Czy będziesz na mnie czekać? Historia Alicji z Poznania

— Będziesz na mnie czekać? — usłyszałam, zanim trzasnęły drzwi. Głos mojego męża, Michała, jeszcze przez chwilę odbijał się echem w pustym mieszkaniu. Stałam w przedpokoju, z kluczami w dłoni, i patrzyłam na jego kurtkę wiszącą na wieszaku. Zawsze zostawiał ją na wszelki wypadek, jakby miał wrócić za chwilę. Ale tym razem nie wrócił.

To było pięć lat temu. Pięć lat, które minęły szybciej, niż potrafiłabym się spodziewać. Teraz mam czterdzieści dziewięć lat i coraz częściej łapię się na tym, że czas przecieka mi przez palce jak piasek. W lustrze widzę kobietę, której nie poznaję. Cienie pod oczami, opadłe kąciki ust, zmarszczki na czole. Kiedyś byłam pełna życia, śmiałam się głośno i wierzyłam, że wszystko jest możliwe. Teraz… Teraz jestem sama.

Moja córka, Zuzanna, wyjechała do Warszawy na studia i tam została. Rzadko dzwoni, a kiedy już to robi, rozmowy są krótkie i rzeczowe. — Mamo, nie mogę teraz rozmawiać, mam spotkanie — mówi najczęściej. Czasem mam wrażenie, że jestem dla niej tylko głosem z przeszłości, który przypomina o obowiązkach.

Mój syn, Bartek, mieszka jeszcze ze mną, ale coraz częściej zamyka się w swoim pokoju. Ma dziewczynę, Olę, która jest dla niego całym światem. Kiedyś próbowałam z nim rozmawiać o tym, co się dzieje między mną a Michałem, ale tylko wzruszył ramionami.

— Mamo, tata zawsze był dziwny. Może po prostu musiał odejść.

Nie rozumiałam tego. Dla mnie Michał był wszystkim. Poznaliśmy się na studiach w Poznaniu. On — dusza towarzystwa, ja — cicha dziewczyna z książką pod pachą. Zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia. Tak przynajmniej mówił.

— Alicja, będziesz moją żoną? — zapytał po trzech miesiącach znajomości.

Zgodziłam się bez wahania. Wierzyłam w bajki o szczęśliwym zakończeniu.

Przez lata byliśmy szczęśliwi. Przynajmniej tak mi się wydawało. Michał pracował jako architekt, ja byłam nauczycielką polskiego w liceum. Mieliśmy dwójkę dzieci, mieszkanie w centrum Poznania i psa — starego jamnika o imieniu Figa.

Ale coś zaczęło się psuć. Najpierw drobne kłótnie o bzdury: kto wyniesie śmieci, kto zapomni kupić mleko. Potem coraz częściej wracał późno z pracy.

— Pracuję nad ważnym projektem — tłumaczył się.

Wierzyłam mu. Do czasu.

Pewnego wieczoru znalazłam w jego telefonie wiadomość od kobiety o imieniu Marta. „Tęsknię za tobą” — napisała.

Serce mi zamarło.

— Michał, kim jest Marta? — zapytałam drżącym głosem.

Spojrzał na mnie z obojętnością.

— To tylko koleżanka z pracy.

Nie uwierzyłam mu. Od tego momentu wszystko zaczęło się sypać. Michał coraz częściej znikał z domu, a ja próbowałam udawać przed dziećmi, że wszystko jest w porządku.

Pewnej nocy usłyszałam ich rozmowę przez drzwi Bartka:

— Myślisz, że mama wie? — zapytała Zuzanna.
— Pewnie tak… Ale udaje, że nie widzi — odpowiedział Bartek.

Poczułam się jak cień we własnym domu.

W końcu Michał spakował walizkę i wyszedł. Bez słowa wyjaśnienia. Tylko to jedno pytanie: „Będziesz na mnie czekać?”

Przez pierwsze miesiące żyłam jak w transie. Chodziłam do pracy, wracałam do pustego mieszkania i płakałam po nocach. Figa zdechła krótko po odejściu Michała — jakby nie chciała zostawiać mnie samej z tym wszystkim.

