Trzy miesiące ciszy: Czy potrafię wybaczyć mamie?
– Znowu do niej nie zadzwonisz? – głos Marka rozbrzmiał w kuchni, kiedy z trzaskiem zamknęłam drzwi od lodówki.
– Nie – odpowiedziałam krótko, nie patrząc mu w oczy. Wolałam skupić się na krojeniu marchewki, niż na tej rozmowie, która wisiała nad nami od tygodni.
– Aniu, minęły już trzy miesiące. Ile jeszcze zamierzasz się obrażać?
Zacisnęłam zęby. „Obrażać się” – jakby to była tylko dziecięca fochliwość, a nie coś, co rozrywało mnie od środka. Przecież nie chodziło o drobiazg. Nie o to, że mama zapomniała o moich imieninach czy nie pochwaliła nowej pracy. To było coś więcej.
Pamiętam tamten wieczór, kiedy wszystko się zaczęło. Siedziałyśmy przy stole w jej mieszkaniu na Pradze, a ona – jak zwykle – zaczęła swoje: „A może byście już pomyśleli o dziecku? Wszyscy znajomi mają wnuki, tylko ja nie…”. Wtedy puściły mi nerwy. Powiedziałam jej wszystko, co przez lata tłumiłam: że nigdy nie czułam się wystarczająco dobra, że zawsze porównywała mnie do kuzynki Kasi, że jej oczekiwania dławiły mnie jak za ciasny sweter.
Mama patrzyła na mnie z niedowierzaniem, a potem rzuciła: „Przesadzasz. Zawsze byłaś przewrażliwiona”. Wyszłam trzaskając drzwiami. Od tamtej pory – cisza.
Marek próbował być pośrednikiem. „Może napisz jej SMS-a? Albo chociaż kartkę na święta?” – powtarzał. Ale ja nie potrafiłam. Każda próba kończyła się łzami i złością.
W pracy udawałam, że wszystko jest w porządku. Uśmiechałam się do klientów w banku, żartowałam z koleżankami przy kawie. Ale wystarczyło jedno pytanie: „Jak tam mama?”, żeby poczuć gulę w gardle.
Najgorsze były wieczory. Leżałam w łóżku i przewijałam w głowie nasze rozmowy z dzieciństwa. Jak mama czesała mi włosy przed szkołą, jak piekłyśmy razem szarlotkę na niedzielę. I te chwile, kiedy czułam się niewidzialna – bo Kasia dostała piątkę z matematyki, a ja „tylko” czwórkę.
Marek nie dawał za wygraną:
– Aniu, ona jest twoją matką. Może też cierpi?
– Może – odburknęłam. – Ale nigdy nie potrafiła przeprosić.
– A ty?
Zamilkłam. Czy ja kiedykolwiek przeprosiłam ją za swoje słowa?
W końcu przyszedł dzień, kiedy dostałam od niej SMS-a: „Wiem, że jesteś zła. Tęsknię. Mama”. Przeczytałam go dziesięć razy. Najpierw poczułam ulgę – zrobiła pierwszy krok! Potem złość – dlaczego tylko tyle? Dlaczego nie napisała „przepraszam”?
Wieczorem Marek usiadł obok mnie na kanapie i objął ramieniem.
– Może to jej sposób na okazanie skruchy? Nie każdy potrafi mówić o uczuciach.
– Ale ja potrzebuję tych słów! – wybuchłam. – Przez całe życie czekałam, aż powie, że jest ze mnie dumna albo że mnie rozumie.
Marek westchnął:
– Może nigdy tego nie usłyszysz. Ale czy chcesz stracić ją na zawsze?
Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok, myśląc o tym, jak bardzo brakuje mi mamy i jak bardzo jestem na nią zła. Czy można tęsknić i nienawidzić jednocześnie?
Następnego dnia zadzwoniła do mnie ciocia Basia:
– Aniu, twoja mama jest smutna jak nigdy dotąd. Martwię się o nią.
– Ciociu, ona nigdy mnie nie rozumiała…
– A ty ją rozumiesz?
Te słowa uderzyły mnie mocniej niż wszystkie wcześniejsze rozmowy z Markiem.
W końcu zebrałam się na odwagę i napisałam mamie wiadomość: „Może spotkamy się na kawę?” Odpisała niemal od razu: „Kiedy chcesz”.
Spotkałyśmy się w małej kawiarni na Grochowie. Siedziałyśmy naprzeciwko siebie, każda z filiżanką herbaty w dłoniach. Przez chwilę milczałyśmy.
– Przepraszam – powiedziałam cicho. – Za to, co powiedziałam wtedy u ciebie.
Mama spuściła wzrok.
– Ja też przepraszam… Nie wiedziałam, że tak to odbierasz.
Łzy napłynęły mi do oczu. Po raz pierwszy od lat poczułam, że naprawdę się rozumiemy.
Rozmawiałyśmy długo – o dzieciństwie, o Kasi, o jej oczekiwaniach i moich lękach. Mama przyznała, że czasem była zbyt wymagająca, bo chciała dla mnie jak najlepiej.
Wyszłam z tej kawiarni lżejsza o cały bagaż żalu i pretensji.
Dziś wiem jedno: pojednanie nie oznacza zapomnienia krzywd, ale próbę ich zrozumienia i zaakceptowania drugiego człowieka takim, jaki jest.
Czy warto było czekać trzy miesiące? Czy mogłam zrobić ten krok wcześniej? A może czasem trzeba przejść przez ból i ciszę, żeby naprawdę usłyszeć siebie nawzajem?