Z sąsiadką nie rozmawiałyśmy przez 20 lat. A potem jedno zdarzenie zmieniło wszystko…
— Nie wierzę, że to zrobiłaś! — krzyknęłam wtedy, trzaskając drzwiami tak mocno, że aż obrazek z Matką Boską spadł ze ściany. Helena stała po drugiej stronie korytarza, z oczami pełnymi łez i gniewu. — Ty zawsze musisz mieć ostatnie słowo, prawda, Anka? — rzuciła przez zaciśnięte zęby.
To był dzień, w którym przestałyśmy być przyjaciółkami. Dzień, który pamiętam do dziś, choć minęło już ponad dwadzieścia lat. Nasze dzieci bawiły się razem na podwórku, nasze mężowie razem grillowali na działce, a my — Anka i Helena — byłyśmy nierozłączne. Wszystko zmieniło się przez jedną, głupią plotkę.
Pamiętam, jak wtedy wróciłam do mieszkania i usiadłam na kanapie, patrząc w pustkę. Mój mąż, Marek, próbował mnie pocieszyć:
— Daj spokój, Anka. Przecież to tylko sąsiadka.
Ale dla mnie Helena była kimś więcej. Była jak siostra. A teraz czułam się zdradzona.
Plotka dotyczyła mojego syna, Pawła. Ktoś rozpuścił wieść, że został przyłapany na kradzieży w sklepie spożywczym na rogu. Helena była pierwszą osobą, która mi o tym powiedziała. Ale nie przyszła do mnie po cichu, nie zapytała, czy to prawda. Zrobiła to przy wszystkich sąsiadkach na klatce schodowej.
— Anka, słyszałam, że Paweł coś ukradł? — zapytała głośno, a jej głos odbił się echem po klatce.
Wszyscy patrzyli na mnie. Czułam się upokorzona. Paweł był niewinny — okazało się później, że to pomyłka. Ale plotka już poszła w świat. Od tamtej pory nie zamieniłyśmy z Heleną ani słowa.
Przez lata mijaliśmy się na schodach bez słowa. Czasem słyszałam jej śmiech zza drzwi albo widziałam ją przez okno, jak podlewa kwiaty na balkonie. Nasze dzieci dorosły i wyprowadziły się z domu. Mężowie umarli — najpierw mój Marek, potem jej Zbyszek. Zostałyśmy same na tym samym piętrze, jak dwa cienie przeszłości.
Czasem zastanawiałam się, czy Helena też o mnie myśli. Czy żałuje? Czy pamięta tamten dzień tak wyraźnie jak ja? Ale duma nie pozwalała mi zrobić pierwszego kroku.
Aż do tamtego wieczoru.
Był listopad, ciemno i zimno. Siedziałam w kuchni z kubkiem herbaty, gdy usłyszałam dziwny hałas na korytarzu. Najpierw myślałam, że to dzieciaki znowu coś rozrabiają. Ale potem usłyszałam cichy jęk.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Helenę leżącą na podłodze. Miała szeroko otwarte oczy, oddychała ciężko.
— Pomocy… — wyszeptała.
Bez namysłu podbiegłam do niej.
— Helena! Co się stało?
— Serce… — wykrztusiła.
Zadzwoniłam po pogotowie i trzymałam ją za rękę do przyjazdu ratowników. W tamtej chwili nie liczyły się już żadne urazy ani stare rany. Była tylko ona i ja — dwie starsze kobiety, które kiedyś były sobie bliskie.
Po wszystkim wróciłam do mieszkania i długo nie mogłam zasnąć. W głowie miałam tylko jej spojrzenie — pełne strachu i wdzięczności jednocześnie.
Następnego dnia poszłam do szpitala. Stałam pod drzwiami jej sali dobre piętnaście minut, zanim odważyłam się wejść.
— Przyszłaś… — powiedziała cicho Helena, gdy mnie zobaczyła.
— Musiałam — odpowiedziałam równie cicho.
Usiadłam przy jej łóżku. Przez chwilę milczałyśmy.
— Przepraszam cię, Anka — powiedziała nagle Helena. — Nie powinnam była wtedy tak postąpić.
Poczułam łzy pod powiekami.
— Ja też przepraszam. Mogłam ci wybaczyć wcześniej…
Wtedy obie się rozpłakałyśmy. Trzymałyśmy się za ręce jak dwie dziewczynki.
Po wyjściu Heleny ze szpitala zaczęłyśmy rozmawiać coraz częściej. Najpierw o pogodzie, potem o dzieciach i wnukach. W końcu zaczęłyśmy wspominać stare czasy — te dobre i te złe.
Któregoś dnia zaprosiłam ją na kawę.
— Wiesz co? — powiedziała Helena z uśmiechem. — My chyba jesteśmy sobie potrzebne bardziej niż kiedykolwiek.
Miała rację.
Dziś nie wyobrażam sobie życia bez niej. Razem chodzimy na spacery po parku, razem narzekamy na ceny w sklepie i razem śmiejemy się z własnych słabości.
Czasem myślę o tych dwudziestu latach milczenia i zastanawiam się: ile jeszcze takich historii dzieje się wokół nas? Ile przyjaźni niszczą głupie plotki i urażona duma?
Może warto czasem zrobić pierwszy krok? Może warto wybaczać szybciej?
A Wy? Czy macie kogoś, komu powinniście wybaczyć zanim będzie za późno?