Gdy mama dzwoni o świcie – Opowieść o miłości, kontroli i wyborach
– Znowu dzwoni – szepnęłam do siebie, patrząc na wyświetlacz telefonu. Była 5:47 rano. „Mama Michała” – te dwa słowa świeciły się złowrogo na ekranie, jakby zwiastowały kolejny dzień pełen niepokoju. Michał spał obok, oddychając ciężko, jakby nawet we śnie próbował uciec przed rzeczywistością.
Nie odebrałam. Po raz pierwszy od miesięcy nie odebrałam. Serce waliło mi jak młotem, a w głowie kłębiły się myśli: „Co jeśli coś się stało? Co jeśli znowu będzie miała pretensje?” Przez chwilę miałam ochotę obudzić Michała, ale wiedziałam, że to nie ma sensu. On zawsze stawał po jej stronie.
Poznaliśmy się na studiach w Krakowie. Michał był cichy, zamknięty w sobie, ale miał w sobie coś, co przyciągało mnie jak magnes. Po kilku miesiącach zaczęliśmy być razem. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że w pakiecie z nim dostaję też jego matkę – panią Grażynę.
Pierwszy raz spotkałam ją na imieninach Michała. Wysoka, szczupła kobieta o ostrych rysach i spojrzeniu, które przeszywało na wskroś. Już wtedy poczułam się jak intruz. „A ty to kto?” – zapytała bez cienia uśmiechu. Michał próbował rozładować atmosferę żartem, ale ona tylko przewróciła oczami.
Z czasem było coraz gorzej. Grażyna dzwoniła codziennie – rano, wieczorem, czasem nawet w środku nocy. „Michałku, czy zjadłeś śniadanie?”, „Michałku, czy ta twoja dziewczyna dobrze ci gotuje?”, „Michałku, pamiętaj o witaminach”. Czułam się jak piąte koło u wozu.
Pewnego dnia, gdy wróciłam z pracy do naszego małego mieszkania na Ruczaju, zastałam Grażynę w kuchni. Stała przy blacie i kroiła warzywa.
– Dzień dobry – powiedziałam niepewnie.
– Dzień dobry – odpowiedziała chłodno. – Michał poprosił mnie, żebym zrobiła mu zupę ogórkową. Ty chyba nie masz na to czasu.
Zacisnęłam zęby. Chciałam powiedzieć coś kąśliwego, ale powstrzymałam się. Michał wszedł do kuchni z uśmiechem.
– Mamo, super, że przyszłaś! – rzucił i pocałował ją w policzek.
Patrzyłam na nich i czułam się coraz bardziej zbędna. Wieczorem próbowałam porozmawiać z Michałem.
– Kochanie, czy twoja mama musi tu być codziennie? – zapytałam ostrożnie.
– Przesadzasz – odpowiedział zirytowany. – Ona chce tylko pomóc.
– Ale ja nie potrzebuję jej pomocy! Chcę mieć trochę prywatności!
– To moja matka! – krzyknął nagle. – Nie będziesz mi mówić, co mam robić!
Wtedy po raz pierwszy pomyślałam o odejściu. Ale kochałam go. Wierzyłam, że może się zmienić.
Kolejne miesiące były jak walka o każdy kawałek przestrzeni. Grażyna komentowała wszystko: jak gotuję, jak sprzątam, nawet jak się ubieram do pracy.
– W tej spódnicy idziesz do biura? – zapytała pewnego ranka z pogardą.
– Tak, a co?
– Wyglądasz… tanio.
Poczułam łzy napływające do oczu. Michał stał obok i udawał, że nie słyszy.
W pracy też nie było łatwo. Szefowa coraz częściej zwracała mi uwagę na spóźnienia i rozkojarzenie. Koleżanki pytały:
– Wszystko w porządku?
– Tak… po prostu mam trochę problemów w domu – odpowiadałam wymijająco.
Pewnego wieczoru wróciłam do mieszkania i zobaczyłam Grażynę siedzącą na moim łóżku.
– Musimy porozmawiać – powiedziała bez ogródek.
Usiadłam naprzeciwko niej, czując jak serce podchodzi mi do gardła.
– Nie jesteś odpowiednią kobietą dla mojego syna – zaczęła. – On potrzebuje kogoś lepszego. Kogoś, kto będzie go wspierał i rozumiał jego potrzeby.
– A pani uważa, że ja tego nie robię?
– Uważam, że jesteś egoistką. Myślisz tylko o sobie i swojej karierze.
Zacisnęłam pięści ze złości.
– A może to pani jest egoistką? Może powinna pani pozwolić synowi żyć własnym życiem?
Grażyna spojrzała na mnie z pogardą i wyszła bez słowa.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Michał wrócił późno i nawet nie zapytał, co się stało. Był coraz bardziej nieobecny, zamknięty w sobie. Zaczęliśmy się oddalać.
W końcu przyszedł dzień, kiedy musiałam podjąć decyzję. Siedzieliśmy razem przy stole w kuchni. Grażyna właśnie wyszła po kolejnym „sprawdzeniu”, czy wszystko jest w porządku.
– Michał… ja tak dłużej nie mogę – powiedziałam cicho.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
– O co ci chodzi?
– O nas! O twoją matkę! O to, że nigdy nie jesteśmy sami!
Westchnął ciężko.
– Przesadzasz. Ona chce dobrze.
– A ja? Ja też chcę dobrze! Ale czuję się tu jak intruz! Jak ktoś obcy!
Michał milczał przez chwilę.
– Jeśli ci to przeszkadza… może powinnaś się wyprowadzić – powiedział chłodno.
To był cios prosto w serce. Spakowałam rzeczy tej samej nocy i pojechałam do rodziców do Nowego Sącza. Mama przytuliła mnie mocno i powiedziała:
– Dziecko, czasem trzeba wybrać siebie.
Przez wiele tygodni płakałam po nocach. Tęskniłam za Michałem, ale jeszcze bardziej za tym, kim byłam przed tym związkiem – pewną siebie kobietą z marzeniami i planami na przyszłość.
Po kilku miesiącach dostałam awans w pracy i wynajęłam własne mieszkanie w Krakowie. Zaczęłam żyć od nowa. Czasem spotykałam Michała na ulicy – wyglądał na zmęczonego i przygaszonego. Nigdy już nie rozmawialiśmy tak naprawdę szczerze.
Dziś wiem jedno: miłość to nie tylko uczucie, ale też wybór siebie i swoich granic. Czy warto poświęcać własne szczęście dla kogoś, kto nie potrafi odciąć pępowiny? Czy Wy też kiedyś musieliście wybierać między sobą a kimś bliskim?