamą, wszystko było pod lupą. Każdy mój ruch komentowany przez rodzinę i sąsiadów. Ale przecież chciałam tylko, żeby Zosia miała lepiej niż ja.
Pamiętam swoje dzieciństwo – stare ubrania po kuzynkach, wieczne porównania do innych dzieci. Obiecałam sobie wtedy, że moja córka nigdy nie poczuje się gorsza. Dlatego odkładałam pieniądze z pracy w sklepie spożywczym, rezygnowałam z własnych przyjemności, by raz na jakiś czas kupić jej coś wyjątkowego.
Ale teraz zaczęłam się zastanawiać – czy naprawdę robię to dla niej? Czy może próbuję uleczyć własne kompleksy?
Wieczorem usiadłam przy stole z mamą. Zosia już spała.
– Mamo, czy naprawdę przesadzam? – zapytałam cicho.
Mama spojrzała na mnie surowo:
– Dziecko, ty zawsze chciałaś być inna. Ale tu ludzie patrzą na takie rzeczy. Zosia już słyszy od dzieci głupie komentarze. Nie chcesz jej tego oszczędzić?
Poczułam łzy pod powiekami. Przecież nie chciałam jej zaszkodzić.
Następnego dnia w sklepie podeszła do mnie pani Basia:
– Pani Aniu, niech się pani nie gniewa, ale dzieci to dzieci. Po co im te markowe rzeczy? Potem inne matki mają żal do swoich dzieci, że też chcą takie sukienki.
Uśmiechnęłam się blado i uciekłam wzrokiem. W domu czekała mnie kolejna rozmowa – tym razem z Zosią.
– Mamo, czy mogę jutro założyć dżinsy jak Ola? – zapytała nieśmiało.
Zaskoczyło mnie to pytanie.
– Oczywiście, kochanie. Możesz nosić co chcesz.
Przez chwilę patrzyła na mnie poważnie:
– Nie chcę już tej sukienki. Dziewczyny mówią, że jestem dziwna.
Serce mi pękło. Próbowałam ją przytulić, ale odsunęła się lekko.
– Mamo, dlaczego nie możemy być jak inne?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Przez całą noc przewracałam się z boku na bok. W głowie miałam słowa mamy i sąsiadek, ale przede wszystkim smutne oczy Zosi.
Kilka dni później przyszła do mnie Ola – koleżanka Zosi z klasy – razem z mamą.
– Pani Aniu – zaczęła niepewnie pani Marta – dziewczyny trochę się pokłóciły przez tę sukienkę. Moja Ola też teraz chce taką samą. Ale wie pani… my nie mamy na to pieniędzy.
Poczułam się winna. Chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle.
Wieczorem usiadłyśmy z Zosią na łóżku.
– Kochanie, przepraszam cię. Chciałam ci dać wszystko, czego sama nie miałam. Ale chyba zapomniałam zapytać, czego ty naprawdę chcesz.
Zosia wtuliła się we mnie:
– Chcę tylko być z tobą i żebyśmy były szczęśliwe.
Przez kolejne dni próbowałam naprawić sytuację – rozmawiałam z innymi mamami, tłumaczyłam Zosi, że ubrania nie są najważniejsze. Ale plotki już poszły w świat. W sklepie czułam na sobie spojrzenia, a mama coraz częściej wzdychała ciężko nad herbatą.
Zaczęłam się zastanawiać: czy naprawdę jestem złą matką? Czy miłość do dziecka może być przesadna? Gdzie kończy się troska, a zaczyna szkodzenie?
Czasem patrzę na śpiącą Zosię i pytam siebie: czy lepiej dać dziecku wszystko – czy nauczyć je żyć wśród ludzi? Czy można kochać za bardzo?
A wy… co o tym myślicie? Czy naprawdę przesadziłam?