Moje dzieci chcą mnie oddać do domu opieki i sprzedać moje mieszkanie – czy naprawdę jestem już tylko ciężarem?
– Mamo, musimy poważnie porozmawiać – powiedziała Agnieszka, moja córka, zerkając na mnie znad filiżanki herbaty. Jej głos był napięty, a oczy unikały mojego spojrzenia. Siedziałam przy kuchennym stole, tym samym, przy którym przez trzydzieści lat podawałam dzieciom śniadania i lepiłam z wnukami pierogi. Teraz czułam się jak intruz we własnym domu.
– O czym chcesz rozmawiać? – zapytałam, choć przeczuwałam, co usłyszę. Ostatnio coraz częściej łapałam się na tym, że dzieci rozmawiają ze sobą szeptem, gdy myślą, że nie słyszę. Wnuki też jakby rzadziej wpadały po szkole na herbatniki i kakao.
Agnieszka spojrzała na swojego brata, Pawła. On tylko wzruszył ramionami i odwrócił wzrok w stronę okna. – Mamo, martwimy się o ciebie. Jesteś sama. Ostatnio upadłaś w łazience, a przecież mogło się to skończyć dużo gorzej. My nie możemy być tu cały czas…
– Ale ja sobie radzę! – przerwałam jej z rozpaczą w głosie. – To był tylko jeden upadek! Każdemu się zdarza.
– Mamo, to nie jest takie proste – odezwał się Paweł. – Zastanawialiśmy się z Agnieszką… Może powinnaś zamieszkać w domu opieki? Tam będziesz miała opiekę, towarzystwo…
Poczułam, jakby ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody. Dom opieki? Ja? Przecież jeszcze niedawno to ja opiekowałam się nimi! To ja dbałam o to, żeby mieli co jeść, żeby byli zdrowi, żeby czuli się kochani. A teraz chcą mnie oddać obcym ludziom?
– Nie chcę tam iść – wyszeptałam. – Tu jest mój dom. Tu są moje wspomnienia, zdjęcia, książki… Tu przychodzą wnuki!
Agnieszka westchnęła ciężko. – Mamo, my też mamy swoje życie. Praca, dzieci… Nie możemy być u ciebie codziennie. A ty coraz częściej zapominasz o lekach, o zakupach…
Zacisnęłam pięści pod stołem. Tak, czasem coś mi umknie. Ale czy to powód, żeby mnie wyrywać z mojego świata?
Następnego dnia przyszła do mnie Zosia, moja wnuczka. Miała dwanaście lat i zawsze była moim oczkiem w głowie.
– Babciu, mama mówiła, że będziesz mieszkać gdzie indziej? – zapytała cicho.
Poczułam łzy napływające do oczu. – Chyba tak chcą…
Zosia objęła mnie mocno. – Nie chcę, żebyś odchodziła! Kto będzie ze mną piekł szarlotkę?
Przytuliłam ją mocno i poczułam, jak serce mi pęka. Czy naprawdę jestem już tylko ciężarem?
Kolejne dni były jak koszmar. Agnieszka i Paweł przychodzili coraz rzadziej. Zamiast rozmów były krótkie wizyty i wymiana informacji o domach opieki. Pewnego dnia przynieśli mi ulotki.
– Zobacz, mamo, ten dom jest blisko nas. Mają tam ogród i zajęcia dla seniorów – mówiła Agnieszka z wymuszoną radością.
– A co z moim mieszkaniem? – zapytałam nagle.
Paweł spojrzał na siostrę. – No… Myśleliśmy, że je sprzedamy. Pieniądze przydadzą się na twoją opiekę.
Poczułam się zdradzona. To nie chodziło tylko o moją wygodę czy bezpieczeństwo. Chodziło o pieniądze.
W nocy nie mogłam spać. Wpatrywałam się w sufit i myślałam o tym, jak bardzo wszystko się zmieniło. Kiedyś byliśmy rodziną – razem na święta, razem na wakacje nad morzem… Teraz jestem sama w czterech ścianach pełnych wspomnień.
Próbowałam rozmawiać z sąsiadką, panią Haliną.
– Wiesz co, Marysiu – powiedziała współczująco – moje dzieci też próbowały mnie namówić na dom opieki. Ale postawiłam się! Powiedziałam im: póki mogę chodzić i myśleć samodzielnie, nigdzie się nie ruszam!
Zazdrościłam jej tej siły. Ja czułam się coraz słabsza.
W końcu przyszedł dzień decyzji. Dzieci przyszły razem.
– Mamo – zaczęła Agnieszka – podpisz proszę te dokumenty dotyczące sprzedaży mieszkania.
Spojrzałam na nią i Pawła. W ich oczach widziałam zmęczenie i zniecierpliwienie.
– Nie podpiszę – powiedziałam cicho, ale stanowczo. – To jest mój dom i nie pozwolę wam go sprzedać.
Paweł zacisnął usta. – Mamo, nie rób sceny…
– To wy robicie scenę! – krzyknęłam nagle przez łzy. – Czy naprawdę tak łatwo można wyrzucić matkę z jej życia?
Agnieszka spuściła głowę. Przez chwilę milczeliśmy wszyscy.
Wyszli bez słowa.
Od tamtej pory minęły dwa tygodnie. Dzieci prawie się nie odzywają. Wnuki piszą do mnie SMS-y po kryjomu przed rodzicami.
Czuję się samotna jak nigdy dotąd. Ale wiem jedno: nie pozwolę odebrać sobie resztek godności i wspomnień.
Czy naprawdę starość musi oznaczać samotność i walkę o własny dom? Czy dzieci mają prawo decydować za rodziców tylko dlatego, że są młodsi i silniejsi?