Przybrane Siostry: Historia o Zazdrości, Stracie i Przebaczeniu
Wszystko zaczęło się w dzień pogrzebu mojego ojca. Stałam przy trumnie, ściskając w dłoni białą różę, kiedy nagle usłyszałam za sobą cichy szept: „Przepraszam, czy mogę…?” Odwróciłam się gwałtownie. Przede mną stała dziewczyna o ciemnych włosach i oczach tak podobnych do moich, że aż mnie zmroziło. Miała na sobie tanią kurtkę z lumpeksu i wyglądała na kogoś, kto nie pasuje do naszej rodziny.
– Kim jesteś? – zapytałam ostro, nie kryjąc niechęci.
– Jestem Lena… twoja siostra – odpowiedziała cicho.
Wtedy wszystko runęło. Mama spojrzała na mnie z przerażeniem, a ciotka zaczęła szeptać coś do babci. Wszyscy patrzyli na mnie, jakbym to ja była winna tej sytuacji. Lena stała nieruchomo, trzymając w ręku mały bukiet polnych kwiatów.
Nie pamiętam reszty ceremonii. W głowie miałam tylko jedno: ojciec miał drugą rodzinę. Przez całe życie czułam się niewystarczająca, a teraz okazało się, że miałam rację – byłam dla niego tylko połową życia.
Po pogrzebie mama zamknęła się w sypialni i nie wychodziła przez dwa dni. Ja chodziłam po mieszkaniu jak cień. W końcu zebrałam się na odwagę i napisałam do Leny na Facebooku. „Spotkajmy się. Muszę wiedzieć.”
Umówiłyśmy się w małej kawiarni na Pradze. Lena przyszła punktualnie, ubrana skromnie, ale schludnie. Zamówiła herbatę z cytryną i patrzyła na mnie z nieśmiałością.
– Jak długo o mnie wiedziałaś? – zapytałam bez ogródek.
– Od zawsze… Mama mi powiedziała, że mam siostrę w Warszawie. Tata przyjeżdżał do nas raz w miesiącu. Zawsze mówił, że musi wracać do pracy…
Zacisnęłam pięści pod stołem. – A ja myślałam, że pracuje po godzinach, żebyśmy miały lepsze życie.
Lena spuściła wzrok. – Przepraszam. Nie chciałam cię skrzywdzić.
– To nie ty mnie skrzywdziłaś – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
Przez kolejne tygodnie próbowałam żyć normalnie. Mama wróciła do pracy w szkole, ale była jakby nieobecna. W domu panowała cisza, której nie dało się przeciąć nawet głośną muzyką z mojego pokoju.
Pewnego dnia Lena napisała mi wiadomość: „Potrzebuję twojej pomocy. Mama jest chora.” Nie chciałam jechać do Radomia, ale coś mnie tknęło. Pojechałam.
Ich mieszkanie było skromne, ale czyste. Matka Leny leżała w łóżku, blada i słaba. Lena opiekowała się nią sama.
– Nie mam nikogo poza tobą – powiedziała Lena, kiedy siedziałyśmy wieczorem przy kuchennym stole.
– Masz mnie? – zapytałam z niedowierzaniem.
– Jesteś moją siostrą – odpowiedziała stanowczo.
Wróciłam do Warszawy z mętlikiem w głowie. Z jednej strony czułam gniew na ojca i żal do matki Leny, z drugiej – współczucie dla dziewczyny, która nigdy nie miała normalnej rodziny.
W domu czekała na mnie mama z walizką przy drzwiach.
– Wyjeżdżam do cioci na wieś. Muszę odpocząć od tego wszystkiego – powiedziała bez emocji.
Zostałam sama w pustym mieszkaniu. Przez kilka dni nie odbierałam telefonów od Leny ani mamy. Chodziłam do pracy jak automat, wracałam i patrzyłam w sufit.
Aż pewnego wieczoru zadzwonił domofon.
– To ja, Lena. Proszę, otwórz.
Wpuściłam ją niechętnie. Była zapłakana.
– Mama umarła – wyszeptała i osunęła się na podłogę.
Nie wiedziałam, co robić. Przytuliłam ją niezgrabnie i pozwoliłam jej wypłakać się na moim ramieniu.
Od tego dnia Lena została u mnie na kilka tygodni. Pomagałam jej załatwiać formalności po śmierci matki, szukałyśmy dla niej pracy w Warszawie. Mama wróciła po miesiącu i była wściekła, że Lena mieszka ze mną.
– To nie jest twoja rodzina! – krzyczała pewnego wieczoru.
– A kto jest moją rodziną? Ty? Ojciec? Może babcia, która udaje, że nic się nie stało?
Mama płakała całą noc. Ja też płakałam, ale po cichu.
Lena znalazła pracę jako kelnerka i wynajęła pokój na Ochocie. Spotykałyśmy się coraz rzadziej, ale za każdym razem czułam się przy niej spokojniejsza niż przy własnej matce.
Minęły dwa lata. Mama zachorowała na raka piersi. Lena była pierwszą osobą, która przyszła do szpitala z kwiatami i domowym rosołem.
– Dlaczego to robisz? – zapytałam ją kiedyś w szpitalnej kuchni.
– Bo jesteś moją siostrą – odpowiedziała po prostu.
Mama umarła wiosną. Na pogrzebie stałyśmy z Leną obok siebie, trzymając się za ręce. Babcia nie odezwała się do nas ani słowem.
Dziś mija pięć lat od tamtego dnia na cmentarzu. Lena jest moją jedyną rodziną. Czasem zastanawiam się, czy gdyby nie ona, miałabym odwagę wybaczyć ojcu i mamie wszystko to, co mi zrobili?
Czy rodzina to tylko krew? A może to wybór – kogo wpuszczamy do swojego serca?
Co wy o tym myślicie? Czy potrafilibyście wybaczyć zdradę rodzica i przyjąć przybraną siostrę jak własną?