„Nigdy nie zdążyłam powiedzieć mamie, że jestem w ciąży” – historia o rodzinnych tajemnicach i podziale oszczędności
— Nie rozumiesz, Marto! Zawsze byłaś tą lepszą, tą, którą mama stawiała za wzór! — krzyczał Bartek, mój brat, a jego głos odbijał się echem od ścian naszego starego domu w Zawadach.
Stałam na środku kuchni, ściskając w dłoni list, który mama zostawiła na stole. Jeszcze czułam jej perfumy unoszące się w powietrzu, choć od jej wyjścia minęło już kilka godzin. List był krótki, napisany jej drobnym, starannym pismem: „Podzielę wszystko po równo. Kocham Was tak samo.”
Ale to nie pieniądze były problemem. To nie o nie chodziło w tej kłótni. W mojej głowie szumiały słowa, których nigdy nie wypowiedziałam. Słowa, które miały zmienić wszystko.
— Bartek, przestań! — powiedziałam cicho, ale stanowczo. — To nie jest takie proste.
Spojrzał na mnie z wyrzutem. Jego oczy były czerwone od płaczu i zmęczenia. Od śmierci taty minęły dwa miesiące, a my wciąż nie potrafiliśmy się pozbierać. Tata był naszym opoką, człowiekiem, który potrafił rozładować każdą napiętą sytuację jednym żartem. Teraz zostaliśmy sami z mamą i jej oszczędnościami, które przez całe życie odkładała na „czarną godzinę”.
Bartek miał rację — zawsze byłam tą „grzeczną córką”. Skończyłam liceum z wyróżnieniem, dostałam się na studia do Warszawy. On został w Zawadach, pomagał tacie w warsztacie samochodowym i marzył o własnej firmie. Po śmierci taty wszystko się posypało: warsztat zamknięty, długi do spłacenia, a mama coraz bardziej zamknięta w sobie.
Wróciłam do domu kilka dni po pogrzebie. Chciałam być blisko mamy, pomóc jej przejść przez żałobę. Ale ona była jak cień samej siebie — milcząca, zamyślona, często płacząca nocami. Próbowałam z nią rozmawiać:
— Mamo, może pojedziemy gdzieś razem? Nad jezioro? Do cioci Zosi?
— Nie teraz, Martusiu. Muszę wszystko uporządkować…
Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że sama noszę w sobie nowe życie. O ciąży dowiedziałam się przypadkiem — spóźniający się okres, zmęczenie, mdłości. Kiedy lekarz potwierdził moje przypuszczenia, poczułam jednocześnie radość i przerażenie.
Chciałam powiedzieć mamie od razu. Ale zawsze coś stawało na przeszkodzie: jej smutek, moje wątpliwości, strach przed reakcją Bartka i… przed tym, że mama uzna mnie za kolejną osobę, która ją zawiodła.
Pewnego wieczoru usiedliśmy wszyscy przy stole. Mama długo milczała, patrząc na nas z troską.
— Dzieci… — zaczęła cicho. — Chciałam Wam powiedzieć… Postanowiłam podzielić swoje oszczędności między Was po równo. Wiem, że nie jest tego dużo, ale chcę być sprawiedliwa.
Bartek od razu się zagotował:
— Po równo? Przecież ja zostałem tutaj! Pomagałem tacie! Ty wyjechałaś do Warszawy i nawet nie było Cię przy pogrzebie!
Zacisnęłam pięści pod stołem.
— Bartek, przestań! To nie jest sprawiedliwe…
Mama spojrzała na mnie z bólem w oczach.
— Proszę Was… Nie chcę kłótni. Tato by tego nie chciał.
Wyszłam wtedy z domu bez słowa. Poszłam nad rzekę i płakałam długo — z bezsilności, z żalu za tatą i ze strachu przed przyszłością. W brzuchu czułam delikatne mrowienie. „Muszę jej powiedzieć”, powtarzałam sobie w myślach.
Ale nie zdążyłam.
Mama zachorowała nagle — udar. Trafiła do szpitala w Olsztynie. Przez kilka dni walczyła o życie. Siedziałam przy jej łóżku, trzymając ją za rękę i szeptałam:
— Mamo… muszę Ci coś powiedzieć…
Ale ona już mnie nie słyszała.
Bartek był wtedy inny — cichy, przygaszony. Raz tylko powiedział:
— Przepraszam za tamto… Za wszystko.
Nie odpowiedziałam. Nie umiałam.
Po pogrzebie zostały nam tylko papiery do podpisania i podział majątku. Siedzieliśmy z Bartkiem przy kuchennym stole — tym samym, przy którym tyle razy jedliśmy wspólne obiady.
— Marto… — zaczął niepewnie Bartek. — Może jednak Ty weźmiesz więcej? Masz dziecko…
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
— Nie chcę pieniędzy… Chciałabym tylko jeszcze raz usiąść z mamą przy stole i powiedzieć jej wszystko.
Bartek objął mnie ramieniem pierwszy raz od lat.
— Może jeszcze kiedyś nam wybaczy…
Dziś siedzę w tym samym domu z własnym dzieckiem na rękach i pytam siebie: ile słów zostało niewypowiedzianych? Czy można naprawić to, co przemilczane? Co byście zrobili na moim miejscu?