Z czasem nauczyłam się żyć sama ze sobą. Zaczęłam chodzić na spacery po Cytadeli, zapisałam się na jogę dla początkujących i zaczęłam czytać książki, które zawsze odkładałam „na później”. Ale pustka nie znikała.

Któregoś dnia spotkałam Martę w sklepie spożywczym na Jeżycach. Stała przede mną w kolejce do kasy.

— Alicja? — zapytała niepewnie.

Odwróciłam się powoli.

— Tak?

— Przepraszam… Nie chciałam…

Nie pozwoliłam jej dokończyć.

— To nie twoja wina — powiedziałam cicho i wyszłam ze sklepu bez zakupów.

Wieczorem zadzwoniła Zuzanna.

— Mamo… Tata chce się z tobą spotkać.

Serce mi zabiło mocniej.

— Po co?

— Nie wiem… Powiedział tylko, że musi ci coś powiedzieć.

Zgodziłam się spotkać z Michałem w naszej ulubionej kawiarni przy Starym Rynku. Przyszedł spóźniony, jak zawsze. Wyglądał starzej, miał siwe włosy na skroniach i zmęczone oczy.

— Alicja… Przepraszam — zaczął niepewnie.

Milczałam.

— Marta mnie zostawiła — powiedział po chwili ciszy.

Poczułam satysfakcję i żal jednocześnie.

— I co teraz? — zapytałam chłodno.

— Chciałem wrócić… Do ciebie… Do dzieci…

Popatrzyłam mu prosto w oczy.

— Myślisz, że można tak po prostu wrócić? Po wszystkim?

Nie odpowiedział. Siedzieliśmy w ciszy przez długą chwilę.

Wróciłam do domu i długo nie mogłam zasnąć. Bartek zapytał:

— I co teraz?

— Nie wiem…

Przez kolejne tygodnie Michał próbował odzyskać moje zaufanie. Pisał wiadomości, dzwonił wieczorami, przynosił kwiaty pod drzwi mieszkania. Ale ja już nie byłam tą samą Alicją co kiedyś.

Któregoś dnia zadzwoniła do mnie mama z Gniezna:

— Córeczko… Twój ojciec jest w szpitalu…

Pojechałam do rodzinnego domu natychmiast. Ojciec leżał na oddziale kardiologicznym, blady i słaby jak nigdy wcześniej.

— Alicjo… Nie marnuj życia na żal — wyszeptał mi do ucha.

Te słowa zostały ze mną na długo po jego śmierci kilka tygodni później.

Po pogrzebie wróciłam do Poznania i spojrzałam na swoje życie inaczej. Zrozumiałam, że nie mogę żyć przeszłością ani czekać na kogoś, kto raz już odszedł.

Zaczęłam spotykać się z ludźmi z pracy, chodzić do teatru i kina sama lub z koleżankami. Zuzanna przyjechała do mnie na święta pierwszy raz od lat i spędziłyśmy razem cały dzień na rozmowach o wszystkim i o niczym. Bartek wyprowadził się do Oli i choć było mi smutno zostać samej w mieszkaniu, poczułam ulgę i spokój.

Michał przestał dzwonić po kilku miesiącach ciszy z mojej strony. Ostatnią wiadomość od niego przeczytałam pewnego wieczoru: „Będziesz na mnie czekać?” Nie odpisałam już nigdy więcej.

Dziś patrzę w lustro i widzę kobietę zmęczoną życiem, ale silniejszą niż kiedykolwiek wcześniej. Może nie jestem już młoda ani piękna jak kiedyś, ale nauczyłam się kochać siebie taką, jaka jestem — ze wszystkimi bliznami i niedoskonałościami.

Czasem zastanawiam się: czy warto było tyle czekać? Czy można jeszcze zacząć wszystko od nowa po pięćdziesiątce? A może najważniejsze to nauczyć się być szczęśliwą tu i teraz? Co Wy o tym myślicie?