Pięć lat po rozwodzie mojego męża – a teściowa wciąż żyje przeszłością. Moja walka o własne miejsce w rodzinie
– Znowu przyszłaś? – głos pani Haliny, mojej teściowej, rozbrzmiał w korytarzu, zanim jeszcze zdążyłam zdjąć buty. Stała w drzwiach kuchni, z rękami skrzyżowanymi na piersi, patrząc na mnie tym swoim chłodnym, oceniającym wzrokiem. – Myślałam, że dziś Paweł odbierze Olę sam.
Zamarłam na chwilę, czując znajome ukłucie w żołądku. Ola, córka Pawła z pierwszego małżeństwa, czekała już w przedpokoju z plecakiem. Miała dziesięć lat i coraz częściej patrzyła na mnie z nieufnością, jakby przejmując od babci przekonanie, że jestem tu tylko intruzem.
– Paweł miał dłużej pracować – odpowiedziałam cicho, starając się nie okazać słabości. – Przysłał mnie po Olę.
Pani Halina westchnęła teatralnie. – Kiedyś to było inaczej. Wszystko było na swoim miejscu. Rodzina była rodziną.
Nie odpowiedziałam. Ile razy można tłumaczyć, że życie się zmienia? Że Paweł i jego była żona rozstali się pięć lat temu? Że ja nie jestem winna ich rozpadowi?
Wyszłyśmy z Olą na klatkę schodową w milczeniu. Dziewczynka szła dwa kroki za mną, nie chcąc nawet dotknąć mojej ręki. Czułam jej dystans i żal – nie wiem, czy bardziej do mnie, czy do sytuacji, w której się znalazła.
Wieczorem Paweł wrócił zmęczony i zamyślony. – Byłaś u mamy? – zapytał od niechcenia.
– Tak. Znowu dała mi do zrozumienia, że nie powinnam tam być.
Paweł wzruszył ramionami. – Ona po prostu tęskni za dawnym życiem. Za tym, jak wszystko było poukładane.
– Ale to już nie wróci – powiedziałam z goryczą. – A ja mam dość udowadniania jej, że zasługuję na miejsce w tej rodzinie.
Paweł milczał. Wiedziałam, że jest rozdarty między mną a matką. Często miałam wrażenie, że jestem dla niego tylko dodatkiem do życia, które kiedyś prowadził z Magdą – swoją pierwszą żoną.
Najgorsze były święta. Pani Halina zawsze zapraszała Magdę i Olę na Wigilię, a mnie traktowała jak powietrze. Kiedyś usłyszałam przez przypadek rozmowę:
– Magda, ty zawsze będziesz częścią tej rodziny. Nieważne, co się stało.
A ja? Kim ja byłam? Drugą żoną? Przeszkodą? Kimś do tolerowania?
Z czasem zaczęłam unikać rodzinnych spotkań. Wolałam zostać w domu niż znosić te ukradkowe spojrzenia i szeptane komentarze. Paweł próbował mnie przekonać:
– Musisz być silna. Mama kiedyś się przyzwyczai.
Ale mijały kolejne miesiące i nic się nie zmieniało. Ola coraz częściej mówiła o mamie i babci, a ja czułam się coraz bardziej wykluczona z ich świata.
Pewnego dnia Paweł wrócił z pracy wcześniej niż zwykle. Był wyraźnie zdenerwowany.
– Mama zadzwoniła do Magdy i zaproponowała jej wspólne wakacje nad morzem. Z Olą oczywiście.
Zatkało mnie.
– A my? – zapytałam cicho.
– Powiedziała, że to dla Oli będzie lepiej. Że powinniśmy pomyśleć o jej dobru.
Poczułam łzy napływające do oczu. Czy naprawdę nigdy nie będę miała prawa do tej rodziny? Czy zawsze będę tylko kimś obcym?
Wieczorem zadzwoniłam do mojej mamy.
– Mamo, ja już nie mam siły walczyć o miejsce przy Pawle. Jego matka mnie nienawidzi.
– Kochanie – usłyszałam ciepły głos mamy – jeśli on cię kocha, powinien stanąć po twojej stronie. Ale pamiętaj: nie możesz żyć tylko dla innych. Musisz zadbać o siebie.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, myśląc o tym wszystkim, co straciłam i czego nigdy nie dostałam: akceptacji, poczucia bezpieczeństwa, prawdziwego domu.
Kilka dni później Paweł wrócił z pracy i usiadł obok mnie na kanapie.
– Musimy porozmawiać – powiedział poważnie. – Wiem, że ci ciężko. Ale Ola jest moją córką i zawsze będzie częścią mojego życia. Mama… ona już się nie zmieni.
Spojrzałam mu w oczy.
– A ja? Czy ja też jestem częścią twojego życia?
Paweł milczał przez chwilę.
– Tak… Ale musisz zrozumieć, że rodzina to skomplikowana sprawa.
Wstałam i podeszłam do okna. Za szybą padał deszcz, a świat wydawał się jeszcze bardziej szary niż zwykle.
Czy naprawdę muszę wybierać między własnym szczęściem a walką o akceptację ludzi, którzy nigdy mnie nie zaakceptują? Czy miłość wystarczy, by przetrwać w rodzinie, która wciąż żyje przeszłością?
Czasem zastanawiam się: ile jeszcze można walczyć o swoje miejsce przy kimś, kto sam nie potrafi ci go zapewnić? Czy warto poświęcać siebie dla rodziny, która nigdy nie przestanie tęsknić za tym, co już minęło?